czwartek, 29 kwietnia 2010
Kolejne ujęcie

Kolejna analiza tajemniczego filmu ze strzałami w lesie. ABW nie chce badac tego filmu. A laptopa Szczygły zajeb*ali... Nieładnie...
Próba otrucia Busha?
Laura Bush, w swoich wspomnieniach opisała dziwny incydent ze swojej i męża wizyty w Niemczech w 2008 r. Nagłą chorbę całej delegacji. Do dziś podejrzewa próbę otrucia (choc mógł to byc tylko wirus jaki zalągł się hotelowej restauracji). 
Siła i honor?

"Tragedia w Smoleńsku pokazała siłę państwa polskiego"
                                       Donald Tusk, premier

"Drażni mnie, że wszyscy szukają alibi, mówią ile zrobili, ile godzin na dobę pracują, a prezydent zginął. Zaraz usłyszymy śpiew kibiców: "Polacy nic się nie stało" 
                                                             Witold Waszczykowski, wiceszef BBN

Wszystkim polecam ostatnią "Misję Specjalną". W ostatnim odcinku zostały pokazane szokujące fakty o stanie lotniska w Smoleńsku a także o stanie przygotowania wizyty prezydenta przez stronę polską. Decyzja o upchnięciu 96 najważniejszych w państwie osób w jednym samolocie obciąża: Tomasza Arabskiego (paradoks: rządowe samoloty przydziela gostek o takim nazwisku:) i Bogdana Klicha. Szokujące są też fragmenty materiału poświęconego bitwie o ciało prezydenta stoczonej w Smoleńsku oraz o przesłuchaniu Małgorzaty Wasserman przez rosyjską prokuraturę. Po prostu Gogol! I takim ludziom zaufał Donald Tusk. Zwykli Rosjanie nie ufają prokuraturze, nawet jeśli chodzi o kradzież roweru.

BONUS: W "NDz" zamieścili fragmenty rozmów internautów ze smoleńskiego forum, zaraz po katastrofie. Rzucają się w oczy dziwne godziny umieszczenia postów. Kilka wypowiedzi na zachętę:

10:37
Tanushik: Spadł na terenie Kia-centrum, u nas naprzeciwko parkingu tak, że nawet kawałek skrzydła przyleciał ((((
Przyjeżdżali do nas teraz do salonu klienci, mówią, przejeżdżali obok, wszystko jest ogrodzone, a czy żywi ludzie lub nie, nie wiemy...
 
(...)

10:47
qeraz: nota bene awaria się zdarzyła bo nikt nie dba o lotnisko...

10:47
vic-666-666: znajomy z pokrowki jechał, w płomieniach jakiś samolot spadł obok czołgu, nikogo nie puszczają - wszystko zamknięte, mnóstwo pogotowia, sytuacja nadzwyczajna

środa, 28 kwietnia 2010
Służby również współwinne

Współwinnymi katastrofy w Smoleńsku, oprócz MON Bogdana Klicha, są również najprawdopodobniej polskie służby specjalne. To w wyniku ich zaniedbań lista pasażerów krążyła kilka dni wcześniej wśród dziennikarzy. Nie zapobiegły też umieszczeniu najważniejszych osób dla państwa i armii w jednym samolocie (wbrew natowskim procedurom!). Wreszcie, BOR w planie organizacji wizyty nie zamieścił wariantu lądowania na lotniskach zapasowych.

MON i nasza dyplomacja dały ciała także po katastrofie. Nie tylko dając możliwość mataczenia Rosjanom. Polscy prokuratorzy, którzy polecieli do Rosji badać okoliczności katastrofy nie mieli żadnego wsparcia MON i MSZ. Musieli sami płacić za noclegi.

Za kadencji Bogdana Klicha 14 generałów, wiceminister obrony oraz dwóch prezydentów zginęło w katastrofach lotniczych. To więcej niż w kampanii wrześniowej, więcej niż w Katyniu. "Procedury zostały zachowane". Czemu Donald Tusk nie zwalnia, mimo błagań pasjonatów wojskowości z różnych opcji politycznych (od Dorna po Petelickiego) takiego ministra (i jego doradcę - Romana Kuźniara)? Klich jest psychiatrą - czyżby zahipnotyzował premiera?



