poniedziałek, 31 maja 2010
Lincz na morzu?

Powyżej: zachowanie "pacyfistów" z Freedom Flotilla.

Nawet w najczarniejszych snach izraelscy dyplomaci nie przewidywali takiego scenariusza: komandosi IDF zabili co najmniej 10 (tureckie władze mówią o 15) międzynarodowych "wolontariuszy" zmierzających z pomocą humanitarną do Gazy. Izrael obawia się terez odpowiedzi Turcji, Hezbollahu i Hamasu. Ale... Coś w tym obrazie jest skrywane przed opinią publiczną.

Podczas ataku na turecki statek Marmora rannych zostało sześciu izraelskich komandosów z jednostki Sayeret 6. Myślicie, że łatwo jest zranić komandosa? Dwóch z nich ma rany postrzałowe i znajduje się w stanie krytycznym. Oficjalnie - pokojowo nastawieni aktywiści podobnie jak Nigeryjczyk pod dworcem Stadion wyrwali komandosom broń (i co z tą krav magą?). Nieoficjalnie - pokojowi wolontariusze byli uzbrojeni. Izraelscy wojskowi mówią, że próbowano na nich dokonać linczu - zaatakował ich wściekły tłum z nożami i rurami w rękach. Na pewno Izraelczycy nie byli przygotowani na takie powitanie - stąd ich relatywnie duże straty i być może paniczna reakcja.

Celem flotylii nie było dostarczenie pomocy humanitarnej do Strefy Gazy. IDF wielokrotnie proponowała "wolontariuszom", by wyładować pomoc w porcie Ashod i przetransportować ją w konwoju Czerwonego Krzyża do Gazy. Celem flotylii, sponsorowanej przez tureckiego premiera Erdogana, było przełamanie blokady morskiej Strefy Gazy - coś na co żadna marynarka wojenna nie może sobie pozwolić. Twórcy tej prowokacji z góry zakładali, że dojdzie do międzynarodowego incydentu, który zostanie wykorzystany przez nich dyplomatycznie. Izrael wpadł w pułapkę.
sobota, 29 maja 2010
Czyżby koniec resetów?

(Wiem, wiem grafika powyżej jest w stylu lewacko-KKK, izraelska wpinka nie pasuje do Obamy, ale autor przypadkiem trafił w sedno - są w Waszyngtonie pewne sprawy, które muszą byc dokończone, niezależnie od tego, kto jest prezydentem.)

Co się dzieje w Waszyngtonie? Czyżby rozpoczął się odwrót od resetów? Czyżby establiszment zrozumiał, że taka polityka prowadzi jedynie do obniżenia prestiżu USA? Czyżby zyskiwała przewagę frakcja militarna?

Pisałem już o zadziwiająco twardym stanowisku Obamy i Clintonowej wobec KRLD . To nie wszystko.

Armia pracuje nad unilateralnym uderzeniem w pakistańskich talibów.

Amerykańska łódź nuklearna o napędzie nuklearnym przepływa Hormuz a na Oceanie Indyjskim znowu zbiera się zespół uderzeniowy.

Biały Dom przerywa dyplomatyczną wojnę z Izraelem, co więcej znowu broni Izraela na arenie dyplomatycznej.

Zmian tych nie łączyłbym jednak z postacią Baracka Husseina Obamy. To tylko figurant, który zajmuje się rozdzielaniem politycznych konfitur kumplom i grą w golfa. CIA ma na niego zbyt dużo haków - począwszy od certyfikatu urodzenia, poprzez jego pracę dla Agencji za Reagana do jego zachowań seksualnych. W Waszyngtonie nie rządzi żaden Obama. Kto więc to robi? Bush jeden wie...
Anatomia przecieków + Awaria?


Przecieki i sugestie dotyczące katastrofy smoleńskiej są inspirowane przez trzy źródła:

1) Rosja i jej lobby w Polsce od samego początku forsują tezę o winie pilotów-samobójców i naciskach na nich (jak nie Kaczyńskiego, to Przewoźnika, Kazany lub gen. Błasika). Puszczają więc przecieki świadczące o tej wersji.

