piątek, 31 grudnia 2010
Sylwester 2010

Jutro (o ile nie będę zbyt mocno skacowany) przeczytacie tutaj prognozy dla Polski i świata napisane specjalnie dla tego bloga przez prof. Richarda Pipesa, Henry Kissingera oraz Staszka Satanistę (największego żyjącego artystę). Dzisiaj jednak Sylwester, magiczna noc, podczas której jak zwykle będę się chciał się poczuć jak prezydent Izraela Mosze Kacaw :) Tak jak Vince Masuka, uważam, że impreza nie jest udana, jeśli wszyscy moi kumple nie porzygają się w jej trakcie i jednocześnie nie dostaną erekcji. Życzę więc Wam udanych imprez, a byście wpadli w klimat, macie powyżej fajne alkoholowo-imprezowe video (zawsze uważałem, że amerykańscy Azjaci są w pytę!). A poniżej "dziwni ludzie" z RPA, czyli "Die Antwoord". Fragment utworu w języku afrykańskim (od 1:24) to słowa, które mój przyjaciel faszysta może dzisiaj wygłosić, gdy dziewczyna zaciągnie go na Sylwestra do jakiejś jaskini metroseksualizmu:) Enjoy. I dużo szczęścia w Nowym Roku!


12:48, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (1) »
Arabia Saudyjska ma broń jądrową... no prawie ma

Assange zapowiada prawdziwą bombę: ujawni amerykańskie depesze dyplomatyczne wskazujące, że ważni arabscy przywódcy dostaraczali informacji CIA. W sumie nie powinno to jednak być dużym zaskoczeniem. Informatorami CIA byli przecież tacy wybitni arabscy przywódcy jak: Jasser Arafat, Baszir Dżemajel, król Jordanii Husajn oraz iracki prezydent Saddam Husajn.



Tymczasem Arabia Saudyjska stała się mocarstwem nuklearnym. No  prawie się stała... Ma bowiem dostęp do pakistańskich głowic jądrowych składowanych w bazie Kamra w Pakistanie. Są one stale gotowe do transportu do Arabii Saudyjskiej, na umówione kodowe hasło z Rijadu. Saudowie zbytnio się z tym nawet nie kryją. Wiadomo - irańskie zagrożenie.
wtorek, 28 grudnia 2010
WikiLeaks: Assange, służby, naziole


Sprawa WikiLeaks staje się coraz dziwniejsza. Oskarżycielka Assange'a szwedzka feministka Anna Ardin schroniła się na... Zachodnim Brzegu, o czym informują palestyńskie media. Oficjalnie protestuje tam przeciwko "murowi apartheidu". Pomimo oskarżeń o powiązania z CIA, ze strony służb Fatahu nic jej nie grozi - Fatahowcy trzymają się przecież u władzy tylko dzięki wsparciu Waszyngtonu.

Ciekawe rzeczy na "konspiracyjnych" stronach wypływają też o przeszłości Assange'a. Okazuje się, że przez kilka lat w dzieciństwie mieszkał w komunie prowadzonej przez dziwną, eugeniczną sektę "Białe Bractwo" vel "Rodzina".

Sekta była rzekomo powiązana z programem MK-Ultra (co jest nie do sprawdzenia...) a kierowana była przez nazi-teozofkę.

Związki z dziwnymi środowiskami pozostały zresztą Assenge'owi do dziś. Jak wiadomo serwery dostał od szwedzkiej Partii Piratów. A kto stoi za Partią Piratów? Miliarder Carl Lundström, ekscentryk i sponsor szwedzkich środowisk nacjonalistycznych i neonazistowskich. Czyli tych środowisk, które próbowały zaiwanić napis z Auschwitz. Sytuacja jest więc kuriozalna - Assange jest równocześnie oskarżany o kontakty z izraelskimi służbami specjalnymi jak i ze szwedzkimi naziolami...

A może jednak to nie taki kuriozum, jak nam się wydaje. W czasie Zimnej Wojny służby specjalne zachodnich demokracji tworzyły przecież lipne organizacje wywrotowe, w tym neonazistowskie jako przykrywkę dla swoich tajnych armii. (We Włoszech znane to było jako operacja "Gladio"). Szwecja dysponuje bardzo sprawnym kontrwywiadem o odchyleniu antykomunistycznym oraz "prawicowo-nacjonalistycznym". Natomiast Izrael potajemnie współpracował z grupami stworzonymi w ramach przedsięwzięć podobnych do "Gladio", o czym pisał m.in. dezerter z Mosadu Victor Ostrovsky. Sekty, służby, feministki powiązane z CIA, naziole, hackerzy zwerbowani przez służby... To wszystko nitki wychodzące z jednego kłębka.

Ps. Ostatnio o moim wpisie wspomniał portal Pardon.pl. Ale nie o tych chce tu napisać. Zacytuję tylko jeden z komentarzy:

"Panie Bloger foxmulder, proszę nie prowokować liudzi do kolejnych konfliktów w imię osobistej konfliktowej ideologii i filozofii wiecznych wojen... teraz przecież jest świąteczny czas na miłość i wybaczanie, więc powinno być już tylko lepiej, coraz lepiej dla wszystkich :) "

niedziela, 26 grudnia 2010
Smoleńsk: Tajemniczy oficer oraz nielegał Turowski

Powyżej: Świetny kawałek DePress, będący zwiastunem do filmu dokumentalnego "Mgła"

Na początek polecam wywiad z Janem Tomaszewskim, krewnym prezydenta Kaczyńskiego, świadkiem zdarzeń na lotnisku Siewiernyj wieczorem 10 kwietnia. Opisuje on jak wyglądał wyjazd Jarosława Kaczyńskiego i części rodzin do Smoleńska tego dnia - celowe opóźnianie dojazdu, brama lotniska zamknięta aż do zmroku, dziwne przeszukania w samolocie oraz taki incydent: 