Bonus: hipoteza - czy Tupolew zniżył lot, bo chciał uniknąć kolizji z Iłem? Osobiście nie sądze - prezydencki samolot już wysunął podwozie, chciał lądować. Pytanie wciąż bez odpowiedzi: czemu chciał to zrobić kilometr przed pasem?
wtorek, 27 kwietnia 2010
I jeszcze się dziwią, że powstają teorie spiskowe...
 "Co do czasu katastrofy, w chwili obecnej nie można jeszcze podać oficjalnie godziny, w której nastąpiło zderzenie samolotu z ziemią, gdyż nadal trwają prace przy odczytywaniu rejestratorów samolotu Tu-154M 101. (...)
Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęła również opinia Biura Badań Kryminalistycznych ABW dotycząca nagrania filmowego miejsca katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku opublikowanego w Internecie. Z opinii wynika, że w nagraniach znajdują się krótkie wypowiedzi mężczyzn i kobiety w języku rosyjskim oraz wypowiedzi mężczyzn w języku polskim. Niektórych słów nie zdołano odtworzyć ze względu na dużą ilość zakłóceń oraz mały odstęp sygnału od szumu. W trakcie badań nie znaleziono dowodów na dokonywanie ingerencji w ciągłość zapisu, stwierdzono jednak fakt modyfikacji formatu nagrania i powtórny zapis do pliku. Należy zauważyć, iż materiał przekazany do badań stanowiły nagrania niskiej jakości. Zdaniem biegłych nie można wykluczyć, że nadesłane zapisy były wielokrotnie poddawane kompresji, co mogłoby spowodować zatarcie nawet bardzo widocznych śladów ingerencji w ich ciągłość. Odnośnie ewentualnych  odgłosów wystrzałów, biegli stwierdzili, że z uwagi na występowanie silnych zakłóceń, w tym pochodzących prawdopodobnie od podmuchów powietrza, małym stosunkiem sygnału do szumu, podejrzeniem modyfikacji formatu nagrania, nie była możliwa jakakolwiek pomiarowa analiza odgłosów przypominających wystrzał. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności procesowych."

Komunikat Prokuratury Generalnej oraz Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Komentarz: Czyli 17 dni po TAAAAAKIEJ katastrofie nawet nie wiemy, kiedy ona nastąpiła. Kompromitacja prokuratury na pełnej linii.



"Najbardziej zagadkową sprawą jest właśnie stan samolotu. Trudno wyobrazić sobie, by 80-tonowa maszyna lecąca z minimalną prędkością (ok. 280 km/h) na wysokości kilku metrów nad ziemią roztrzaskała się na drobne kawałki.


Raczej powinien osiąść, ślizgając się po małym zagajniku, jaki tam rośnie. Samolot od razu przechodzi w takiej sytuacji, jak mówią piloci, na obniżanie – więc po prostu powinien uderzyć kadłubem o podłoże. Nawet nie zdążyłby się przewrócić. Naturalne wydaje się właśnie takie zachowanie masywnego tupolewa. Nie jest według mnie możliwe, żeby roztrzaskał się na drobne kawałki, które widać na zdjęciach. Rozmiar zniszczeń wydaje się nieproporcjonalny do sytuacji – mówi nam fachowiec od mechaniki i dynamiki lotu, zarazem zawodowy pilot, który wielokrotnie siedział za sterami Tu-154 (nazwisko i imię do wiadomości redakcji). – To oczywiście muszą potwierdzić badania aerodynamiczne. Nie są one skomplikowane. To, jak prezydencki Tu-154 powinien zachować się przed rozbiciem o ziemię, można obliczyć, wykorzystując odpowiednie wzory i zasady mechaniki i dynamiki lotów, tj. w jakim miejscu samolot o takiej masie i konkretnej w tamtej chwili prędkości, po ścięciu drzew o znanej średnicy, mógł uderzyć w ziemię i w jaki sposób (skrzydłem, podwoziem etc.), jakie było w chwili wypadku przeciążenie i jak powinien zachować się kadłub o konkretnej wytrzymałości po takim uderzeniu. To można obliczyć po uwzględnieniu wszystkich danych – dodaje.

(...)

Z samolotu zostało tylko kilka większych części, reszta konstrukcji została rozrzucona (jak już wspominaliśmy) na obszarze 700–800 m. Tylko 24 z 96 ciał udało się zidentyfikować bezpośrednio przez rodziny ofiar, jak powiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz. W wypadku innych ciał najczęściej potrzebne były testy DNA. Dlaczego część osób znajdujących się w samolocie została – jak stwierdził Sergiej Szojgu, minister obrony cywilnej Rosji – spalona? Silniki Tu-154 są na ogonie i – według zdjęć – brak jest śladów wybuchu silników. Samolot przy lądowaniu ma mało paliwa. Zdjęcia tuż po tragedii pokazują, że nie było dużego pożaru, co potwierdził rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow podczas spotkania polskich i rosyjskich przedstawicieli rządu („Nie było pożaru ani wybuchu”). "

"Co zabiło polską delegację?", niezalezna.pl

Komentarz: Sprawa robi się coraz dziwniejsza. Szojgu mówi, że był pożar, który szybko ugaszono, Iwanow twierdzi, że pożaru nie było...  A tymczasem polski rząd odrzucił pomoc NATO w rozwikłaniu tajemnicy."Nie bardzo wiadomo, co nowego mieliby wprowadzić zagraniczni eksperci do zrozumienia przyczyn katastrofy" - powiedział rzecznik rządu Paweł Graś.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Obrazek z Palestyny
a
Dlaczego media w Polsce i na Zachodzie nie pokazują takich obrazków z Bliskiego Wschodu? Czy dlatego, że nie pasują do schematu: krwiożerczy-faszystowscy-syjonaziści kontra kryształowo czyści Palestyńczycy? O ilu przykładach współpracy "syjonazistów" i Arabów nie jesteśmy informowani? O ilu obustronnych szlachetnych gestach?
Sojusznicy w budowaniu bomby

Ciekawostki o irańskim programie nuklearnym: były minister spraw zagranicznych Ali Akbar Welajati twierdzi, że Iran już w 1986 r. zakupił od Pakistanu pierwsze wirówki z myślą o programie budowy bomby atomowej. Dotychczas uznawano, że Chomeini zaczął myśleć o bombie dopiero po zakończeniu wojny z Irakiem.