2) Śledztwo prowadzi też polska prokuratura wojskowa - i ona też, i ogólnie Wojsko Polskie - dokonuje przecieków kontrolowanych. Wszak na obcej ziemi, nie bez winy aroganckich Rosjan, zginęli dowódcy i przyjaciele naszych generałów. Trzeba też bronic honoru armii (i byc może tuszowac własne zaniedbania). Z tego źródła idzie większośc przecieków obciążających Rosjan (wide chocby bardzo ciekawy artykuł Reszki i Majewskiego w dziesiejszej "Rz"). Armia wie zaś o tej katastrofie dużo więcej niż mówi - SKW monitorowała lot i wiedziała od początku o prawdziwej godzinie katastrofy.

3) Aktywne są również zachodnie służby. Kto napisał do "GP" słynny artykuł o meaconingu? Dwaj niemieccy eksperci związani z przemysłem zbrojeniowym RFN i takimi instytucjami jak Uniwersytet Bundeswehry. Nie bądźmy naiwni - w Niemczech istnieje frakcja, której nie podoba się, że Ruscy tutaj wszystko zawłaszczają pod szyldem "pojednania" i wpierd... się Niemcom w strefę wpływów. (Żeby było jasne - uważam istnienie tej frakcji za pozytywne dla Polski. Robi ona tak dobrą robotę dla naszego kraju jak Kaiser w I wojnie światowej).

Na ostatnie rewelacje Klicha odpowiedzieli wojskowi. Jak czytamy w "NDz":

Grupa kilkudziesięciu pilotów cywilnych i wojskowych dokonała samodzielnej analizy ostatniej fazy lotu prezydenckiego Tu-154. W ich opinii, załoga nie próbowała lądować na lotnisku w Smoleńsku, a do tragedii doszło z powodu awarii steru wysokości. Takiego zdania jest reprezentujący lotników dr Tadeusz Augustynowicz, oficer Wojsk Lotniczych, koordynator lotnisk wojskowych, wieloletni pracownik LOT.

W ocenie dr. Augustynowicza poznane dotąd okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M oraz wzbudzający kontrowersje przebieg śledztwa wskazują, że winnymi wypadku z 10 kwietnia br. nie są polscy piloci. Zawiodła rosyjska maszyna, a konkretnie jej blok sterowania.

(...)

Tu-154M miał już wcześniej problemy z blokiem sterowania, który uległ awarii na Haiti w styczniu br. (blok ten był wymieniany w czasie zakończonego w grudniu 2009 r. remontu samolotu w zakładach w Samarze). 

(..)

W pierwszej fazie lotu z uszkodzonym sterem piloci jeszcze nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. - Schodzą nieco za szybko, pod zbyt dużym kątem. Kapitan Arkadiusz Protasiuk nie może wiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale woli dmuchać na zimne. Już na 3 km przed progiem pasa decyduje się zrezygnować z lądowania. Kapitan przekręca gałki sterowania autopilotem, ustawiając maksymalną prędkość i wysokość. Autopilot sterujący ciągiem silników ustawia je na moc startową, a więc maksymalną - uważają piloci.
Warto zaznaczyć, że ostatnie doniesienia mediów potwierdzają, że na wysokości 80 m miała paść komenda: "odchodzimy", jednak samolot nadal się zniżał. Tu pojawiają się oskarżenia wobec pilotów, że stało się to poniżej tzw. wysokości decyzji. Tymczasem według dokumentacji lotniska Siewiernyj ta wysokość to 70 metrów. Komenda padła więc w dobrym czasie. "Nasz Dziennik" dotarł do osób dysponujących dowodami potwierdzającymi, że decyzja kapitana o rezygnacji z lądowania zapadła około pół minuty przed katastrofą - wówczas mjr Protasiuk miał wyraźnie zakomunikować: "Nie. Nie siadamy".
- Kapitan Protasiuk poleca nawigatorowi ustawić autopilota tak, aby następny "way-point" (punkt na trasie) znajdował się po przeciwległej stronie pasa - oceniają piloci. Jednak niesterowna maszyna nie pozwoliła na realizację zamierzeń załogi. Samolot się nie wzniósł. W tej chwili ziemia była jeszcze niewidoczna, a samolot gwałtownie przyspieszał. Świadkowie obecni w okolicach lotniska mówili o dziwnym dźwięku silnika - pracującego na maksymalnych obrotach.
Dużą prędkość samolotu potwierdzają też relacje smoleńskich kontrolerów, którzy usprawiedliwiali swoją późną reakcję na wydarzenia właśnie szybkim biegiem wydarzeń. 