"Co bardzo mnie tam na miejscu zastanowiło, to sytuacja, że w pewnym momencie, gdy poszedłem do autobusu - chyba po płaszcz, nagle do stojących nieopodal naszych ochroniarzy podbiegł ktoś w polskim mundurze i bardzo przejęty pytał ich o samolot, którym mieliśmy odlecieć do Polski. Ochroniarze odpowiedzieli, że jest w powietrzu, bo wówczas leciał po nas do Smoleńska. Wtedy ten człowiek powiedział, żeby pilot natychmiast kontaktował się z ziemią i żeby przez cały czas był na linii z tymi ochroniarzami, bo jak powiedział: "Jezus Maria, będzie druga tragedia", i mówił jeszcze coś o tym, że "ten samolot też chcą zestrzelić". Dokładnie tych słów może już nie pamiętam, bo to było ponad osiem miesięcy temu, a ja też byłem wówczas w szoku. Ale taki był ich sens.Ten wojskowy powiedział to przy Panu? - Nie, oni mnie nie widzieli, bo ja znajdowałem się w ciemnym autobusie. Słyszałem to jednak przez otwarte drzwi. Jak na te słowa zareagowali ci ochroniarze? - Zapanowała wśród nich konsternacja i zaczęli się między sobą naradzać. Dalszej wymiany zdań jednak już nie usłyszałem. "

Pozostawiam ten fragment bez komentarza. Zwracam zaś uwagę na wątki pokazujące, że Rosjanom z jakiegoś powodu bardzo zależało, by nie robic na miejscu katastrofy zdjęc za dnia. Z innych relacji wiemy, że OMON-owcy konfiskowali wtedy ludziom karty pamięci z aparatów, grozili robiącym fotki aresztowaniem itp. Coś takiego wydarzyło się również Sławomirowi Wiśniewskiemu, z tymże tam z OMON-owcami w tuszowaniu współpracował Polak: 

"Tajemniczy Polak namawiał rosyjskich funkcjonariuszy do aresztowania i zniszczenia sprzętu autora pierwszego filmu z miejsca katastrofy smoleńskiej – wynika z akt śledztwa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, do których dotarł portal Rebelya.pl. Po tym, jak „Wprost” ujawnił, że jest w posiadaniu 57 tomów akt, możemy ujawnić, że mamy 60 tomów akt z tego śledztwa. 

Chcę zeznać, że gdy funkcjonariusze próbowali mi wyrwać torbę z kamerą, którą schowałem do środka, w grupie rosyjskich funkcjonariuszy był przynajmniej jeden Polak. Ci co mnie zatrzymali zapytali się czy mnie zna. On odpowiedział po polsku, ja nie znam tego człowieka, a następnie po rosyjsku powiedział, żeby mnie aresztować i zniszczyć sprzęt” - mówił autor pierwszego filmu z miejsca katastrofy, montażysta TVP, Sławomir Wiśniewski w czasie przesłuchania w prokuraturze wojskowej w Warszawie.

Wiśniewski dodał: „Ja kojarzę z twarzy tego człowieka, wydaje mi się, że jest to jakiś pracownik ambasady albo konsulatu polskiego. Rozpoznałbym go, był wysoki, szczupły, krótko obcięty szatyn, w długim beżowym płaszczu. Miał na pewno więcej niż 50 lat. Jestem przekonany, że był to Polak, mówił po polsku bez akcentu, twardo, bez zmiękczenia”. 

Na lotnisku Siewiernyj przebywało wówczas kilku Polaków - dyplomatów oraz pracowników pomocniczych ambasady (licząc łącznie z BOR-owcem będącym kierowcą ambasadora). Zdaniem niektórych obserwatorów, do opisu przedstawionego przez Wiśniewskiego pasuje najbardziej Tomasz Turowski, ambasador tytularny (to nazwa stopnia dyplomatycznego, nie należy jej mylic z nazwą kierownika placówki dyplomatycznej) w Moskwie. 

Tak się akurat dziwnie składa, że Turowski był w latach '90-tych rozpracowywany przez UOP pod kontem jego kontaktów z płkiem Grigorijem Jakimiszynem, oficerem prowadzącym "Olina". Wcześniej, w latach '70-tych i '80-tych Turowski był niebezpiecznym nielegałem SB pracującym w Watykanie. Rozpracowywał tam oprócz Kościoła, również polską emigrację i krajową opozycję. Szkodził m.in. Januszowi Krupskiemu, który (co za paradoks) zginął w Smoleńsku. Po odejściu z seminarium Turowski próbował poślubic córkę byłego francuskiego premiera, ale służby Republiki się nim zainteresowały i zrezygnował. 

W III RP stał się dyplomatą rzuconym na kierunek wschodni, a przez kilka lat nawet ambasadorem w Hawanie. W 2001 r. ówczesny minister Władysław "Hyyyy...." Bartoszewski, tak zachwalał jego kandydaturę na to stanowisko: 

"Mieliśmy tradycyjnie znakomite stosunki z Kubą. Obecnie nie są one aż tak dobre. Trzeba jednak zauważyć, że prezydent Putin okazał zainteresowanie Kubą, zanim okazał zainteresowanie wieloma innymi krajami. Dla nas także coś znaczy (...) Kandydat ma doświadczenie jeśli chodzi o proces transformacji na terenie postradzieckim. Był wysoko oceniany przez naszych partnerów rosyjskich, o czy wiem drogą nieoficjalną. Jest to nienajgorsza referencja dla Polaka udającego się na Kubę".

Słowa kuriozalne, ale cóż, starzy ludzie często pieprzą trzy po trzy... Ale wracając do TW "Orsoma": przestał pracowac w MSZ w 2007 r., ponoc w związku z nową ustawą lustracyjną. I nagle wrócił do MSZ 14 lutego 2010 r. i od razu został skierowany do Moskwy, by przygotowywac katyńskie wizyty Tuska i Kaczyńskiego. Jak je przygotował to już inna sprawa, ale później jeden z urzędników MSZ zeznał później w prokuraturze, że 10 kwietnia:

"O ile dobrze pamiętam ambasador Turowski około godz. 12:00 przekazał mi, że otrzymał informację od funkcjonariusza FSO, że trzy osoby przeżyły i w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala. Ja spytałem o to Pawła Kozłowa, który stwierdził, że nic o tym nie wie, ale polecił sprawdzić wszystkie szpitale. Informacja ta się nie potwierdziła"

Jeśli więc narzekacie na "teorie spiskowe" o rannych ze Smoleńska - do kierujcie pretensje do Turowskiego. Może by coś wyjaśnił. Podobnie jak ten incydent z Wiśniewskim. 

Skoro bowiem w Smoleńsku doszło do zwykłego wypadku, nie było zamachu ani awarii, to skąd to całe tuszowanie? Czemu polski dyplomata wzywał OMON-owców, by aresztowali Wiśniewskiego i bezprawnie zniszczyli mu sprzęt? Czemu rozsyłał dezinformacje o rannych? Jeśli jednak był zamach, to można się spodziewac, że ewentualni rosyjscy zamachowcy (tuszując sprawę sami kierują na siebie podejrzenia...) mogli miec polskich wspólników. To jak najbardziej logiczne, zważywszy na to, że Rosja od XVIII w. ma u nas bardzo wielu "przyjaciół".

sobota, 25 grudnia 2010
Południowy Sudan - kolejna wojna

Powyżej: prezydent Sudanu Południowego Salva Kiir Mayardit. Muszę przyznac, że gostek fajnie się ubiera.