Tymczasem Iran zawarł porozumienie o wydobyciu uranu z Zimbabwe, czyli z komunistyczno-rasistowską dyktaturą Roberta Mugabe.



Pytanie: czy "alterglobaliści" i "prawicowcy" uznający Iran Ahmadinedżada za "ostoję przeciw Nowemu Porządkowi Świata"  za taką ostoję uznają również sojuszników Iranu czyli m.in.: Zimbabwe, Sudan, Koreę Północną i Kubę?
Na uśpionych lotniskach


Powyżej: materiał, który należy zobaczyc - ABW i tajne przeszukania w mieszkaniach ofiar katastrofy smoleńskiej.

"Rozkład radiolatarni naprowadzających przed pasem startowym w Smoleńsku jest niestandardowy. Jeśli pilot o tym nie wiedział, mogło to być przyczyną katastrofy – mówi „Rz” były pilot wojskowy ze Smoleńska. Twierdzi, że system radiolatarni NDB jest jedynym systemem naprowadzającym na lotnisku Siewiernyj.

Inni byli piloci, z którymi rozmawiała „Rz”, potwierdzają informację o nietypowym układzie radiolatarni na tym lotnisku.

W standardzie bliższa radiolatarnia znajduje się 1 km od początku pasa startowego, dalsza – 4 km. Z tej strony, z której nadlatywał prezydencki tupolew, druga jest jednak umieszczona w odległości 6 km. – Jeśli pilot orientowałby się na standardową odległość i wybrał standardową trajektorię podejścia do lądowania, okazałaby się ona zbyt krótka i stroma. W efekcie mniej więcej w odległości 1,5 – 2 km znalazłby się na wysokości kilku metrów nad ziemią – tłumaczy nasz rozmówca.

– 4 km i 1 km to rzeczywiście standard – potwierdza pilot instruktor Dariusz Szpineta. – Nie spotkałem się, aby radiolatarnia dalsza znajdowała się w odległości 6 km od lotniska.

(...)

Czy przyczyną katastrofy mogło być niestandardowe rozmieszczenie radiolatarni? Rosyjscy eksperci podkreślają, że jest to możliwe tylko przy nagromadzeniu innych pomyłek.

– Pilot powinien przed lotem dostać te parametry od strony rosyjskiej, a dane powinny być wprowadzone do urządzeń znajdujących się w samolocie – zaznacza informator „Rz”.

– Także obsługa naziemna, widząc, że samolot jest za nisko, powinna natychmiast reagować i nakazać pilotowi wyrównanie wysokości. Według oficjalnych informacji taka reakcja była, ale wolałbym usłyszeć to na własne uszy z nagrań na czarnych skrzynkach – mówi rosyjski pilot"

"Dziwny układ radiolatarni", Rzeczpospolita 26 IV 2010 r.



"Kolejna wątpliwość, którą powinni wyjaśnić śledczy, to poziom przygotowania merytorycznego pracowników lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Pod koniec ubiegłego roku nastąpiły tam daleko idące zmiany. - Niewykluczone, że problemem było to, że pułk transportowy, który tam stacjonował, został rozwiązany w grudniu ubiegłego roku - uważa ekspert w sprawach lotnictwa Grzegorz Hołdanowicz. Jak zaznacza, wcześniej było to normalne, aktywne lotnisko z pełną obsadą. - Jednak po rozwiązaniu pułku nastąpiło znaczące obniżenie jakości pracy na lotnisku w Smoleńsku, pozostali mniej wyszkoleni i mniej doświadczeni ludzie - podkreśla Hołdanowicz. - To lotnisko pod koniec roku było lotniskiem otwartym, wojskowym, a od tego roku jest już lotniskiem zamkniętym, otwieranym specjalnie na jakieś okazje, przyloty wojskowych samolotów czy delegacji - dodaje Tomasz Hypki. Nie da się w chwili obecnej wykluczyć, że mniej doświadczeni pracownicy lotniska mogli podać niewłaściwe parametry lotu, dotyczące np. ciśnienia i wysokości. - Tym bardziej że cały Wschód lata na innych jednostkach i podaje inne ciśnienie odniesienia niż na Zachodzie, a co gorsza, lotnictwo komunikacyjne rosyjskie wewnętrzne też lata na innych jednostkach niż lotnictwo komunikacyjne międzynarodowe - dodaje Grzegorz Hołdanowicz.
Błędne podanie parametrów ciśnienia mogłoby zakłócić działanie systemu TAWS, który ostrzega pilotów np. przed wzgórzami i poprawnie może działać tylko wtedy, gdy ciśnienie atmosferyczne podawane jest w odniesieniu do poziomu morza, a nie do terenu."

