wtorek, 30 listopada 2010
Praskie impresje

Powyżej: tak w poniedziałek, po południu wyglądał praski Most Karola. 

Spędziłem dwa dni w Pradze integrując się z ludźmi z ING oraz dziennikarzami polskiej prasy ekonomicznej. Całkiem fajna konferencja, zamieniłem nawet parę słów z Nourielem Roubinim (gostek ma fajny  akcent :). Mimo pogarszającej się pogody zdołałem zwiedzic również kawałek Starego Miasta. Średniowiecze, husytyzm, Sapkowski, Vaclav Klaus i piękne zimowe (ale i horrorowate:) plenery na moście Karola. Na swoim profilu Facebooku dałem parę fotek, by oddac atmosferę miejsca.  
Później były niezłe jaja na lotnisku Ruzyne - zamknęli Okęcie i odwołali lot, gdy byliśmy już przy odpowiedniej bramce. Więc miałem dodatkowy nocleg i... schizę, że nie zamknęliby lotniska, samolot by się rozbił a "Wyborcza" spekulowała by, czy naciskałem na pilotów (a "Nasz Dziennik", by mnie bronił robiąc wywiady z moimi kumplami). No cóż, od pewnych skojarzeń i przemyśleń nie uciekniemy.

A poniżej: ten kawałek nuciłem sobie na ulicach Pragi.


17:06, foxmulder2 , Misc
Link Dodaj komentarz »
Wikileaks- depesze Departamentu Stanu

Assange wypuścił nową partię przecieków, (akurat wtedy, gdy przebywałem w Pradze i zastanawiałem, kiedy otworzą z powrotem Okęcie...) tym razem pochodzących z amerykańskiego Departamentu Stanu. Wrażenie podobne jak przy poprzednich przeciekach: ciekawy materiał dla historyków, którzy nie muszą czekac dziesiątki lat na zdjęcie gryfu tajności z dyplomatycznych depesz, ale... prawie nic nowego.

Afgański rząd skorumpowany? Arabia Saudyjska i Jordania namawiały USA do ataku na Iran? Kazachscy politycy lubią się zabawic? Chiny myślą o reunifikacji Korei? Obama porzucił nasz region dla mglistych obietnic Kremla? US Army i CIA polują na terrorystów w Jemenie? Iran ma rakiety zdolne dotrzec do Berlina? Chiny parają się cyberszpiegostwem? Sarkozy to egotyk o autorytarnym charakterze? Miedwiediew zgrywa Robina przy Batmanie-Putinie? Merkel nie lubi podejmowac ryzyka? Berlusconi to rosyjski lobbysta? O tym wszystkim pisano, czasem nawet już od lat. Hillary mądrze i humorem to podsumowała: "Moi dyplomaci przyznają, że mówią o Mnie prywatnie dużo gorsze rzeczy, niż o obcych przywódcach".

Absolutnymi rewelacjami dla mnie były informacje z Wikileaks o tym, że:

- Ahmadinedżad został spoliczkowany podczas wizyty w Baku przez szefa Gwardii Rewolucyjnej. Oznacza to, że Sabourdżian to jedynie figurant i wyrobnik ze służb...

- Radek Sikorski, w odróżnieniu od prezydenta Kaczyńskiego nie widział związku między tarczą a Gruzją...

- Francuscy dyplomaci byli poważnie zaniepokojeni ekspansją Rosji w naszym regionie i bardzo trafnie analizowali rosyjską politykę.

- Przestrogi gen. Gągora dotyczące Rosji.

Tutaj macie obszerne omówienia przecieków:

Guardian

NY Times

Der Spiegel

Le Monde

El Pais

Polskie wątki:

TVN24

Rzeczpospolita (także tutaj)

Najciekawsze reakcje:

Izrael cieszy się, że Wikileaks pokazało Iran "w prawdziwym świetle"

Ahmadinedżad twierdzi, że rewelacje Wikileaks to przeciek kontrolowany amerykańskich służb mający uderzyc w Iran.

Brytyjska mainstreamowa prasa sugeruje, że Wikileaks to tajna operacja CIA lub Mosadu.

Tymczasem:

W Teheranie ktoś zabił głównego irańskiego specjalistę od Stuxnetu. Jak myślicie, kto? ;)
sobota, 27 listopada 2010
Korea Pólnocna - szantaż i rozważania o Grubym Kimie
Korea Północna najpierw pokazując światu swoje wirówki do wzbogaconego uranu a potem ostrzeliwując południowokoreańską wyspę - dokonała typowego dla siebie aktu szantażu. Mówią o tym m.in. analiza Andrieja Lankova (tutaj podobny jego tekst) oraz Yossefa Bodansky'ego. Bodansky wskazuje przy tym, że USA przegapiły sygnał pokojowy - zmianę w tytulaturze Kim Jong Una. O co chodzi więc Kimowi? O zachowanie władzy dla dynastii, jeśli USA i świat pogodzą się z istnieniem nuklearnej Korei Płn., podpiszą traktat pokojowy i sypną groszem - dynastia Kimów przetrwa. To kopia polityki zagranicznej Chruszczowa (eskalowanie konfliktów, po to by zmusic wroga do negocjacji i koncesji).