W styczniu możemy miec w Afrycę kolejną dużą wojnę. 9 stycznia w Południowym Sudanie będzie referendum niepodległościowe. Jego wynik jest łatwy do przewidzenia, miejscowa czarna, chrześcijańsko-animistyczna ludnośc była przez wiele dziesiątków lat uciskana przez muzułmańskich Arabów z Północy. Autonomię wywalczyła sobie zbrojnie - dzięki partyzantce SPLA. Na terenie, który ogłosi secesję znajduje się większośc sudańskich złóż ropy naftowej. Łatwo przewidziec, że gen. Baszir nie puści tego płazem. 

Secesja południowego Sudanu będzie wspierana przez Izrael oraz ... Rosję. Prezydent tej prowincji  Kiir Mayardit  utrzymuje specjalne biuro łącznikowe w Tel Avivie. Motywacja Izraelczyków jest łatwa do rozszyfrowania - osłabienie wrogiego, islamskiego reżimu, który wspiera międzynarodowy terroryzm. Dla decydentów z Jerozolimy powstanie nowego chrześcijańskiego państwa, dysponującego dużymi zasobami ropy oraz skłóconego z musliami jest jak gwiazdka z nieba. 

Motywacja Rosji jest trudniejsza do uchwycenia. Do niedawna przecież oficjalne rosyjskie stanowisko mówiło, że niepodległy Południowy Sudan nie powinien powstac, bo będzie "drugą Somalią". Ruscy wysłali również doradców wojskowych do Chartumu. Teraz sprzedają SPLA śmigłowce bojowe. Niedawno doszło również w Tel Avivie do spotkania pomiędzy Michaiłem Margiełowem, wysłannikiem rosyjskiego rządu, oraz oficjelami z Południowego Sudanu. O co Ruskim chodzi? Czyżby czarni chrześcijanie oddali im prawo do wydobycia swojej ropy? Czyżby Sudan zbytnio dryfował w orbitę Pekinu?

Chartum w wojnie z Południem wspierac będą pewnie Egipt i Libia. Trypolis nie chciałby powstania w regionie chrześcijańskiego państwa naftowego będącego sojusznikiem Izraela. Kairowi bardziej chodzi o kontrolę nad wodami Nilu, powstanie nowego państwa zaburzyłoby stare kolonialne porozumienia w tej sprawie i ośmieliłoby Etiopię do "kradzieży wody". Sytuacja jest bardzo napięta. Etiopski prezydent Zenawi (były szef antykomunistycznej partyzantki) powiedział: "Nie obchodzi mnie, czy Egipcjanie napadną na Etiopię. Jak dotąd nikt, kto tego dokonał, nie przeżył wystarczająco długo, by o tym opowiedziec." 

Bonus: na tej stronce macie oficjalne stanowisko separatystów z Południowego Sudanu. Widac, że szykują się do wojny. Polecam szczególnie artykuł o proroctwach Ngudenga Bonga.
Jezus pierwszym szachidem? - palestyńska mitologia narodowa

Palestyńska telewizja podaje, że według przewodniczącego Arafata "Jezus był pierwszym palestyńskim szachidem". Arafat mówił to wielokrotnie. No cóż, młode narody zawsze tworzą zadzwiającą mitologię. Słowiańscy Macedończycy uważają, że Aleksander Wielki mówił w bułgarskim dialekcie, Białorusini uważają za białoruskiego nacjonalistę polskiego endeka Dołęgę-Mostowicza...
czwartek, 23 grudnia 2010
Boże Narodzenie 2010

Wszystkim moim czytelnikom życzę zdrowych, wesołych, miłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia.
15:45, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (3) »
Likud wspólnie z ludźmi Haidera

Redaktor Michnik dzisiaj pewnie spadł z krzesła. Nie dość, że nie może wyrzucić Domosławskiego, to jeszcze zobaczył we własnej gazecie taki tytuł:

"Populiści Haidera są koszerni?"

Co na to "Nigdy Więcej"? Co na to o. Ludwik Wiśniewski? Co na to Jan Tomasz Gross? :)

A na poważnie, jak czytamy w tym bardzo ciekawym artykule, Ayub Kara, izraelski wiceminister ds. Negewu, polityk Likudu i Druz z pochodzenia stwierdził, że program FPO (partii założonej przez ś.p. Joerga Haidera) jest "koszerny". Izraelczykom podoba się stanowisko haiderowców wobec islamskiego zagrożenia. Likud ma zaś zorganizować wspólnie z FPO konferencje o zwalczaniu terroryzmu. Jak czytamy w "GW":

" -Nasz kraj potrzebuje przyjaciół. Po powrocie będę radził mojemu przyjacielowi premierowi Netanjahu by dbał o kontakty z Partią Wolnościową. Jej działacze pomogli nam w ciężkiej sytuacji, za co pragnę podziękować - mówił wiceminister Kara. Chodziło mu o zatrzymanie w czerwcu przez izraelską marynarkę wojenną Flotylli Wolności, która zmierzała do objętej izraelską blokadą Strefy Gazy. Akcja Izraelczyków zbulwersowała opinię publiczną, a podczas szturmu komandosów zginęło dziewięciu członków załogi flotylli. Wolnościowcy jako jedyna austriacka partia jednoznacznie poparli Izrael.

Wcześniej szef partii Heinz Christian Strache solidaryzował się z żydowski osadnikami na Zachodnim Brzegu Jordanu. Oskarżał też austriackich socjaldemokratów o antysemityzm, ponieważ organizowali oni demonstracje krytyczne wobec izraelskiej polityki."
 


Powyżej: Heinz Christian Strache, szef FPO. Czemu przywódcy tej partii muszą być aż tak nieznośnie metroseksualni? Ale przynajmniej Austriacy mają Nazischwullen, a my tylko Biedronia...