"Posłowie mają wiele pytań do Tuska i Komorowskiego", "Nasz Dziennik", 26 IV 2010 r.


"To wszystko trzeba sprawdzić i zbadać. Może się okazać, że przyczyną wypadku był splot nieszczęśliwych zdarzeń i masa zaniedbań po obu stronach. Wie pan, ja lądowałem na tym lotnisku i zastanawiałem się, jakim cudem ktoś zezwala na jego użytkowanie.

A ja leciałem tym samolotem. Lepsze widziałem w Kirgizji i Rwandzie.

I jak się to poskłada, to może się okazać, że dwa słabe państwa nie są zainteresowane ujawnieniem swej słabości i nikomu nie będzie zależało na powołaniu międzynarodowej komisji.

Jak pan ocenia rosyjskie reakcje na katastrofę?

Widać wyraźnie, że sytuacja jest nowa, a instrukcje stare, o czym świadczy ta ilość dezinformacji ze strony rosyjskiej: te opowieści o czterech podejściach do lądowania, o winie pilota… Przypomnę, że o czterech podejściach do lądowania mówił sam naczelny dowódca wojsk lotniczych.

Dlaczego?

Bo reagował według starego schematu.

Czyli?

Dezinformować i zaprzeczać. Cokolwiek by się zdarzyło, iść w zaparte i rozsiewać mgłę. Taka jest zasada tego systemu, by – jeśli naprawdę coś się stało – nie dojść winnego. Zresztą winni zawsze są obcy: polscy piloci, czeczeńscy terroryści, Gruzini, wszystko jedno, byle nie my.

Kłamią na użytek obcych?

Nie tylko, głównie na użytek własny. To widzieliśmy w sierpniu zeszłego roku przy katastrofie elektrowni wodnej sajańsko-szuszeńskiej, kiedy od samego początku dezinformowano i zaciemniano obraz tego, co się wydarzyło. To samo było sześć lat temu przy Biesłanie i przy każdej tragedii – pierwsza reakcja jest zawsze taka sama. Dopiero potem oceniają, jak można to wykorzystać, co zrobić. A tu mamy nową sytuację.

Na czym ona polega?

Bo co najmniej dwie osoby w państwie: Putin i Miedwiediew, są zainteresowane tym, by Rosja i oni osobiście wypadli wiarygodnie w oczach świata. Mają swój osobisty interes w poprawie wizerunku na Zachodzie.

Jaki?

Kiedyś odejdą z pełnionych stanowisk, a historia XX wieku pokazuje, że w Rosji podstawowym problemem dla odchodzących jest zapewnienie sobie osobistego bezpieczeństwa."

"Jesteśmy dla Rosji sparingpartnerem" wywiad z drem Włodziemierzem Marciniakiem, "Rzeczpospolita" 24 IV 2010 r.

sobota, 24 kwietnia 2010
Inteligent w armii
Każdy pasjonat wojskowości, którego znam marzy o tym, by Bogdan Klich przestał byc ministrem obrony. Teraz doszedł im nowy argument: Smoleńsk. W odróżnieniu od krytyków Klicha, nie uważam, że pilot był winny, nie uważam, że zawiodło tutaj szkolenie, ale mógł zawieśc sprzęt - a minister Klich wielokrotnie obiecywał, że wymieni "latające trumny" przewożące rząd i prezydenta na nowoczesne samoloty. Zdaniem ekspertów Klich też znacznie skąpił na szkolenie pilotów i paliwo dla nich.

Oto kilka głosów:

"Rok temu media opublikowały informacje o problemach ze szkoleniem polskich pilotów wojskowych. Na podstawie dokumentów z Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej opisały, że brakuje paliwa, instruktorów, odpowiednio wyposażonych samolotów, właściwie wszystkiego... Sam pisałem o tych problemach wielokrotnie, m.in. przy okazji analizy sytuacji związanej z potrzebą zakupu samolotów szkolenia zaawansowanego (Samoloty szkolne a sprawa polska). Minister Bogdan Klich i najwyżsi rangą dowódcy na specjalnych konferencjach zaprzeczali publikowanym informacjom, podważali kompetencje komentatorów i przekonywali, że wszystko jest w porządku.

Po kilku tygodniach rozbił się kolejny samolot polskich Sił Zbrojnych – An-28 Marynarki Wojennej. Znowu (wcześniej w C-295M pod Mirosławcem i w Mi-24D pod Toruniem) zginęli ludzie. Gdy padały pytania o przyczyny tej czarnej serii, oficjalne stanowisko MON, SG, SP i MW okazywało się takie samo – nie ma problemu. Paliwo się znajdzie, szkolenie było, jest i będzie intensywne, piloci są znakomici, a w ogóle to nie wolno siać defetyzmu.