Korea Płn. nie leży jednak w próżni. Nie wiemy na ile Kim jest samodzielny, ale gdyby Chińczykom zaczął psuc interesy - załatwiliby mu zejście. Mają wszelkie środki ku temu, zwłaszcza, że Korea Płn. zależy gospodarczo od Chin i swoich zbrojeniowych interesów, którym Pekin patronuje. ChRL nie dostarczy przecież technologii nuklearnej Iranowi, Syrii i Birmie. Ale Korea Płn. już może. Phenian wiąże też amerykańskie wojska, które mogłyby np. bronic Tajwanu.

I tutaj mam dygresję historyczną: za wybuch wojny koreańskiej w 1950 r. odpowiadał Mao. Chciał miec własną zwycięską wojenkę, która sprawiłaby, że Sowieci przekazaliby ChRL technologię zbrojeniową. Stalin traktował wówczas Mao jako potencjalnego Tito. Bardzo go niepokoiły ambicje chińskiego tyrana, więc pozwolił mu na skanalizowanie agresji na Koreę. Nie bez powodu sowieckiego ambasadora przy ONZ nie było na sali, gdy Rada Bezpieczeństwa głosowała za wysłaniem wojsk MacArthura do Korei. 

Kim Il Sung (zwany w Polsce Kim Ir Senem), rozpoczął wojnę, bo Mao mu kazał. Jak MacArthur zmiażdżył mu armię, to Kim się przestraszył i chciał pokoju, ale Mao mu nie pozwolił. Kim więc siedział w bunkrze, wsłuchiwał się w odgłosy wybuchających amerykańskich bomb i srał ze strachu przez resztę wojny. Mao nazywał go "Grubym Kimem" :) Pod koniec lat '50-tych Chiny próbowały obalic Kima i wówczas Korea Północna zmieniła suwerena na Sowietów. Ale ZSRR się rozpadł i zostali znowu sam na sam Chińczykami...

A teraz Kim Jong Un zrobił sobie operację plastyczną, by się upodobnic do Grubego Kima:)

A poniżej: zdjęcia z wizyt Grubego Kima w PRL. Na pierwszym filmie, mniej więcej od 2:20 jest z nowym członkiem RBN gejnerałem Wojciechem Jarucwelskim.


środa, 24 listopada 2010
Smoleńsk: latająca trumna z Samary


Powyżej: remont Tu 154 M nr. 101 w Samarze. Tutaj macie filmik. Pytanie do specjalistów: czy czynności wykonywane wokół Tupolewa są zgodne z procedurami?

Ledwo drugi rządowy Tupolew wrócił z Samary, a już wykryto w nim usterkę: nie działa system łączności satelitarnej. Przypominam: odkąd Tu 154-M z numerem bocznym 101 wrócił z tych samych samarskich zakładów, doszło w nim do co najmniej 11 awarii (12 jeśli doliczymy posypanie się układu sterowania 10 kwietnia).

Warto przytoczyć słowa rosyjskiego eksperta Michaiła Makarowa, o remoncie Tupolewa w Samarze i jego katastrofie:

"Największe znaczenie ma tu oczywiście ten, kto remontował, bo przecież przez lata wpakował 25 milionów dolarów w komisję badającą przyczyny katastrofy, przedpłacając zgodnie z taryfikatorem urzędowym za pożądane certyfikaty na swoje lotnicze produkty i usługi. A jest to przyjaciel premiera Putina - szefa rządowej komisji badającej przyczyny katastrofy, biznesmen Oleg Deripaska, wykonawca wątpliwego remontu Tu-154M w Samarze, pod chmurką, na śniegu. Proszę też sprawdzić, kto kierował urzędem, który w latach 60. finansował i nadzorował projekt Tu-154. Czy to nie czasem ta sama dama w mundurze generała, która i teraz nadzoruje prace MAK - Tatiana Anodina? Ano tak."

Ekspert ten wskazuje, że 10 kwietnia mogło dojść do awarii:

Rosjanie sugerowali też możliwość błędnego użycia radiowysokościomierza przez polskich pilotów.
- Wszystkie odczyty wysokości pochodzą z wysokościomierza barycznego, nie z urządzenia radiowego, bo radiowysokościomierz sygnał dźwiękowy typu VPR nastawnika 100 m wydał przy odczycie 60 m, a nie 100 metrów. Co stało się dalej, nie wiemy bez parametrów FDR. Nie mniej wszystko wskazuje na usterkę maszyny. Gdyby do niej nie doszło, to po wyrównaniu na 100 m (gdy TAWS zmienił komendę, potwierdzając radykalne zmniejszenie realnej prędkości opadania) prędkość lotu nie spadłaby gwałtownie do znacznie poniżej minimalnej, bo nie pozwoliłby na to automat ciągu i oko drugiego pilota kontrolujące prędkość, co wcześniej miało potwierdzenie w stenogramie. Skąd prędkość 180 km/h, a taka w stenogramie jest bajecznie prosta do wyliczenia, bez sygnału alarmowego dla pilota z autocentrali SVS? Dalej najpewniej nastąpiło przeciągnięcie, coś, czego ten dowódca, Protasiuk, jako pilot doświadczalny, nie dopuściłby się, bo każdy pilot doświadczalny, nawet III klasy, ma problematykę przeciągnięcia w jednym palcu. Czy zawiodły silniki, czy autopilot, czy stery, czy prędkościomierz - nie wiem, bo nie mam danych lotu, prawdziwych danych. Wiem tylko, że zawsze dobrze jest obarczyć winą nieżyjących - generałów, ministrów, dyrektorów i biznesmenów, bo nie mają adwokatów i nie mogą się już bronić. Powód jest jeden - wtedy nie odpowie za to ten, kto żyje, a więc m.in. ten, kto tak, a nie inaczej zaprojektował samolot, ten, kto egzemplarz wyprodukował, a w roku 1990 różnie z tą produkcją bywało, ten, kto go remontował, i ten, kto wpakował do 20-letniego tupolewa dwóch prezydentów i cały sztab generalny, ten, kto zabezpieczał wizytę, ten, kto nie zamknął lotniska z powodu mgły, ten, kto dopuścił, by na wieży usiedli kontrolerzy bez uprawnień, aż wreszcie ten, kto nieudolnie usiłował sprowadzać samolot do lądowania, czyli Plusnin."

i jeszcze w kwestii awaryjności Tupolewów (mówi to człowiek, który wylatał ponad 12 tys. godzin):

"Niewątpliwie samolot Tu-154 jest jedną z najlepszych konstrukcji lotniczych ZSRS, ale od jego oblotu minęło już ponad 40 lat. Wyprodukowano sztuk - jak wspomniałem - 1012, rozbiło się co najmniej 57, kolejne 10 utracono lub zostały zestrzelone, 140 uczestniczyło w incydentach i uprowadzeniach, ponad 500 dawno zezłomowano. Do dziś lata niespełna 200 tych maszyn, 70 w Rosji, 1 w Polsce. Rejestr fabryczny i rejestry późniejsze (cywilny, eksportowy i wojskowy) różnią się pod względem liczby wyprodukowanych Tu-154 o 82 sztuki. Przynajmniej 82 maszyny zaginęły więc bez wieści - to te, o których katastrofach ZSRS nie poinformował świata, bo zawsze dobrze było to zataić (o ile się dało), oraz te (a takich było wiele), które zostały wyprodukowane z tak poważnymi wadami, że nie przeszły oblotów technicznych w fabryce w Kujbyszewie (Samarze), zostały wykreślone z rejestru i rozłożone na części, lecz wpis w dokumentacji fabryki po nich pozostał.

Liczba katastrof i incydentów pokazuje, że nie jest to maszyna bezpieczna?
- Tak, i nigdy taką nie będzie, nawet gdy polski rząd zechce ją odmalować i wpakować do kokpitu wątpliwej nowoczesności amerykańskie urządzenia nawigacyjne z końca lat 90. Samolot zaprojektowany w roku 1966 zawsze będzie samolotem zaprojektowanym w roku 1966 i nie zmieni się nagle w Tu-334 czy Airbusa A-350, a żadne urządzenia nie zrekompensują letalnych wad technicznych, jakie czynią tę konstrukcję po prostu niebezpieczną.Biorąc pod uwagę prostą matematykę, przynajmniej 100 Tu-154 musiało ulec katastrofom. Były to te, które leciały z cargo (często przeładowane) albo też w lotach technicznych bez pasażerów (gdy startowały z poważną awarią). Wtedy łatwo zataić katastrofę. Moim zdaniem, przynajmniej 10 proc. produkcji tej maszyny rozbiło się. To bardzo dużo."

A tymczasem jak donosi PAP:

"Główny konstruktor samolotu Tu-154 Aleksandr Szengardt oświadczył w wywiadzie dla dziennika "Izwiestija", że winę za katastrofę polskiej maszyny prezydenckiej pod Smoleńskiem ponoszą piloci.

Konstruktor oświadczył, że do dzisiaj nie było nawet jednej katastrofy Tu-134 lub Tu-154 z winy techniki. - Winny jest - jak to się dziś określa - "czynnik ludzki" - powiedział.

Szengardt 1 czerwca skończył 85 lat. Mimo zaawansowanego wieku nadal kieruje konstruktorami koncernu Tupolew.
"

Koncernowi Tupolew gratuluje konstruktora.
Korea Płn: dlaczego zaatakowała?


Sytuacja jest dziwna. Najpierw Korea Płn. zaprasza amerykańskiego eksperta i pokazuje mu nowy ośrodek nuklearny z tysiącami wirówek. Ekspert ujawnia sprawę i zaraz potem północnokoreańska armia ostrzeliwuje, po raz pierwszy od wielu lat, obszar zabudowany w Korei Płd.

Reakcja USA jest miękka. Seulu typowa. Japonii bardzo ostra. Chiny oficjalnie sprawy nie komentują - co wiele mówi.