(...)

Po analizie strzępów informacji na temat katastrofy grupa pilotów wytknęła MAK elementy, które nie pasują do obrazu katastrofy serwowanego opinii publicznej. Jak zauważają, przyczyną katastrofy nie mógł być sugerowany błąd pilota, bo w chwili gdy samolot znalazł się na kursie kolizyjnym z ziemią, kierował nim autopilot. Ponadto piloci nie chcieli lądować na smoleńskim lotnisku już kilkadziesiąt sekund przed katastrofą - inaczej dużo wcześniej wyłączyliby autopilota, gdyż ostatnia faza podchodzenia do lądowania odbywa się ręcznie. Także analiza działania systemu TAWS wskazuje, że nie mógł on przekazać pilotom informacji: "Terrain Ahead! Pull up!", ponieważ w tym momencie teren nie był jeszcze przed pilotami, a co więcej, ten tryb ostrzegania był wyłączony przed lotem; gdyby - wbrew instrukcji - był on włączony, zabrzmiałby kilka kilometrów wcześniej. Piloci wskazują też, że nie może być prawdą to, jakoby piloci nie posiadali danych nawigacyjnych lotniska - nie mieli ich na kartce, ale były one w komputerze nawigatora. W przeciwnym razie autopilot nie rozpocząłby ścieżki zniżania. Jak zauważają piloci, informacje rosyjskich śledczych na temat stanu ciał pasażerów tupolewa wskazują, że działała na nie ogromna siła - a to potwierdza dużą prędkość samolotu - niemożliwą do osiągnięcia w ciągu 5 s przy założeniu prędkości początkowej w granicach 250 km/h. 

(koniec cytatu)


piątek, 28 maja 2010
Kim Pan jest Panie Klich?


Naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski zarzucił Edmundowi Klichowi "utrudnianie śledztwa i działanie na szkodę kraju". Dlaczego? Jak się okazuje, to Edmund Klich od samego początku działał, na rzecz tego, by w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej wykorzystano załącznik 13 konwencji chicagowskiej. 10 kwietnia rano ustalał to z Aleksiejem Morozowem, zastępcom Anodiny - po czym Grabarczykowi wskazywał jako właściwe właśnie takie rozwiązanie. Szczegóły w ostatniej "Misji Specjalnej" (od mniej więcej 12 minuty).

A oto kilka wypowiedzi Klicha:

23 kwietnia br.
W Rosji panował wielki bałagan. Nie mieliśmy żadnego wsparcia.  (...) Strona polska pozostaje w stosunkach z Rosją w roli petenta. Projekt raportu o przyczynach katastrofy przygotowuje strona rosyjska, a my mamy 60 dni na odpowiedź i to wszystko.


5 maja
Fragmentaryczne ujawnianie niektórych wątków w śledztwie może przynieść złe, a nie dobre skutki, jeśli chodzi o ustalenie prawdy. (...)
Na obecnym etapie badań wiadomo, że nie zawiodła technika, o czym świadczą zapisy z rejestratorów parametrów lotu i odsłuchane rozmowy załogi, z których nie wynika, by była ona zaniepokojona jakimiś problemem technicznym. Wyjaśnianie okoliczności katastrofy jest jeszcze na wstępnym etapie.
środa, 26 maja 2010
Smoleńska historia






Źródło: "Gazeta Polska" 26 V 2010 r.

A tymczasem: według przecieków ze śledztwa, radiolatarnia w Smoleńsku "przerywała", czyli była popsuta.

Szef kontrolerów w Smoleńsku, trzy dni po katastrofie przeszedł na emeryturę. (Ciekawe, że gostek jeszcze żyje - jakiś zasłużony emeryt musi z niego być).