Za kadencji Bogdana Klicha w katastrofach lotniczych w lotach niezwiązanych z działaniami bojowymi zginęło już 121 osób. Doszło do dwóch największych katastrof w dziejach polskiego lotnictwa wojskowego (do poprzedniej podobnej katastrofy doszło blisko 40 lat temu – w 1973 rozbił się An-24, zginęło wówczas 18 ludzi). A trzeba pamiętać, że z roku na rok w lotnictwie wojskowym ubywa statków powietrznych i latają one coraz mniej.

(...)

- Zabrakło im żołnierskiego szczęścia – tak Bogdan Klich podsumował przyczyny katastrofy samolotu An-28.

(...)

Żadne obce służby specjalne ani armie nie potrafiłyby w ciągu 2 lat doprowadzić do śmierci tylu ważnych dla funkcjonowania Polski osób, ile zginęło w wyniku katastrof w polskim lotnictwie wojskowym. Takich strat w tym zakresie nasz kraj nie poniósł nawet w wyniku klęski w wojnie obronnej we wrześniu 1939.

A może to wszystko nie przypadek?"

Tomasz Hypki, "121 ofiar MON Bogdana Klicha" (Artykuł zawiera iście bieszanowowskie szczegóły z życia polskich sił powietrznych - polecam lekturę).

"W dniu 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie samolotu z 36 Pułku Specjalnego Lotnictwa Transportowego straciło życie 96 osób zajmujących ważne w państwie stanowiska i pozycje. (..)

Po tym bezprecedensowym w rozmiarze i skutkach zdarzeniu minister Klich oświadczył, że w czasie feralnego lotu do Smoleńska zachowano wszystkie procedury. Można by więc sądzić, że prezydent RP i dowódcy zginęli „zgodnie z przepisami” MON. Minister obrony zbagatelizował stratę najwyższych dowódców twierdząc, że wojsko funkcjonuje bez zakłóceń, albowiem obowiązki po zabitych przejęli ich zastępcy. Nie zauważył, że śmierć wszystkich najwyższych dowódców w jednym czasie i miejscu nie zdarzyła się dotąd w żadnym państwie nawet w czasie wojny.


Minister ON ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu w dniu 10 kwietnia br. To on lekkomyślnie zgodził się, aby najwyżsi dowódcy wojskowi odbywali drogę na uroczystości w Katyniu na pokładzie jednego samolotu. Twierdzenie, że było to zgodne z procedurami, jest kompromitujące. Zwykły zdrowy rozsądek powinien ministra ostrzec przed potencjalnym zagrożeniem. Skandalicznym zaniedbaniem był brak stosownych zabezpieczeń w miejscu lądowania samolotu. Służby podległe ministrowi powinny były zbadać stan lotniska, jego wyposażenie i przygotowanie na przyjęcie samolotu przewożącego osoby zajmujące ważne stanowiska w państwie i w siłach zbrojnych. Służby MON powinny też monitorować pracę obsługi lotniska w trakcie naprowadzania i lądowania polskiego samolotu.


(...)


Obecny kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP jako minister obrony twierdził, że polski lotnik potrafi latać na wrotach od stodoły. Minister Klich zdaje się sprawdzał prawdziwość tego powiedzenia."


Romuald Szeremietiew, List otwarty do premiera Donalda Tuska


"W trybie pilnym należy:

(...)

2. Ustanowić pełnomocnika Rządu d/s ratowania naszych Sił Zbrojnych i powołać na to stanowisko generała dywizji Waldemara Skrzypczaka (byłego dowódcę Wojsk Lądowych, który miał odwagę głośno mówić o zaniedbaniach w MON), cieszącego się ogromnym autorytetem w Wojsku Polskim.

(...)

W ubiegłym roku Bogdan Klich mówił, że robi coś, co nikomu dotąd się nie udało – leasinguje od LOT-u nowoczesne samoloty dla VIP, w miejsce awaryjnego sprzętu z poprzedniej epoki. Teraz twierdzi, że to się nie udało, bo przeszkadzali posłowie.

Gdy Bogdan Klich leciał dwukrotnie do Afganistanu, w niepotrzebną PR-owską podróż, wyleasingował dla siebie Boeinga Rumuńskich Linii Lotniczych za 150 tys. zł. Dodać należy, że za boeingiem leciał wojskowy samolot CASA, który dla Ministra Klicha była za mało wygodny. Dlaczego Minister Obrony Narodowej nie zdecydował się na leasing nowoczesnego samolotu dla tak ważnej delegacji państwowej, do składu której zatwierdził podsekretarza stanu w MON, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i dowódców wszystkich rodzajów wojsk. Jak można było umieścić kluczowe dla bezpieczeństwa Państwa osoby w jednym samolocie z poprzedniej epoki i wysłać ten samolot w czasie mgły na polowe lotnisko, bez wyznaczenia z góry zapasowego wariantu lądowania i scenariusza pozwalającego na przesuniecie terminu uroczystości.

gen. Sławomir Petelicki, List otwarty do premiera Donalda Tuska

19:28, foxmulder2
Link Komentarze (4) »
Identyfikacja
a

W ciągu ostatniej doby nazbierało się znowu anomalii wokół katastrofy w Smoleńsku. "Dziennik GP" opisał sprawę skopanej chronologii katastrofy. Pojawia się też coraz więcej wątpliwości w sprawie tego, jak jest prowadzone śledztwo.