Strache podczas ostatnich wyborów samorządowych walczył w Wiedniu o elektorat polski i słowiański odwołując się m.in. do wiedeńskiej odsieczy z 1683 r. Rozsyłał wiedeńczykom nawet komiks poświęcony obronie Wiednia. Fajnie by było, gdyby ten polityk został kiedyś prezydentem Zjednoczonej Europy :)

A co do "koszerności" FPO - pisałem już na tym blogu, o dziwnych kontaktach ś.p. Joerga Haidera oraz jego współpracowników z Mosadem. Izrael wykorzystywał, lub chciał wykorzystywać austriackiego polityka jaka pośrednika w kontaktach z wrogimi sobie arabskimi reżimami.
środa, 22 grudnia 2010
Jordańskie podchody


Jordania rozluźnia militarno-wywiadowcze kontakty z Izraelem. Robi tak pod naciskiem sąsiedniej Syrii, Iranu oraz Turcji. Dom Haszymidzki jest pewnie zaniepokojony tym, że agenci osi zła będą próbowali go obalić - zwłaszcza, że usadowili się mocno w Iraku, czyli wzięli Jordanię w dwa ognie. Ciekawa sytuacja - Izrael może stracić, kolejnego po Turcji, sojusznika w regionie.

Wcześniej, od 1949 r. Jordania była cichym sojusznikiem Izraela. Sojusz ten został przerwany dwukrotnie. Za pierwszym razem, gdy Amman próbował zbliżyć się do nieudanego projektu Zjednoczonej Republiki Arabskiej organizowanego przez Egipt i Syrię. Za drugim razem, w 1967 r., gdy król Hussein padł ofiarą dezinformacji i zupełnie przypadkowo włączył się w wojnę przeciwko Izraelowi, którą przegrał z kretesem. Później stosunki były bardzo dobre, choć traktat pokojowy podpisano dopiero w 1994 r. Po prostu Amman był pośrednikiem Izraela w kontaktach z Arabami. Rodzina królewska nie przepadała również za palestyńskimi radykałami i utrzymywała bliskie stosunki z MI6, CIA i Mossadem. Dochodziło nawet do tak kuriozalnych sytuacji, jak w 1973 r., gdy król Hussein poinformował izraelski rząd o planowanym syryjskim ataku na Wzgórzach Golan i spytał się:

- Będziecie mieli coś przeciwko temu, że wyślemy przeciwko Wam, na prośbę Syryjczyków, jedną brygadę?

Izraelczycy odpowiedzieli:

- Nie, nie będziemy mieli pretensji. Możecie ją wysyłać.


Eurussia 2011?



Na tej mapie są drobne błędy. Litwa, Węgry i Bułgaria powinny być na jasnoniebiesko. Polska na czerwono. 
niedziela, 19 grudnia 2010
Choroba alkoholowa Becka cz. 2
 
Działania podjęte przez Becka wiosną 1939 r. stanowiły dla Hitlera wiadomośc: Polska nie pójdzie z Rzeszą na Moskwę, choc obiecywał to wam Marszałek. Będziemy bronic Sowietów przed wami, a gdy pójdziecie na Zachód możemy mam wbic nóż w plecy. Rezultat tego wszyscy znamy... 


Jak to się jednak stało, że Beck zrobił coś tak absurdalnego i czemu, go nikt nie powstrzymał?

Po śmierci Marszłka, mieliśmy w II RP okres "sektorowych dyktatur". Tak więc, Drugi Marszałek zajmował się modernizacją armii oraz budowaniem ideologii nacjonalizmu państwowego, prezydent Mościcki wraz ze swoim człowiekiem wicepremierem Kwiatkowskim rządzili gospodarką i nauką (z wyjątkiem budowy dróg - przynależnej dyktaturze ministra Juliana Poniatowskiego), premier Sławoj-Składkowski miał w pieczy administrację i policję, a domeną Becka i tylko Becka była polityka zagraniczna. Beck izolował innych od informacji, które do niego spływały, inna rzecz, że inni nie mieszali się do pracy Becka...

Tymczasem sternik polskiej polityki zagranicznej był niszczony przez nałóg alkoholowy. Skąd to wiemy? Wystarczy czytac między wierszami wspomnienia ludzi, którzy go znali (np. jego sekretarza Pawła Starzeńskiego). Można w nich znaleźc dziwne wzmianki o tym, że "szef był niedysponowany" nawet przez kilka dni. Nigdzie nie jest podane, co było powodem jego złego samopoczucia. Można znaleźc słowa uznania dla jego małżonki, która "odbierała mu kieliszek od ust podczas przyjęc mówiąc "Już wystarczająco wypiłes". Można znaleźc wzmianki o tym, że Beckowie "gościli nas zawsze zmrożoną wódką i śledziami". (Francuski ambasador Noel wspomina o kilkunastu toastach na przyjęciu u Becka). Niektórzy też wspominają, że Beck przyjmował ich rano w łóżku popijając alkohol, choc poprzedniej nocy dużo wypił na raucie. Czyli, że wpadal w tzw. alkoholowy ciąg - pił bo musiał.
 
O nałogu Becka doskonale wiedzieli Sowieci. W 1934 r. złożył w Moskwie kilkudniową wizytę - dokładnie obserwowali jego zachowanie. Kto jak kto, ale oni akurat potrafią rozpoznac "alkasza". Najgorsze jest jednak to, że partnerem Becka do kieliszka był amerykański ambasador Anthony Drexel Biddle. Beck zwierzał mu się po pijaku z sekretów swojej polityki zagranicznej - są na to dowody, raporty Biddla, wysyłane do Białego Domu, które następnie trafiały do sowieckich agentów w otoczeniu Roosevelta.
 
Tak więc, Polska miała w 1939 r. pijanego sternika. Następnie politykę tego alkoholika kontynuowali, ale już na trzeźwo gen. Sikorski (ale tylko do 1943 r.) i Stanisław Mikołajczyk. Sprawa alkoholowej choroby Becka i motywów stojących za jego polityką z lat 1938-39 były później tuszowane. Przez komunistów (bo stawiały w złym świetle politykę ZSRR), przez stronnictwa antysanacyjne - od ludowców po endecję (bo ich politycy g... się znali na polityce zagranicznej, nie rozumieli sowieckiego zagrożenia, a co najwyżej chcieli zrobic z Becka ... niemieckiego agenta) oraz przez piłsudczyków (po 1939 r. alergicznie reagujących na wszelkie sugestie mówiące, że Marszałek chciał sojuszu z Hitlerem. Nie chcących też przyznac, że sprawę spieprzył Beck - uznawany za piłsudczyka). Obecnie Becka na piedestał stawiają m.in. Radek Sikorski i Władysław Bartoszewski, wskazujący jego politykę jako wzór dla przyszłych rządów. No cóż, jaki minister taki wzór...