Czemu Północ zaatakowała? Eksperci z Południa zastanawiają się:
walka o władzę w Phenianie? konsolidacja społeczeństwa wokół idei Songun ("wojsko najpierw")? próba wymuszenia na USA traktatu pokojowego? uderzenie w seulski rząd nie chcący topić kasy na Północy?

Na pewno to kontynuacja polityki prowokacji. Za jej pomocą Phenian, jak zauważa to Stratfor, przesuwa "czerwoną linię". Brak reakcji może go zachęcić do kolejnego ograniczonego ataku w przyszłości, tym razem już na Półwyspie.

Jest też inny ciekawy trop: według East-Asia-Intel na szczycie G20 Obama omawiał z Hu Jintao raport ONZ wskazujący na to, że Chiny wspierają północnokoreański nuklearny handel.
wtorek, 23 listopada 2010
Korea Płn.: To jeszcze nie wojna

Północnokoreańska artyleria zaatakowała południowokoreańską wyspę Yeonpyeon. Płonie miejscowa osada. 2 południowokoreańskich marines zabitych, 17 osób rannych. Armia Korei Płd. w gotowości bojowej, podobnie jak amerykańska siódma flota. Japonia wzywa USA do użycia siły przeciw Korei Płn. Negocjacje w sprawie programu nuklearnego już niemal zerwane, po odkryciu nowej instalacji nuklearnej Phenianu.



To jeszcze jednak nie wojna. Gdyby Północ rozpoczęła prawdziwą konfrontację dokonałaby niespodziewanego ataku artyleryjskiego wzdłuż całej granicy (nie wykluczone, że w połączeniu z nuklearnym atakiem), a za tym poszłaby ofensywa w sowieckim stylu.To co się dzisiaj wydarzyło to jedynie rozpoznanie bojem. Mózgiem tej akcji może być Pekin - testujący reakcję Amerykanów. Być może skończy się to powrotem amerykańskiej taktycznej broni nuklearnej do Korei Południowej i... remilitaryzacją Japonii.
poniedziałek, 22 listopada 2010
Zabójstwo JFK: galopujący rak i dziewczyna Oswalda


Judyth Vary Baker twierdzi, że była dziewczyną Lee Harveya Oswalda. Swoją historię opisała w książce "Lee and Me: How I came to Know, Love and Lose Lee Harvey Oswald". Poznała go w 1963 r. w Nowym Orleanie, gdzie była asystentką dra  Altona Ochsnera, szefa bardzo znanej tam wówczas kliniki. Ochsner był onkologiem, który pracował nad "galopującym rakiem"... dla CIA. Agencja planowała zarazić szybko rozwijającym się rakiem Fidela Castro. I nagle w tej historii pojawia się Oswald - osaba, która przez pewien czas była "opiekunem" pani Baker. Udawał on wówczas komunistę, ale pojawiał się w kręgu osób związanych z CIA takich jak David Ferrie. Pewnej nocy Oswald zwierzył się jej, że CIA kazała mu dokonać fałszywej dezercji na Kubę i przywieźć tam komórki galopującego raka przeznaczone dla Castro. Wyłamał się jednak z tej operacji, gdyż odkrył, że CIA chciała również zlikwidować JFK.
Resztę tej historii znamy. Czy jednak relacja pani Baker jest wiarygodna? Trzeba się wgłębić w szczegóły. Na pierwszy rzut oka wiele faktów przez nią podanych się zgadza. Wątek z rakiem jest intrygujący - zabójca Oswalda Jack Ruby tuż przed swoją śmiercią w więzieniu skarżył się bowiem, że "wstrzyknięto mu szybko rozwijającego się raka". David Ferrie miał zaś hobbystycznie szukać lekarstwa na raka i prowadzić nawet w tym celu eksperymenty na zwierzętach. Wiele faktów wskazuje też, że Oswald udawał lewaka dla CIA. Ale jest też drugie dno tej historii. Przytaczam treść mojego wpisu z grudnia 2009 r. :