Wczoraj w Wiadomościach TVP podano, że ABW włamywała się do mieszkań i pokojów w hotelu poselskim Wassermana, Szczygły i Kurtyki. Oficjalnie, by pobrac ich materiał genetyczny ze szczoteczek do zębów i szklanek. Przy okazji zginęły ponoc lapotopy należące do zmarłych. Prokuratura tłumaczy się, że ta akcja była potrzebna, by szybko zidentyfikowac ciała. Jednakże, jak ujawniła córka Zbigniewa Wassermana, w Moskwie pobierano od krewnych DNA, tak jakby materiał z Polski nie doleciał. ABW dezinformowało też rodzinę Wassermana, że jego ciało już zostało zidentyfikowane i nie musi ona leciec do Moskwy.  Teraz ABW utrzymuje, że DNA pobierała jawnie...

Tymczasem miejsce katastrofy pod Smoleńskiem jest zadeptywane przez ciekawskich i wciąż się tam walają szczątki samolotu oraz różne drobne rzeczy ofiar - po dwuch tygodniach od katastrofy. (Ciekawostka: skrzydło zostało uprzątnięte już po dwóch godzinach. Czy to zgodne z procedurami? Może jakiś ekspert się wypowie?). Rosyjscy śledczy nie chcą nam udostępnic czarnych skrzynek, bo to niby wielka tajemnica państwowa a pokazują pracę nad analizą ich zapisów w publicznej telewizji...

Plus:

Karty podejścia z lotniska Smoleńsk Siewiernyj pokazują, że prezydencki samolot leciał 50 m za nisko (kolejne potwierdzenie dokumentacji Amielina). Dlaczego? Gen. Aloszyn, zastępca dowódcy rosyjskich sił powietrznych twierdził, że w ciągu ostatnich 500 m lotu prezydenckiego samolotu wieża wydawała mu kilkakrotnie dyspozycje. Czyli jedna dyspozycja średnio na 5 sekund? Czy to ma sens?

W "Plusie Minusie" świetny wywiad z sowietologiem drem Włodzimierzem Marciniakiem. Określa on bzdury Aloszyna - "starą procedurą" tuszowania i dezinformacji, którą w Rosji stosuje się nawet przy wypadkach w elektrowniach wodnych. Stawia tezę, że zarówno Rosji jak i Polsce zależy na zatuszowaniu katastrofy, bo pokazała ona przerażającą słabośc obydwu państw.

W "NDz" ciekawostka- intrygujący wywiad z ekspertem (niestety bezimiennym) od nawigacji. M.in. o meaconingu. Fragmenty na zachętę: 
"Czy istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś mógł użyć meaconingu w przypadku prezydenckiego samolotu? Co mogłoby na to wskazywać?
- Wskazuje na to przesunięcie horyzontalne i wertykalne w stosunku do prawidłowego lotu samolotu. Samolot leciał nad drzewami pozbawionymi liści, zahaczając o nie. Mogło się stać, że miernik wysokości mierzył wysokość do podłoża lasu, a nie do czubków drzew. Nie wiemy jeszcze, czy TAWS w rejonie Smoleńska - a tamtejsze regionalne lotnisko nie ma znaczenia międzynarodowego i nie posiada systemu precyzyjnego naprowadzania ILS - podaje wysokość terenu nad poziomem zera z uwzględnieniem wysokości drzew, czy nie. Jest to pytanie do producenta systemu, które należy wyjaśnić. 

Z jakich instrumentów korzystał pilot?
- Jeśli używał GPS, odbiór został zakłócony, co technicznie umożliwia meaconing. Typowa dla GPS dokładność jest bardzo dobra, w większości przypadków wynosi kilka metrów - jeśli spojrzeć na specyfikacje GPS Standard Positioning Service (SPS), osiągana dokładność obliczania wysokości wynosi plus minus 25 m (przez 95 proc. czasu). Według TSO-C129A pomiar GPS używany jest wyłącznie do horyzontalnego prowadzenia maszyny do wysokości powyżej 500 stóp nad poziomem terenu, a wysokość jest mierzona miernikiem barometrycznym. W związku z tym jest czystą spekulacją, czy pilot leciał według radiowego miernika wysokości, na wzrok, czy GPS z pomiarem barometrycznym. Obojętnie jednak, czy używał pomiaru barometrycznego czy altimetra radiowego: jeśli nie znał wysokości czubków drzew, było to fatalne. Być może pilot ignorował wysokość lasu, z którym nie miałby kolizji, gdyby samolot nie znajdował się w błędnej pozycji w wyniku odchylenia wskazań przyrządów, lecz leciał dokładnie według tzw. Runway. Błąd położenia horyzontalnego rzędu 25 m wykracza poza ramy profilu błędu systemu GPS. 