 
Zainteresowanych tematyką odsyłam do następujących pozycji:
 
Janusz Choiński "Europa 1933-39. Zaczarowane koło zaprzeczeń"
 
Mateusz Prószyński "Tajemnica Piłsudskiego"
 
Stanisław Cat-Mackiewicz "Polityka Becka"
 
Adolf Bocheński "Między Niemcami a Rosją"
 
Władysław Studnicki "W obliczu nadchodzącej drugiej wojny światowej"
17:38, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (10) »
Choroba alkoholowa Becka cz. 1
Czy ponieśliśmy klęskę w drugiej wojnie światowej z powodu choroby alkoholowej Józefa Becka? Teza na pierwszy rzut oka jest bluźniercza i karkołomna. Niestety jest prawdziwa. Jest ona bowiem jedynym wytłumaczeniem dlaczego Beck złamał wytyczne Marszałka Piłsudskiego i wciągnął nas w wojnę z Rzeszą (i ZSRR), którą musieliśmy przegrac. 

Wielu z Was się oburzy: "Zaraz, zaraz, a polityka Międzymorza, równowagi, dwa stołki, wojna prewencyjna?!" Już wyjaśniam. By to zrobic muszę jednak nieco cofnąc się w czasie:

Niepodległośc w 1918 r. uzyskaliśmy w dużej mierze dlatego, że Piłsudski i pisłudczycy podjęli w latach 1914-17 antyrosyjską współpracę z Niemcami - tylko dzięki temu na ziemiach polskich powstała wówczas polska administracja i wojsko. Później w listopadzie 1918 r. Piłsudski poszedł na układ z Berlinem - zapewnił bezpieczeństwo niemieckim żołnierzom wycofującym się ze Wschodu, w zamian Niemcy zgodzili się na powstanie niepodległej Polski oddzielającej Rzeszę od Rosji oraz przekazali mam masę sprzętu wojskowego. Od 1919 r. stosunki polsko-niemieckie stały się jednak fatalne. Piłsudskiego niepokoił antypolski sojusz Republiki Weimarskiej i ZSRR. Próbował się dogadywac z Berlinem, ale rządzący tam pruscy rewanżyści rozmawiac z Polakami nie chcieli.

Piłsudski postawił więc na zmianę reżimu w Berlinie. Już w 1931 r. wysłał swojego emisariusza do władz NSDAP przekazując im, że z uwagą przygląda się "niemieckiemu odrodzeniu narodowemu" i liczy na to, że doprowadzi ono do poprawy stosunków polsko-niemieckich. Tymczasem Ernst Roehm, szef SA zgłosił się do poselstwa RP w Berlinie i oświadczył, że NSDAP chce się ułożyc z Polską, natomiast antypolskie akcenty w nazistowskiej propagandzie są tylko "elementem kampanii wyborczej". Gdy w styczniu 1933 r. Adolf Hitler obejmował rządy, poprzedni kanclerz gen. Kurt von Schleicher, radził mu, by utrzymał sojusz z ZSRR przeciwko Polsce. Hitler machnął ręką i powiedział: "Zrobię zupełnie odwrotnie". I tak się stało - rok później Polska i Niemcy podpisują deklarację o niestosowaniu przemocy. Reszta Europy traktuje ją jako nieformalny sojusz. (Wojna prewencyjna była tylko bluffem Piłsudskiego stworzonym na potrzeby Francji). 

Następuje polsko-niemieckie ocieplenie trwające 5 lat. Polscy oficerowie podpatrują rodzący się blitzkrieg u Wehrmachtu, Goebbels promuje w Niemczech polską kulturę (np. Jana Kiepurę), nazistowskie gazety z uznaniem piszą o Polsce, Piłsudskim i jej armii (jeszcze na początku 1939 r. określają ją jako przyszłego sojusznika i narzekają, że trochę za wolno się modernizuje!), Goering dopytuje się Marszałka "kiedy idziemy na Sowietów", Marszałek opieprza swoich generałów, kiedy wskazują mu, że Niemcy są większym zagrożeniem od ZSRR. A gdy Piłsudski umiera, w Niemczech ogłoszona jest żałoba narodowa a Hitler pojawia się na nabożeństwie żałobnym w berlińskiej katedrze św. Barbary (choc od lat progu kościoła nie przekroczył)


Po śmierci Piłsudskiego Niemcy liczą, że dotychczasowe odprężenie będzie kontynuowane. Polską polityką zagraniczną kieruje przecież płk Józef Beck, zaufany Marszałka, człowiek wdrożony przez niego do kierowania krajem i znający jego wytyczne. Aż do 1938 r. wszystko wskazuje na to, że Beck kontynuuje kurs Marszałka. Nagle jednak następuję załamanie. Beck sprzeciwia się zacieśnieniu antysowieckiego sojuszu z Rzeszą. Mówi m.in. "Pakt z ZSRR traktujemy serio jako rozwiązanie trwałe", choc Marszałek mówił: "Nie trzeba się łudzic, jeśli nawet zawrzemy pokój - zawsze będziemy obiektem napaści ze strony Rosji".  Następuje przyjęcie gwarancji brytyjskich. Beck wygłasza przemówienie o honorze. Ten artykuł dra Baliszewskiego wskazuje wyraźnie na filosowieckie znaczenie słów Becka (przeczytajcie go koniecznie!!!). 

Hitler się wścieka nie na żarty - popsuliśmy mu plany i zmusiliśmy do sojuszu z "żydobolszewizmem". Polskie służby i dyplomaci donoszą Beckowi o groźbie zawarcia sojuszu przez Berlin i Moskwę. Beck w to nie wierzy. Co więcej izoluje od tych informacji Mościckiego i Śmigłego-Rydza. Dezinformuje ich co do polityki zagranicznej. 

Historia ta się kończy 18 września 1939 r. Marszałek Śmigły-Rydz robi Beckowi karczemną awanturę po rumuńskiej stronie granicy. Paweł Starzeński, sekretarz Becka słyszy m.in. "Przecież mówiłeś, że się nie porozumieją?" Cdn.