Tymczasem Edmund Klich twierdzi, że piloci Tupolewa zeszli świadomie na 20 m!
wtorek, 25 maja 2010
Krawędź wojny
Półwysep koreański znów na krawędzi wojny. Tak jak pisałem, zatopienie południowokoreańskiego statku Cheonan było prowokacją Korei Północnej. Potwierdza to śledztwo Seulu oraz raport amerykańskiego wywiadu. Na szczęście przywódcy się opamiętali i nie zatuszowali incydentu. Seul zrobił to co należało - przerwał kontakty z Phenianem i czeka na ruch Północy, która mobilizuje wojska. Cieszy to, że Obama zachowuje się wyjątkowo twardo. 

Prowokacja z Cheonan była elementem wewnętrznych rozgrywek w Korei Północnej mających zapewnic sukcesję Kim jong-unowi - zdeprawowanemu psychopacie. Czy Phenian pójdzie dalej? Jest to możliwe, gdyż USA ostentacyjnie zachowywały się w ostatnich latach jak "dekadenckie mocarstwo". To zawsze zachęca drani do działania. 

Co robic, jeśli Kim pójdzie na całośc? Armia KRLD dysponuje sprzętem konwencjonalnym z czasów Jaruzela, jest dowodzona przez psychopatów działających na sowiecko-chińskich schematach a złożona jest z niewolników, którzy mogą masowo się poddawac jeśli tylko wejdą Amerykanie. Nie znaczy to jednak, że to armia słaba. Jest ona doskonale przygotowana do wojny asymetrycznej - ma kilka głowic nuklearnych, duże zapasy broni B i C, spory arsenał dobrych rakiet, 70 okrętów  podwodnych, 10 tys. komandosów, zastępy dobrych hakerów. Nietrudno sobie wyobrazic zamieszanie, jakie te siły mogą zrobic. Seul w gruzach, grzyb nuklearny nad Tokio, tankowce płonące pod Singapurem, panika na rynkach finansowych... 


Amerykanie mogą ich załatwic również uderzeniem asymetrycznym, bez oficjalnego rozpoczynania wojny. Uderzyc teslowską bronią elektromagnetyczną w reaktor w Jongbion, elektronicznie ukrasc kasę Kimowi ze szwajcarskich kont, porwac mu kogoś z rodziny na Zachodzie i sprawa załatwiona. Zrozumie wiadomosc.
poniedziałek, 24 maja 2010
Brothers in arms


Powyżej: premier Izrael Menahem Begin (pierwszy z lewej) oraz
izraelski minister spraw zagranicznych Mosze Dajan (drugi z lewej) rozmawiają z prezydentem RPA Johnem Vorsterem (drugi z prawej).

Izrael, a konkretnie Szimon Peres, chciał sprzedać RPA w 1975 r. broń jądrową. Do transakcji nie doszło, ale oba kraje w 1979 r. dokonały wspólnej próbnej eksplozji nuklearnej na Oceanie Indyjskim. Cały postępowy świat oburzony, no bo przecież to dowód na to, że syjoniści mają broń jądrową (wszyscy to wiedzą od dawna, nie bez powodu Izrael zorganizował ten show z Vanunu a wcześniej, w podczas wojny Jom Kippur otworzył na ościerz silosy, by sobie wszyscy na tę broń popatrzyli:) i wspierali apartheid. Apartheid apartheidem (wiadomo zła rzecz), ale Izrael wspierając białe RPA (i vice versa) dobrze robił. RPA była ostoją antykomunizmu w Afryce i zwalczała tych samych wrogów co miał Izrael - to właśnie dlatego cały postępowy świat był wściekły na Afrykanerów, a nie z powodu dyskryminacji Czarnych.
17:28, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 maja 2010
Sarajewski tunel
Jeśli będziecie w Sarajewie polecam Wam niezwykłe muzeum - fragement tunelu, dzięki ktoremu miasto przetrwało oblężenie w latach 1992-1995. 