Były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak twierdzi, że system TAWS był prawdopodobnie zblokowany w samolocie prezydenckim. Ma tak nakazywać w pewnych okolicznościach instrukcja tego urządzenia... 
- To obojętne, czy system TAWS był włączony, czy nie i w odniesieniu do jakiej wysokości mierzył wysokość. Pomiar pozycji GPS odbywa się nadal innymi źródłami, które są z reguły zdublowane, gdyby jeden z nich nie działał. System radarowy RW-5M znajdujący się na pokładzie maszyny prezydenckiej umożliwia pomiar wysokości z dokładnością do 5 metrów. Jest wysoce nieprawdopodobne, by pilot znający lotnisko, opierając się na ocenie wysokości maszyny na tym wyłącznie urządzeniu, znajdował się na 1500 m przed celem na wysokości 0 metrów!"

Niestety w komputerze obsługującym TAWS najprawdopodobniej nie było mapy lotniska Smoleńsk Siewiernyj. To nie tłumaczy jednak odchylenia kursu i nieprawidłowej wysokości samolotu.

I jeszcze słowo o filmie ze strzałami w lesie. Moja Wierna Czytelniczka przysłała mi kilka zdjęc znalezionych na rosyjskich portalach. Tutaj macie jedno z nich - ułożenie fragmentów samolotu, drzewa i inne szczegóły są takie same jak na filmie. To argument za jego autentycznością. Pytanie do kogo strzelali milicjanci/wojskowi? Zdjęcia wskazują, że ciała były w okropnym stanie - pasażerowie i załoga mieli małe szanse na przeżycie. Gdyby próbowano ich dobic - zrobiono by to nie przy gapiach, ale w szpitalu. 
czwartek, 22 kwietnia 2010
Kontekst międzynarodowy

Powyżej: Ciekawostka - ten klip został zrobiony przez Rosjanina. Teorie spiskowe dotyczące wydarzeń w Smoleńsku są więc również nieobce naszym słowiańsko-ugrofińsko-mongolskim braciom znad Oki. 

By zrozumiec wydarzenia w Polsce warto spojrzec na kontekst międzynarodowy. A jaki on jest? (wybaczcie, że bez linków, ale o tych wydarzeniach media mówią już od dawna):

- Rosyjska prasa podaje, że Polska może uniezależnic się energetycznie od Rosji dzięki dużym złożom gazu łupkowego. Oczywiście, jeśli to prawda, rosyjscy decydenci wiedzą o tym wcześniej od prasy. Tuż wcześniej podpisane zostaje co najmniej kontrowersyjne polsko-rosyjskie porozumienie gazowe. 

- Rozpoczyna się budowa gazociągu Nord Stream.

- Władzę na Ukrainie obejmuje Wiktor Janukowycz. Przedłuża Rosji dzierżawę Sewastopola w zamian za... zmniejszenie cen gazu oraz rosyjskie inwestycje na Ukrainie (konkurencyjne wobec działalności ukraińskich oligarchów?)

- Dzisiaj gruzińska opozycja spotykała się w Moskwie z rosyjskimi oficjelami. Jakiś czas temu padło tabu dla tych opozycjonistów - można już się afiszowac z Putinem.

- Proamerykański satrapa Kirgizji Bakijew zostaje obalony przez prorosyjski (?) klan. Ucieka... do Mińska.

- Aleksander Łukaszenka nakazuje odpowiednim resortom znaleźc na Białorusi złoża gazu łupkowego. Ma nadzieję na uniezależnienie się od rury. 

- Pojawiają się inicjatywy zmierzające do wycofania amerykańskiej nuklearnej broni taktycznej z Europy. Jedną z takich inicjatyw firmuje Radek Sikorski. 

- USA zabraniają Izraelowi zaatakowac Iranu i angażują się w skazaną na klęskę dyplomację. 

Może byc ciekawie. A Polska wbrew pozorom jest elementem, który w tej układance mógłby nieźle zamieszac...
8:39
Powyżej: słynne wideo z pomyłką (?) Wiktora Batera.

"Memorialcy - Gurianow, Nikita Pietrow i Jan Raczyński przyjechali do Smoleńska pociągiem w sobotę rano. W Lesie Katyńskim byli jednymi z pierwszych gości. - Wszystko szło jak należy, czekaliśmy tylko na Lecha Kaczyńskiego. Tylko słońce nie chciało wyjść - wspomina historyk Nikita Pietrow. W pewnym momencie pojawiła się informacja, że prezydencki samolot ma kłopoty z lądowaniem. - Była 10.45, a więc jeszcze przed katastrofą. Teraz wydaje mi się to dziwne. Skąd ta informacja? - mówi Gurianow"

Tutaj Macierewicz mówi, że o 8:47 dowiedział się, że  prezydencki samolot ma kłopoty z lądowaniem.



Ten przewód został ścięty przy lądowaniu. Na tym forum Smoleńszczanie wskazywali, że ponoć elektrownia zaobserwowała przerwę w dostawach prądu o 8:39. Amielin na blogu pisze, że to zdarzenie nastąpiło o 8:39:40 polskiego czasu.