Poniżej: słynny plakat "Wara!" powinien wyglądac w ten sposób:

17:09, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (10) »
sobota, 18 grudnia 2010
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 3 : Ethiopian Airways 961

W tym odcinku cyklu "Krótka historia sabotażu lotniczego" przyjrzę się bardzo dziwnej sprawie katastrofy samolotu Ethiopian Airlines lot 961 w listopadzie 1996 r. Pisałem już o tym, sześc lat temu w swoim artykule "Afrykańska al-Qaeda" zamieszczonym na portalu psz.pl: 

"23 XI 1996 r. samolot etiopskich linii lotniczych lot nr 961 zmierzający z Adis Abeby do Nairobi został porwany a następnie rozbił się o powierzchnię morza u wybrzeży Komorów. Według jednej z wersji katastrofa nastąpiła w wyniku braku paliwa, według innej był to zamach samobójczy. Zginęło 127 pasażerów i członków załogi a 48 było poważnie rannych. Odpowiedzialnością za ten akt obciążono bliżej niezidentyfikowanych etiopskich studentów-dysydentów. Żaden z pozostałych przy życiu pasażerów nie rozpoznał ani jednego porywacza wśród zabitych i rannych. Izraelski serwis internetowy Debkafile dokonał jednak kilku zdumiewających odkryć związanych z powyższym incydentem. Porywacze nie pochodzili z Etiopii – byli członkami Al.-Qaedy i egipskiego Jihadu. Wśród pasażerów znalazł się amerykański konsul z Bombaju. Była tam również oficer CIA Leslie Ann Shedd, która pomimo młodego wieku (28 lat), była jednym z największych odkryć Agencji. Na pokładzie byli też przedstawiciele firmy Israeli Aviation Industries z ochroniarzami, szef ukraińskiego wywiadu wojskowego i zastępca szefa ukraińskich sił powietrznych. Grupa ta zmierzała na tajne spotkanie w hotelu King David w Jerozolimie. Terroryści dokonali porwania we wczesnej fazie lotu. W trakcie strzelaniny zginęła agentka CIA, izraelscy dyrektorzy i szef ukraińskiego wywiadu wojskowego. Rozbicie się samolotu było zaplanowane. Niedaleko planowanego miejsca upadku czekała flotylla łodzi rybackich. Po ,,katastrofie” ruszyła ona ,,na pomoc pasażerom” w praktyce wyławiając tylko porywaczy. Zadbano nawet o wyłowienie ciał martwych terrorystów. Akcja ratunkowa odbyła się pod dowództwem Abdallaha Mohameda Fazula – uznawanego za szefa operacji Al.-Qaedy we wschodniej Afryce. Fazul odegrał później ważną rolę w zamachach na ambasady. Gdy we IX 1998r. agenci FBI wkroczyli do jego domu na Komorach, zastali tylko komputery. Fazul został przez kogoś ostrzeżony i zniknął bez śladu. Rządy zainteresowanych państw całkowicie zatuszowały całą te historię."

Dodam również, że na pokładzie porwanego samolotu było więcej VIP-ów. M.in. przedstawiciel francuskiego MSZ oraz węgierski ambasador w Nairobi. Celami terrorystów byli jednak: agentka CIA, przedstawiciele IAI (zapewne zakamuflowani agenci izraelskiego wywiadu wojskowego) oraz szef ukraińskich wojskowych służb. Według Debki (czyli izraelskich służb) zmierzali oni do Jerozolimy - dosyc dziwną drogą: zebrali się w Adis Abebie, lecieli do Nairobi lub Lagos. Kogo odwiedzali po drodze? Etiopia jest dobrym punktem dla szpiegowania Sudanu (z którego w 1996 r. do Afganistanu wyniósł się bin Laden) oraz Somalii. Wspólna misja służb amerykańskich oraz izraelskich w Afryce, nie powinna nas dziwic. Ale co tam robili Ukraińcy? I to tak wysokiej rangi? Czy brali udział w serii spotkań dotyczących sprzedaży materiałów rozszczepialnych terrorystom oraz terroryzmu nuklearnego? Ukraińcy dosyc mocno współpracowali wówczas na tym polu z zachodnimi służbami i byli za to bardzo chwaleni...
Iskandery w Kaliningradzie + Oleg Zakirow

Kolejny niesamowity sukces polityki zagranicznej rządu Tuska! Kolejny dowód na ocieplenie w stosunkach z Rosją! Iskandery rozmieszczone w Obwodzie Kaliningradzkim. Oto jak celnie sprawę komentuje były wiceminister obrony Romuald Szeremietiew: 

"Mamy więc sukces polityki umizgów wobec Rosji. W 10 dni po wizycie prezydenta Miedwiediewa w Warszawie - Rosja rozmieściła rakiety jądrowe wycelowane w Polskę. Rosja w przeszłości kilka razy groziła Polsce, że wyceluje w nas Iskandery, gdy Polska rządzili „niegrzeczni” bracia Kaczyńscy. Dlaczego to zrobiła teraz, gdy rządza Tusk i Komorowski? Prawicowy portal Fronda zauważa: „Rosja groziła rozmieszczeniem pocisków Iskander w obwodzie kaliningradzkim, gdy NATO i Amerykanie chcieli budować w Polsce system tarczy antyrakietowej bez zgody Moskwy. Okazuje się, że mimo wycofania się USA z projektu tarczy Rosjanie nie zmienili swoich planów. Uległa polityka Waszyngtonu i służalcza postawa polskiego rządu nie zmieniły agresywnych planów Moskwy. (...) Czy powstanie wojskowej instalacji tuż przy granicy z Polską ma być świadectwem ocieplenia na linii Warszawa-Moskwa? Znając polskich polityków, tak to zapewne będą przedstawiać.” Rzeczywiście minister obrony Klich zapewnił, że nie musimy się przejmować tymi rakietami bowiem „są one wymierzone w decyzje, jakie zapadły na listopadowym szczycie NATO w Lizbonie”. Wg ministra Klicha rakiety celują w „decyzje”, a nie w Polskę.  Minister mówił: „Czujemy się bezpieczni jako stabilny członek stabilnego Sojuszu, dysponujący też własnym potencjałem wojskowym".

Przypominam, zasięg Iskanderów stacjonujących pod Kaliningradem jest akurat taki, że ich sensowanymi celami są : Polska, Litwa i Łotwa. Z tymże, by uderzyc w Rygę czy Wilno taktyczną bronią jądrową, Rosja nie musiałaby jej ściągac do Kaliningradu.