Ciekawy artykuł Antoniego Wręgi o sowieckim ogniwie w zamachu na JFK. Oswald, obsługujący radar w bazie samolotów U2 w Atsugi, był oskarżany o to, że przekazał Sowietom informację potrzebne do zestrzelenia U2 Francisa Garry Powersa. W Mińsku oficjalnie pracował w fabryce, gdzie marnie zarabiał. Mieszkał jednak w stumetrowym mieszkaniu i ożenił się z Mariną Prusakową, córką pułkownika KGB. Przypadek? Po powrocie do USA kumplował się Georgem de Morenschildtem, dziwnym "białym Rosjaninem", który był sowieckim lub peerelowskim agentem. Były szef rumuńskiego wywiadu zagranicznego DIE gen. Ion Mihai Pacepa (autor znakomitej książki "Czerwone horyzonty") twierdził, że ludzie z sowieckich służb mówili mu, że Oswald był ich agentem, co dało Pacepie podstawy do stworzenia teorii, o tym, że KGB zaprogramowało LHO do zabójstwa prezydenta, ale ich agent urwał się ze smyczy i zadziałał na własną rękę. Czy więc Sowieci rzeczywiście stali za zabójstwem JFK?
Nie sądzę, nie mieli motywu. JFK był beznadziejnym prezydentem, cieniasem dążącym do "odprężenia" i czyniącym olbrzymie kłopoty amerykańskim wyjadaczom ze służb. Poza tym Oswald, co zostało udowodnione poza wszelką wątpliwośc, utrzymywał też kontakty z ludźmi z CIA. Mógł też byc podwójnym agentem pracującym dla ONI. Przed "ucieczką" do ZSRR zdawał w marines egazmin z rosyjskiego. Po powrocie nikt go nie niepokoił. Co więcej dostał pracę, która wymagała certyfikatu bezpieczeństwa - obróbkę fotografii lotniczych. Szybko wszedł też do środowiska związanego z Operacją Mangusta. Komunistyczne służby odegrały jednak pewną rolę w spisku. Ron Lewis, przyjaciel Oswalda i konsultant przy filmie JFK, twierdził, że LHO był autentycznym skrajnym lewicowcem, który uważał, że penetruje spisek CIA. W VIII 1963 r. poinformował go, że szykowane jest zabójstwo JFK. Olivier Stone, w filmie JFK, sugerował, że Oswald ostrzegał FBI przed zamachem (słynny teleks do delegatur Biura). Rzekomy agent CIA Richard Case Nagel twierdził, że podczas inflitrowania komunistycznych organizacji w Meksyku dowiedział się, o spisku na JFK organizowanym przez Agencję. KGB nakazało mu wówczas przeszkodzic w zamachu i ostrzec Oswalda. Nagel we IX 1963 r. postanowił wyłączyc się z tej gry. We IX 1963 r. oddał dwa strzały w sufit w banku w El Paso i trafił do więzienia za "zbrojny napad".

(koniec cytatu)

Moja teza jest taka: KGB rzeczywiście chciało ocalić JFK. Oswald brał udział w tej misji jako podwójny agent. Gdy jednak udało mu się udaremnić zamach w Chicago, myślał że sprawa jest skończona. CIA zaatakowała jednak w Dallas.

Przypominam również jeden z moich poprzednich wpisów: 22.11.1963

12:27, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 listopada 2010
92 proc. Afgańczyków nie wie o zamachach z 11 IX?
NATO przyjęło w Lizbonie kapitulancką deklarację w sprawie Afganistanu oraz oddało Turcji kontrolę nad kluczowym elementem tarczy antyrakietowej. A tymczasem w Afganistanie:

Według sondażu think-tanku ICOS 92 proc. Afgańczyków, nie wie o zamachach z 11 IX! 40 proc. respondentów uważa zaś, że USA przybyły do Afganistanu "zniszczyc islam". Skąd taki stan wiedzy? 
No cóż, duży analfabetyzm, mały dostęp do mediów elektronicznych (11 IX zdarzył się akurat za rządów Talibów, czyli w czasie, gdy za posiadanie telewizora lub radia rozstrzeliwano), propaganda sączona w meczetach. (Co ciekawe inne sondaże wskazują, że Afgańczycy nie lubią Talibów, czemu trudno się dziwic.) Nawet jeśli ten sondaż nie jest do końca wiarygodny, to wynika z niego, że wciąż wielu Afgańczyków nie ma pojęcia czym były zamachy z 11 IX i dlaczego Amerykanie i wojska NATO pojawiły się w ich kraju.
sobota, 20 listopada 2010
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 1 : Bejrut 1977

Jeszcze przed Smoleńskiem zbierałem dane o "katastrofach" lotniczych, będących zatuszowanymi zamachami oraz o zamachach terrorystycznych na transport lotniczy przypisywanych nie tym sprawcom, co trzeba. Nie uwierzycie ile było takich przypadków. Tak narodził się pomysł cyklu: krótka historia sabotażu lotniczego. Inauguruje go sprawa bliska moim zawinteresowaniom badawczym, czyli:

Bejrut, 1977

Katastrofa peerelowskiego samolotu transportowego An-12 (lot LO 6883) pod libańską stolicą. Tutaj macie o tym dobry artykuł z "Newsweeka". W skrócie: lot był realizowany przez wojskowych, samolot był tylko przemalowany w barwy PLL Lot. Na pokładzie gostkowie ze służb Kiszczaka oraz 12 ton "cielęciny", czyli broń dla palestyńskich radykałów lub Druzów tow. Junblatta.


Rankiem 13 maja 1977 r. podczas przygotowaniu się do lądowania na lotnisku Beirut International samolot zniknął z radarów a jego dymiące szczątki znaleziono na ziemi. Po zdawkowych badaniach peerelowska komisja ogłosiła przyczyny katastrofy: trudne warunki atmosferyczne i brak rozeznania załogi w terenie, czyli to co nam się wmawia apropos Smoleńska.