O co chodzi? Czy 8:56 to nie moment katastrofy, ale np. moment jej zgłoszenia? Czy był taki bałagan na miejscu, że skopano chronologię?
środa, 21 kwietnia 2010
Nadzwyczaj szybka reakcja

Na oficjalnej stronie kancelarii rosyjskiego premiera można znaleźc taki oto kuriozalny fragment konferencji z 10 IV 2010 r.:

S. Szojgu (minister ds. sytuacji nadzwyczajnych FR): Szanowny Włodziemierzu Włodziemierzowiczu, o godzinie 10:50 (8:50 CET - dop. HK) dnia dzisiejszego, na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj, przy podchodzeniu do lądowania zniknął z radarów samolot TU-154M lecący na trasie Warszawa-Smoleńsk. (...)

Przy upadku samolotu nastąpił pożar. By zlikwidowac pożar o 10:51, na miejsce przybyły trzy jednostki straży pożarnej w składzie: 40 ludzi, 11 jednostek techniki. O godz. 11:01 pożar został zlikwidowany. (koniec cytatu)

Szojgu - stary partyjny aparatczyk - stara się byc w swej relacji maksymalnie dokładny i maksymalnie urzędowy (pożar zlikwidowany dokładnie o 11:01!). Podaje jednak dziwną godzinę zejścia samolotu z radarów - 10:50. Do katastrofy doszło przecież o 10:56. Jeszcze bardziej zastanawiający jest moment początku akcji gaśniczej - 10:51! Albo Szojgu pieprzył jak potłuczony, albo w Rosji straż pożarna działa nadzwyczaj szybko. Może się jeszcze dowiemy, że Miedwiediew złożył kondolencje Tuskowi już w piątek :)

Na filmie poniżej: nie widac strażaków. Nie pojawiają się oni też w relacjach pierwszych świadków. Oni przybyli nieco później.Czemu więc Szojgu gada takie bzdury? Czyżby nieudolnie wówczas preparowano chronologię katastrofy?
Tuszowanie, tuszowanie + Ił 76

Migawki w mediach z konferencji prokuratora Seremeta: "nie dysponujemy żadnym dowodem", "bez zgody Rosjan nie możemy niczego upublicznic", "nie przekazano nam zapisów z czarnych skrzynek", "jesteśmy tylko goścmi", "mogliśmy przesłuchac kilka osób". Tak więc: rosyjskie śledztwo, do którego dopuszczono Polaków na zasadach "gościnności". W sumie za śledztwa w sprawie katastrof lotniczych odpowiada kraj, na którego terenie doszło do katastrofy, ale tutaj mamy sytuację szczególną. Rosjanie coś tuszują - oby ukrywali jedynie własną niekompetencję. 

A ja zwracam polskim śledczym uwagę na wątek z Iłem Federalnej Służby Ochrony, który próbował lądowac na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj jakiś czas przed prezydenckim Tupolewem. Kiedy dokładnie chciał wylądowac? Dlaczego zrezygnował? Kogo przewoził? Jak wyglądała jego próba lądowania? 

Poniżej: tak wygląda jedna z wersji Iła 76. Podobny samolot próbował lądowac w Smoleńsku. Przyznacie - duża i ciężka maszyna. Przewoziła klikunastu ochroniarzy, którzy mogli tam doleciec śmigłowcem lub normalnie przyjechac? No chyba, że zabrano na pokład również samochody... (może jakiś specjalista niech się wypowie?)

Jest też wersja do "walki elektronicznej" - Ił 76 TD. Ale taki samolot raczej byłby z daleka rozpoznany przez świadków. Talerz zbytnio się rzuca w oczy.
wtorek, 20 kwietnia 2010
Film Mandiereja
a

Powyżej: "obrobiony" film ze strzałami w smoleńskim lesie. Widac wyraźnie osoby snujące się przy wraku (gapie? szabrownicy? milicja?). W pewnym momencie interweniuje milicja (?). Słychac : "Dawaj gnata" i cztery strzały z Makarowa. Można też się doszukac słów "Nie ubijajties" (albo "nie zabijajcie") i dostrzec postac padającą po strzale. Do kogo tam strzelano? Rozumiem, że kilka miesięcy wcześniej milicjant-psychopata otworzył ogień do zwykłych ludzi robiących zakupy w moskiewskim supermarkecie. Ale by na miejscu katastrofy pod Smoleńskiem znalazło się kilku milicyjnych psychopatów? Może strzelali do szabrownika. Ale mogli przecież w ten sposób zabic (zabili?) dziennikarza, gapia czy sanitariusza...

Za autentycznością filmu przemawiają: zdjęcia wraku oraz właśnie to, że okrzyki w tle są niewyraźne. Gdybyśmy mieli do czynienia z ordynarnym oszustwem - widzielibyśmy wyraźnie "dobijanie rannych". 

Pojawiły się już niepotwierdzone informacje, że autor filmu Andriej Mandierej został trzykrotnie dźgnięty nożem pod Kijowem i zmarł. Jeśli znajdą kontrolera lotów powieszonego na drzewie, spiskowe teorie się potwierdzą.  
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y