Skoro już jesteśmy przy rosyjskiej tematyce, to polecam ten wywiad z płkiem Olegiem Zakirowem, byłym oficerem KGB, który w latach '80-tych badał zbrodnię katyńską i uciekł później do Polski. Kilka fragmentów na zachętę:

"Poliakow w 1940 r. pracował w smoleńskim NKWD jako mechanik. Relacjonował, że gdy jednego oficera prowadzono na rozstrzelanie, nagle wyrwał broń konwojentowi i zabił drugiego NKWD-zistę. Potem zamknął się w piwnicy. Bronił się w niej przez trzy dni, dopóki nie otruto go gazem. Jeden dzielny Polak sprawił, że cała okolica siedziby NKWD musiała zostać otoczona przez wojsko!

(...)

Ani rosyjska, ani polska prasa oraz światowe media nie zauważają dokonywanych w byłych republikach ZSRS czystek etnicznych, pisząc - poza nielicznymi wyjątkami - o "konfliktach etnicznych". Jakie to "konflikty etniczne", gdy kirgiscy nacjonaliści zabijają w Dolinie Fergańskiej Uzbeków żyjących tam od tysiąca lat. Pisząc w taki sposób o problemie, dziennikarze uczestniczą w kłamstwie, podobnie jak władze zarówno Rosji, jak i USA oraz Polski. W ostatnich latach zamordowano tam kilka tysięcy ludzi. To wielokrotnie więcej, niż zginęło podczas konfliktu w Gruzji. A jednak polski rząd nie zareagował na to. Pewnie dlatego, że Amerykanie chcą w tamtym regionie utrzymać swoją bazę, dzięki czemu mogą lądować tam samoloty zmierzające do Afganistanu. Dlatego Waszyngton nie chce sobie psuć relacji z kirgiskim, nacjonalistycznym rządem. Zaś władze Polski milczą z powodu ich bliskich relacji z USA. Tak samo zachowują się władze Rosji, kierując się zimną kalkulacją swoich interesów, choć podczas tych czystek zginęli także rosyjscy obywatele.

(...)

Kremlowi przemoc stosowana przez nacjonalistów jest na rękę, bo pomaga utrzymać w strachu resztę społeczeństwa, która już i tak nie ma ani swobody wypowiedzi, ani działania. Dochodzi do tego, że nawet przedstawiciele władz wyrażają się pogardliwie o społeczeństwie, mówiąc, że jest niezdolne do demokratycznego funkcjonowania. Dodam, że tacy urzędnicy nadal sprawują swoje funkcje... Tymczasem w Rosji nacjonalizm coraz bardziej się umacnia. Rosyjscy nacjonaliści zabijają obcokrajowców, choć mało się o tym pisze i mówi. Ich organizacje działają także pod przykrywką klubów kibiców piłkarskich. Zastanawiam się, jak w związku z tym Zachód wyobraża sobie zapewnienie bezpieczeństwa zagranicznym kibicom, jeśli będą chcieli przyjechać do Rosji na mistrzostwa świata w piłce nożnej, które mają być organizowane właśnie w tym kraju za 8 lat.

Władze nie będą w stanie zapewnić kibicom bezpieczeństwa?
- A czy mogły je zapewnić np. zagranicznym kibicom, którzy niedawno zostali zabici w Petersburgu? Ale rosyjskie media nie podejmują tego tematu, ponieważ boją się nacjonalistów. Proszę zauważyć, że zwykle niezależne demonstracje w Rosji skupiają około kilkuset osób. Tymczasem na manifestacje nacjonalistów przychodzą tysiące ludzi."
czwartek, 16 grudnia 2010
Iłłalrionow o rosyjskiej polityce zabójstw i wojnie w Gruzji




Andriej Iłłarionow to były doradca ekonomiczny Władimira Putina, przestał z nim współpracować, gdyż widział na własne oczy mafijne i autorytarne działania obecnego rosyjskiego premiera. Obecnie współpracuje z parlamentarnym zespołem Macierewicza ds. katastrofy smoleńskiej. Oto co ma do powiedzenia w sprawie postawy Zachodu wobec Rosji:

"Na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. Niemcy sprzeciwiły się zaproszeniu Ukrainy i Gruzji do MAP, programu przygotowującego do członkostwa w NATO, co dało Rosji sposobność, aby użyć wszystkich środków dla uznania niezależności Abchazji i Osetii Południowej, należących zgodnie z prawem do Gruzji. Kilka tygodni wcześniej na zamkniętym posiedzeniu Dumy Państwowej został przedstawiony raport ministerstwa spraw zagranicznych i wywiadu na ten temat. Wynikało z niego, że uznanie Abchazji i Osetii Południowej do końca roku możliwe będzie tylko wtedy, jeżeli zajdzie jedna z następujących okoliczności: pierwsza to wstąpienie Gruzji do NATO, a druga to wojna. Skoro zatem kwestia przynależności Gruzji do NATO, a nawet do MAP oddaliła się, pozostało tylko jedno rozwiązanie - wojna. Odtąd rosyjskie władze skupiły się na tym, aby wybuchła wojna, zanim nastanie zima i kaukaskie przełęcze staną się niedostępne. Było jasne, jakie jest "okno czasowe" dla przeprowadzenia operacji wojskowej. I została ona przeprowadzona. Takie jest moje porównanie pomiędzy Monachium a Bukaresztem. Czy zachodni przywódcy wiedzieli, co robią? Nie wiem. Wtedy Daladier i Chamberlain również nie zdawali sobie sprawy ze straszliwych konsekwencji przyjęcia warunków Hitlera. Teraz także liderzy Europy Zachodniej i USA, a szczególnie Niemcy, mogą tłumaczyć, że nie wiedzieli, do czego doprowadzą ich decyzje podjęte w Bukareszcie. To nie ma żadnego znaczenia. Kilka dni później prezydent Bush był w Soczi na zaproszenie Putina. Na przyjęciu ze wspaniałym jedzeniem, po występie zespołu kozaków i tańcu pięknych dziewczyn, kiedy Bush był odprężony w promieniach czarnomorskiego słońca, na tle wspaniałego krajobrazu Putin powiedział otwarcie: "Będzie wojna". Nie wiem, czy amerykański prezydent to zrozumiał, czy nie, to nie ma znaczenia. Jego odpowiedzią było milczenie. A w języku dyplomacji milczenie oznacza zgodę. To samo zostało powtórzone przez szefa sztabu rosyjskiej armii kilka tygodni później w kwaterze NATO w Brukseli. Na obiedzie, gdy wszyscy byli weseli i żartowali sobie, generał Jurij Bałujewski powiedział: "Cha, cha, będzie wojna latem". Wtedy wszyscy myśleli, że to żart, i nikt nic nie powiedział. A milczenie w języku dyplomacji oznacza zgodę. I wojna się zaczęła. To wszystko... Rosja otrzymała bardzo jasny sygnał, że Zachód nie zrobi niczego, aby zatrzymać wojnę. I to przesądziło o jej wybuchu.