Jak czytamy jednak w Newsweeku: 

" Prawdziwą wersję tego, co wydarzyło się w Bejrucie, poznał tylko syn majora Kowalika. Tuż po śmierci ojca wstąpił do Szkoły Orląt w Dęblinie. Gdy ją ukończył w 1981 roku, wysłano go do Świdwina. – Przeniesienie do Krakowa wywalczyłem dopiero w 1990 roku – opowiada Zbigniew Kowalik. – Już nie było kogo i o co pytać. Nikt nie kojarzył mojego nazwiska. Takich, którzy słyszeli o wypadku, było ledwie kilku.

Kowalik odnalazł jednak paru emerytowanych oficerów. Jeden z nich opowiedział, że w piwnicach budynku biur pułkowych jest pomieszczenie, w którym składa się dokumenty do zniszczenia. Podobno widziano tam akta z Bejrutu. Zbigniew Kowalik potajemnie dostał się do pokoju pełnego akt. Przesiedział tam kilka godzin. Ale się opłaciło. Znalazł teczkę z napisem: ŚCIŚLE TAJNE DO ZNISZCZENIA.

Wypełniały ją zdjęcia i szkice wykonane tuż po katastrofie w Bejrucie, świadczące o tym, że trudne warunki atmosferyczne nie mogły być jej przyczyną. Zbigniew Kowalik usłyszał od jednego z oficerów, że samolot został trafiony w silnik. Dlatego mógł tracić wysokość i zejść z kursu. Analiza szczątków wraku wykazała, że strzelano z broni, którą wcześniej sprzedaliśmy libańskim bojówkom. Prawdopodobnie trafiła do Libanu na pokładzie zestrzelonej później maszyny."

Nie sądzę, by samolot z flotylii Kiszczaka zestrzelili Palestyńczycy czy Druzowie. Przecież wiózł broń dla nich. Raczej nie zrobiła tego też Syria. Kto więc to zrobił? Falangiści? Sunnici? Mossad? Służby Saddama? Abu Nidal? Tego się chyba nigdy nie dowiemy...

W następnym odcinku: Zawoja i relacja świadka, do której dotarłem.
Pocisk nad Kalifornią, imperialne gry amerykańsko-chińskie

Jakiś czas temu nad wybrzeżem Kalifornii zauważono dziwną smugę kondensacyjną - od tej pory eksperci głowią się, co to było. Jedni mówią o samolocie, inni o pocisku. Z informacji, które przedstawia FAA wynika, że wtedy, gdy sfilmowano smugę, teoretycznie nie powinien przelatywac tam żaden samolot. Pentagon oficjalnie przyznaje, że nie wie, co to było. Tymczasem generałowie z NORAD-u nieoficjalnie mówią, że był to pocisk wystrzelony u wybrzeży USA przez okręt podwodny. Sugerują, że była to chińska jednostka. Poprzez znanego prowokatora Wayne'a Madsena wskazują nawet na konkretną łódź, mającą bazę na wyspie Hainan.



No cóż, to technicznie możliwe. Za Reagana u wybrzeży Oregonu niespodziewanie wynurzyła się przecież sowiecka submarina wyposażona w głowice nuklearne. Mocarstwa robią czasem takie rzeczy, by dac innym do zrozumienia, że są zdolne do niespodziewanego ataku na przeciwnika. Do incydentu w Kalifornii doszło dokładnie trzy lata po tym jak inna chińska łódź podwodna wynurzyła się w czasie manewrów US Navy... pomiędzy amerykańskimi lotniskowcami. 

Ostatnie miesiące to zaś okres ogromnego napięcia w stosunkach USA-ChRL, wojna walutowa etc.  Oba kraje wojują również w cybeprzestrzeni. Kilka miesięcy temu Stuxnet zaatakował Chiny. Doszło też do dziwnego incydentu: przez 18 min. 15 proc. amerykańskiego wojskowego przesyłu danych w Internecie przechodziło przez chińskie serwery. 

Kiedy więc zobaczymy dziwną smugę kondensacyjną nad Szanghajem?
czwartek, 18 listopada 2010
Uroki kontroli na lotniskach
TSA w ujęciu tajwańskich rysowników i Conana O'Briana. Nie dziwie się, że ludzie skarżą lotniska za molestowanie seksualne...
18:10, foxmulder2 , Millenium
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 listopada 2010
Hamas wymazuje historię Palestyńczyków


Rozczulająca historia o "palestyńskim ruchu oporu" znaleziona w "Rz":

"W poniedziałek, jak zwykle 15 listopada, na Zachodnim Brzegu Jordanu było święto, dzień wolny od pracy. W ten sposób Palestyńczycy odwołujący się do tradycji Organizacji Wyzwolenia Palestyny pod przywództwem Jasera Arafata wspominają proklamowaną 15 listopada 1988 roku na spotkaniu w Algierze deklarację niepodległości. Kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w drugiej części Autonomii Palestyńskiej – strefie Gazy, nie ma żadnych obchodów. Nikt nie śmiał zorganizować nawet małej ceremonii. Nie pozwolił na to rządzący tu niepodzielnie od ponad trzech lat radykalny Hamas. Hamasowi nie przeszkadzało, jeśli ktoś organizował niedawno przywleczoną ze znienawidzonej Ameryki zabawę Halloween, ale nie zgodził się na obchody święta bliskiego jego politycznemu rywalowi Fatahowi, który jest najsilniejszą frakcją OWP.