Putin wkrótce widział się z Bushem znowu, już po rozpoczęciu konfliktu gruzińskiego.
- Tak, to było 10 sierpnia podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie. Wtedy wojna już się rozpoczęła. Wojska rosyjskie przekroczyły uznawaną przez międzynarodową społeczność granicę z Gruzją i rozpoczęły ostrzał jej terytorium. Putin podszedł do Busha i powiedział prawie otwarcie, że Rosja nie zatrzyma swoich sił. Po prostu przyznał, że jego kraj jest zaangażowany w agresywną operację wojskową przeciw innemu niepodległemu państwu. Jaka była odpowiedź Busha? Powiedział coś bardzo dziwnego: "Nikt nie chce wojny". Jak to osobliwe zdanie mogło zostać zinterpretowane? Tylko w jeden sposób: nie będzie oporu, nie będzie żadnych poważnych problemów na drodze kontynuacji tej operacji wojskowej. To jeszcze jeden, ostatni przykład, kiedy to, świadomie lub nie, zrezygnowano z podjęcia środków dyplomatycznych, jakie można było i powinno się podjąć dla zatrzymania tej wojny. Ci, którzy rozpoczęli tę wojnę, wysłali wojska, aby zaatakować sąsiednie państwo (nie ma wątpliwości, że to Rosja była agresorem) - tylko na to czekali. Zapamiętajmy jednak nie tylko tych, którzy w 2008 r., tak jak w 1938 r., wysyłali wojska, ale również tych, którzy mogli je powstrzymać, a tego nie zrobili.

Kluczowe pytanie: dlaczego?
- Może być wiele teorii na ten temat. Sądzę, że odpowiedź na pana pytanie zawiera się w tym, o czym mówiliśmy wcześniej. Zaszło totalne nieporozumienie co do tego, z kim Zachód ma do czynienia. Naturalne podejście każdego z nas jest takie, że traktujemy innych ludzi jako takich jak my sami. Oceniamy ich decyzje, zachowanie, sposób bycia według tego, jak sami przyjmujemy takie postawy. A to pomyłka. Ludzie są różni. A liderzy Zachodu nie rozumieją, że zachowanie, sposób bycia, zasady i wartości ludzi "z tamtej strony" są inne."

A to Iłłarionow mówi w kontekście Smoleńska:

"To pewna demonstracja. Niemal jawnie odbywa się niszczenie dowodów, w tym wraku samolotu, produkowanie fałszywych dowodów, ukrywanie nagrań, fałszywe teorie w sprawie przebiegu lądowania, elementów technicznych, pracy kontrolerów lotu, warunków pogodowych, roli innych samolotów itd. Nie wiem, co myślą o tym światowi przywódcy, ale wystarczy popatrzeć na polski rząd. Niemal natychmiast po katastrofie doszło do zbliżenia polityków polskich i rosyjskich. Niezależnie od tego, czy ktoś to zaplanował, wygląda na to, że rządzący obecnie Polską są bardzo szczęśliwi z powodu tego, co się stało. I z powodu tego zbliżenia z Rosją. Pojawia się zatem pytanie. Czy żeby mieć dobre relacje z Rosją, potrzebna jest śmierć całej grupy przywódców, choćby w katastrofie lotniczej? To przesłanie, ta lekcja, nawet jeśli nie jest przedmiotem publicznej dyskusji, to jest bacznie obserwowana i brana pod uwagę przez wielu światowych liderów, szczególnie z tej części Europy. Może nie dotyczy to Baracka Obamy, którego bezpieczeństwo jest przedmiotem troski na nadzwyczajnym i zupełnie wyjątkowym poziomie, ale w państwach bałtyckich, w Polsce, Europie Środkowej, na południowym Kaukazie każdy polityk wiele razy pomyśli, jak się powinien zachować, aby mieć dobre relacje z nieprzewidywalnym sąsiadem. Nawet jeżeli żaden z nich nie będzie wierzył, że rząd Rosji ma coś wspólnego z katastrofą, a przynajmniej nie przyzna tego publicznie, to na pewno pomyśli sobie, że jeżeli te relacje się pogorszą, to nikt nie wie, co się może stać.

Znamy przypadki wielu tajemniczych zgonów w samej Rosji...
- Jest bardzo długa lista polityków rosyjskich, którzy myśleli o ubieganiu się o najwyższy urząd w państwie, a skończyli bardzo źle. Galina Starowojtowa, jedna z prominentnych działaczek opozycji demokratycznej, była brana pod uwagę jako kandydatka na urząd prezydenta. Została zastrzelona w listopadzie 1998 roku. Siergiej Juszenkow, polityk liberalno-demokratyczny, został zastrzelony w kwietniu 2003 roku. Aleksandr Lebiedź, popularny generał, kandydat na prezydenta, który w 1996 roku otrzymał prawie 15 proc. głosów, zginął w katastrofie śmigłowca w kwietniu 2002 roku. Inny generał, Lieb Rochlin, podobno został zastrzelony przez żonę w lipcu 1998 roku. Generał Giennadij Troszew, będący bardzo daleko od demokratycznego i liberalnego obozu, ale popularny wśród żołnierzy na północnym Kaukazie. Miał spór z ministrem obrony. Zginął w katastrofie lotniczej we wrześniu 2008 roku. Doliczmy do tego Wiktora Juszczenkę z sąsiedniej Ukrainy, który został otruty i tylko cudem przeżył.




A Wjaczesław Czornowił, czołowy kandydat na prezydenta Ukrainy w 1999 roku, zginął w bardzo podejrzanym wypadku samochodowym w marcu 1999 roku. Śledztwo przeprowadzone za prezydentury Juszczenki wykazało, że to agenci rosyjskiego FSB "rozwiązali" problem Czornowiła. Są jeszcze prezydenci Czeczenii: Dżochar Dudajew, Zelimchan Jandarbijew i Asłan Maschadow - wszyscy zabici. Długa lista ludzi, którzy byli dość popularni, mieli wysokie ambicje polityczne i skończyli tak, jak skończyli. Każdy lider polityczny tej części Europy, patrząc na tę listę podejrzanych i niewyjaśnionych zgonów, zastanowi się nad swoją polityką i nad tym, jak uniknąć jej nieprzewidywalnych konsekwencji. "

 
1 , 2
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y