(...)

Hamasu nie interesują palestyńskie sprawy narodowe, dla nich Palestyńczycy to po prostu część świata islamskiego. Nie ma też sentymentu do dnia proklamacji niepodległości, bo ten ruch nie wywodzi się z OWP – tłumaczy „Rz” Basem Barhum, związany z Fatahem publicysta z Ramalli na Zachodnim Brzegu.

Ostrzej komentuje, anonimowo, wykształcony w Europie inżynier, z którym oglądam obóz uchodźców al Szati w Gazie: – Gdyby ktoś tu wyszedł świętować, dostałby pałką od hamasowców. Kilka dni temu nie można było obchodzić szóstej rocznicy śmierci Arafata. Bo Hamas niby nic do niego nie ma, ale woli ,by był zapomniany.

(...)

11 listopada, w rocznicę śmierci palestyńskiego przywódcy, na jednym z domów w Gazie ktoś wymalował wielki portret. Jak opowiada miejscowy sklepikarz, Hamas rozpoczął przesłuchania mieszkańców i szybko zatrzymał młodego chłopaka podejrzanego o autorstwo malowidła. Ojciec domniemanego autora oblał twarz Arafata białą farbą, licząc na to, że wypuszczą jego syna z aresztu. I po 24 godzinach go wypuszczono. A ktoś częściowo zmył białą farbę. I Arafat znów spogląda z muru na okolicę."

Arafat, mimo że agent komunistycznych służb i CIA, złodziej i biseksualista, który zmarł na AIDS, był bądź co bądź politykiem pod pewnymi względami genialnym. Przez 40 lat zwodził tyle mocarstw i zmarł śmiercią naturalną. To najbardziej znany Palestyńczyk w historii, bez niego nie byłoby dzisiejszej Autonomii Palestyńskiej i wymazywanie go przez Hamas z pamięci narodu jest działaniem antypalestyńskim. Tylko czy wiedzą o tym miłośnicy Hamasu z europejskiej lewicy?
niedziela, 14 listopada 2010
Zachodni Brzeg: bliskie porozumienie

Powyżej: powyższa animacja (z ostrzeżeniem dla Obamy) została wyprodukowana przez Radę Yesha, prawicową organizację izraelską reprezentującą osadników z Zachodniego Brzegu (czyli Judei i Samarii - Yesha).

Izraelski lobbing raczej nie okaże się skuteczny. Netanjahu już zgodził się, że gdy powstanie państwo palestyńskie na Zachodnim Brzegu, sprawy bezpieczeństwa na tym terenie zostaną przekazane Jordanii. Osiedla pozostaną w Dolinie Jordanu przez następne 30-50 lat. Jedyna przeszkoda dla zawarcia porozumienia: opór Fatahu.  Izrael chce korekt "granicy" z 1967 r. Paletyńczycy się nie zgadzają.
sobota, 13 listopada 2010
Zatrzymanie Roberta Biedronia

Najlepsze są okrzyki pod koniec. Biorąc pod uwagę, że endecy byli zblokowani kilkadziesiąt metrów dalej, musiały one paśc z ust dziennikarzy, fotoreporterów bądź policjantów. :)
Marsz Niepodległości 2010 - upragniona relacja
Powyżej: Robert Biedroń w policyjnym radiowozie, po tym jak zaatakował policjanta od tyłu. Oj nieładnie... (zdjęcie z facebookowego fotobloga Jakuba Szymczuka). 

Od razu zaznaczam, że nieprawdą jest jakoby rzekomo wsadzono mnie do aresztu razem z Biedroniem. Ale, wszystko po kolei:

Na Marsz Niepodległości wybrałem się choc jestem od endeckiej tradycji daleki. Po prostu zaprosili mnie tam endeccy koledzy a ja byłem ciekawy jak ta impreza będzie wyglądała. Dodatkowym "zaproszeniem" był dla mnie tekst red. Blumsztajna w "Wyborczej" zwołujący na miasto lewackich bandytów z Anftify. Przyjechałem na Stare Miasto tramwajem od strony Bankowego razem z przyjaciółmi oraz kilkoma nacjonalistami z Węgier. Wspólnie klęliśmy na traktat z Trianon, a kolega Dawid usiłował namówic jakiegoś Niegeryjczyka, by udał się z nami na marsz. 

Lewackiej blokady przy św. Annie nie widzieliśmy, ale ją słyszeliśmy. Weszliśmy szybko w otoczony policyjnym kordonem tłum pod Zamkiem Królewskim. Większośc ludzi wyglądała tam "normalnie" a chłopaczki z MW nie sprawiały wrażenia skłonnych do zadym. Bardziej twardo prezentowali się gostkowie z ONR - kibolska prezencja robi swoje. Na miejscu wyłowiłem wzrokiem Korwina-Mikke i Ziemkiewicza. Ucieszyło mnie, że na marszu znalazło się dużo dziewczyn. Niektóre z nich całkiem bojowe. Rozczulił mnie następujący obrazek: niska blond panienka zasłania twarz przed policją i antfią czarną opaską a na głowę zakłada czarny kaptur... z różowymi kocimi uszkami. Jak w jakimś anime...

Jak już pewnie wiecie, po jakiś 20 minutach czekania marsz został skierowany okrężną trasą - od Zamku Królewskiego, dołem na Powiśle, dalej przez Rozbrat i prawie przez Łazienki pod pomnik Dmowskiego. Organizatorzy ogłaszali przez megafon: "Jest nas 1,5 tys.!". Czy to dla endecji sukces? Nie wiem. W każdym bądź razie nie widzałem nikogo hailującego, obnoszącego się z naziolskimi symbolami, czy też krzyczącego coś o Hitlerze. Sam próbowałem prowokowac tłum do wznoszenia faszystowskich haseł, ale niestety mi nie wyszło:) Zamiast tego ograniczano się do tradycyjnego repertuaru endeckiego: "Roman Dmowski, wyzwoliciel Polski", "Narodowe Siły Zbrojne", "Naszym celem Wielka Polska" czy też bardzo żenujące "Precz z unijną okupacją". Przypadkowi świadkowie tego pochodu, czasem klaskali i nas pozdrawiali. Raz widziałem tylko emerytkę resortową, która próbowała szarżowac na tłum :)

Taki marsz oczywiście przyciąga świrów. Jednym z nich był znany endecki pieniacz Krzysztof Zagozda. To on organizował protesty przeciwko koncertowi Madonny (bo jest fanem norweskiego black metalu:). Szedł z bannerem swojego stowarzyszenia Unum Principum. Na bannerze krzyż z dwiema nachylonymi ku niemu sosenkami. Podchodzę do Zagozdy i pytam:

- Przepraszam, co oznaczają te sosenki?

- Proszę Pana! To są jodły!

- No to co oznaczają te jodły?

- Proszę Pana! Kiedyś w Watykanie istniało tajne stowarzyszenie... walczące z masonami i żydostwem.

- Jak się nazywało?

- Sodalitium Pianum.

- I co ono ma wspólnego z jodłami?

- Bo Proszę Pana, pianum to po łacinie cedr.

- Aha, więc to tak drogą skojarzeń: sosna-jodła-cedr-Sodalitium Pianum! Nigdy bym nie pomyślał...

Przy Karowej widziałem małą grupkę "antyfaszystów", szybko otoczoną przez policję - będącą tego dnia "narzędziem faszystowskiego ucisku". Na Oboźnej zatrzymał nas policyjny kordon. Dalej stała grupka lewaków, jak się później okazało z Dominikiem Tarasem na czele. Policaje ich otoczyli i... nie wiedzieli dalej co zrobic. Postaliśmy tam więc co najmniej pół godziny. Zaczęła się skinheadowska zabawa: "Kto nie skacze jest pedałem!". Jako jedyny nie skakał były poseł Artur Zawisza:)

Po pewnym czasie co bardziej krewkim gostkom z ONR (?) czekanie się znudziło. Zaczęli krzyczec "Białe kaski robią laski!", "Zawsze i wszędzie policja jeb... będzie!". Jeden z gostków rzucił hasło: "Przechodzimy! Co mamy tu stac dwa dni!?". I wbiegł prosto w policyjne tarcze. Bum! Odbił się od nich a policja zaczęła napierac. Próbowałem go powstrzymac: "Człowieku, kurwa uspokój się!". Kolega Przemek przemówił:"Ludzie tu jest więcej ABW niż policji! Im zależy na zadymie!". Po chwili policja odblokowała boczną ulicę a tłum się uspokoił i skręcił w nią. A Dominik Taras skarżył się później w Superstacji, że policja potrzymała go tam jeszcze dwie godziny i nie puściła do toalety. Ponoc zrobił pod siebie...

Dalej już było spokojnie a obok Łazienek, już nawet romantycznie - pięknie wyglądały polskie flagi oświetlone kibicowskimi racami.  Wreszcie, po trzech godzinach (!) doszliśmy pod pomnik Dmowskiego. Następnie Korwin-Mikke chrzanił tam coś od rzeczy. Chrzanił również Przemysław Górny weteran ruchu endeckiego. "Kiedy Roman Dmowski mówił o płomieniu narodowej rewolucji ogarniającej Europę, mówiono że jest stary i głupi. Teraz spełnia się jego sen". Taaa, akurat. W miarę z sensem mówił natomiast ATW z ONR. Piękne słowa o śmierci narodu rozpoczynającej się od śmierci fanfary...

Na koniec skorzystałem z herbaty przygotowanej przez Eugeniusza Sendeckiego - Człowieka Legendę polskiego internetu. Wystąpiłem nawet w jego netowej telewizji. Muszę przyznac, że zorganizował profesjonalne studio :) Poniżej, mój krótki występ w Telewizji Narodowej euGeniusza sEndeckiego. Od około 1:40. I jeszcze bonusowo piosenka dedykowana Biedroniowi. :)


 
1 , 2
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y