W 1992 r. wojska bośniackich Serbów otoczyły Sarajewo i ostrzeliwały je z okolicznych wzgórz (ofiary tej kampanii - 11 tysięcy ludzi, głównie cywilów). W wyniku porozumień międzynarodowych ludzie Karadzica i Mladica nie zamknęli jednak całkowicie pierścienia oblężenia. Pozostawili w rękach ONZ kilkaset metrów lotniska. Pod lotniskiem Bośniacy wykopali tunel, dzięki któremu do miasta trafiła żywnośc, lekarstwa, broń i amunicja. Szło nim dziennie średnio 20 ton ładunków. Wszystko odbywało się oczywiście w warunkach ekstremalnych - wyobraźcie sobie że z ciężkim workiem na plecach, nisko schyleni wolno posuwacie się ciemnym, częściowo podtopionym tunelem. Z góry kapie na was woda gruntowa a obok jest linia wysokiego napięcia oraz rura tłocząca paliwo do miasta. Od czasu do czasu w pobliżu wejścia do tunelu uderzają serbskie moździerze...

Podczas rozmów pokojowych w Dayton, Slobodan Miloszewicz powiedział bośniackiej delegacji: "Zasłużyliście sobie, by Sarajewo było wasze. Wykopaliście pod lotniskiem tunel, którym przemykaliście się jak lisy, podczas gdy te tchórze (mowa o armii Serbów bośniackich - dop. HK) ostrzeliwały wasze miasto z góry". Święto słowa Slobo. 

16:46, foxmulder2 , Historia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 maja 2010
Iluzja resetów
Kolejny popis skuteczności polityki resetu: administracja Obamy po raz 365 zapewnia, że będą sankcje przeciwko Iranowi, Rosja po raz 135 twierdzi, że pomoże przy sankcjach. Tymczasem Irańczycy już się szkolą w Rosji jak obsługiwac rakiety przeciwlotnicze S-300. Proponowany pakiet sankcji tego uzbrojenia nie obejmuje. Na paradach w Teheranie już się zresztą pojawiło coś podobnego do S-300.

Dobry tekst Krauthammera poświęcony słabości polityki Obamy. Jedno mocne ("szaleńcze") uderzenie w stół przyniosłoby sto razy lepsze skutki od tego całego detente...
piątek, 21 maja 2010
Naser Oric i zagadka Srebrenicy

Na początku bośniackiej wojny serbscy i muzułmańscy mieszkańcy Srebrenicy żyli w pokoju. Ich życie zakłóciło przybycie z Belgradu Nasera Oricia. Oric i jego ludzie szybko rozpalili konflikt z miejscowymi Serbami a później dokonywali pacyfikacji serbskich wiosek. Ziarno nienawiści zostało zasiane. Kim był Naser Oric?
Ochroniarzem... Slobodana Miloszewicza oraz oficerem jugosłowiańskich służb specjalnych (brał udział w aresztowaniu Vuka Draszkowicza). W tym samym czasie konflikt etniczny w innych częściach Bośni rozpalały serbskie bandy nasłane przez Belgrad - m.in. ludzie Arkana - mafiozy, który na zlecenie titowskich służb zabijał na Zachodzie serbskich antykomunistów oraz Jedinica, niesławna, mafijna jednostka specjalna MSW Jugosławii (takie WSI i GROM w jednym). 

Wojnę rozpoczęły służby. Operację nadzorował oczywiście Miloszewicz, komunista, który jeszcze w 1987 r. ostrzegał, że największym zagrożeniem dla komunistycznej Jugosławii jest... serbski nacjonalizm. Człowiek, którego mój Adwersarz dr. Adam Wielomski nazwał "ostatnim wielkim nacjonalistą". 
17:56, foxmulder2 , Historia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 maja 2010
Tuszowania ciąg dalszy

Wczoraj MAK opublikował wstępny raport dotyczący katastrofy Smoleńskiej. Główne tezy opracowania: lotnisko w Smoleńsku było cacy, nie doszło do żadnej awarii, winne są pogoda, piloci i naciski gen. Błasika. Raport nie wyjaśnia, czemu dzień po tragedii instalowano na Smoleńsk Siewiernyj nowe oświetlenie, jakie dane przekazywała wieża Tupolewowi, dlaczego lotniska nie zamknięto mimo złej pogody oraz czemu piloci chcieli lądowac kilometr przed pasem. 

Najciekawsze sformułowania dotyczą tego, że autopilot został wyłączony dopiero 5 sekud przed uderzeniem w drzewo. Lądowali na autopilocie? Niemieccy eksperci wskazują, że prezydencki samolot źle naprowadzano:

 "Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie „ręczne”.


Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m - ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jesli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że - jak już zaznaczyliśmy - można to zrobić w sekundę.


Dziennik "Fakt", powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci - dotąd spokojni - zaczęli wołać: "Daj drugi... W drugą!" Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości - prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB.


Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych satelitarnych. "

Wydaje się więc, że kluczowa jest kwestia tego jak Tupolew był naprowadzany - to najbardziej obciąża Rosjan, czyli obsługę lotniska w Smoleńsku.

Rosjan obciąża również sposób prowadzenia śledztwa - miesiąc od katastrofy na miejscu zdarzenia wciąż są znajdowane fragmenty samolotu a w protokołach sekcji zwłok widnieje jako przyczyna śmierci "liczne obrażenia" (patrz artykuł "Smoking Gun"):

Z raportu komisji smoleńskiej będzie naturalnie wynikało, że po usunięciu z miejsca katastrofy Tu-154M większych szczątków samolotu, zostało ono następnie kilkakrotnie przeszukane przez idącą ramię przy ramieniu tyralierę policjantów zaopatrzonych w pincety i torebki plastikowe, która starannie wyzbierała wszystkie szczątki większe niż pół paznokcia. To światowy standard takich dochodzeń, zastosowany po katastrofie Concorde, więc ja po prostu nie wyobrażam sobie, by Rosjanie mogli postąpić inaczej.

Pogłoski, że na miejscu katastrofy pozostawiono jakieś szczątki, to z pewnością potwarz.

W katastrofie Concorde jako jej pierwotną przyczynę zidentyfikowano pasek blachy tytanowej o wymiarach 43x4 cm, leżący w charakterze śmiecia na pasie startowym, który podczas startu Concorde przeciął jedną z opon samolotu. Ten kawałek blachy, rozmiarów szkolnej linijki, znaleziono na pasie startowym, zabezpieczono, skatalogowano, a następnie dopasowano po kilku miesiącach śledztwa do kształtu przecięcia w oponie Concorde zabezpieczonej na miejscu upadku samolotu.

W dochodzeniu w sprawie przyczyn katastrofy lotu PanAm 103, który rozbił się w szkockim miasteczku Lockerbie 21 grudnia 1988 r. w wyniku eksplozji bomby w ładowni bagażowej, koronnym dowodem rzeczowym stał się strzęp płytki obwodu drukowanego o wymiarach 0,8 x 1,25 cm, który był częścią elektronicznego zapalnika czasowego bomby i został wyjęty przez policyjnych techników pincetą ze znalezionego w lesie pod Lockerbie nadpalonego kawałka koszuli. Śledztwo trwało prawie trzy lata.

Faza zbierania szczątków w Lockerbie trwała pięć miesięcy. Znaleziono około 1200 fragmentów wraku. Ponad 1000 policjantów i żołnierzy ręcznie wyzbierało z powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych ponad 10 tysięcy innych przedmiotów. Każdy znaleziony przedmiot opatrzono etykietką z miejscem i datą znalezienia, umieszczono w plastikowej torebce, a następnie po przewiezieniu do centralnego magazynu prześwietlono przy pomocy przemysłowej aparatury rentgenowskiej, oraz sprawdzono chromatografem gazowym na obecność śladów materiałów wybuchowych.

http://dnausers.d-n-a.net/dnetGOjg/Lockerbie.htm

Naturalnie tak samo będzie w Smoleńsku, bo inaczej być nie może. A może nawet dokładniej, bo nie był to zwykły lot pasażerski.

Pogłoski, jakoby miejsce katastrofy pod Smoleńskiem zostało przeorane spychaczami w niecały miesiąc po wypadku, to z pewnością potwarz.

(..)

Załącznik medyczny do raportu o przyczynach katastrofy Tu-154M nr 101 omawiający wyniki sekcji zwłok ofiar będzie niezawodnie odpowiadał co najmniej takim standardom medycyny wojskowej jak te opisane w amerykańskich przepisach Medical Aspects of Army Aircraft Accident Investigation (Army Regulation 40-21, Headquarters Department of the Army Washington, DC 23 November 1976, Unclassified)

Pogłoski, jakoby w rosyjskich protokołach sekcji pisano po prostu "przyczyna śmierci: mnogie obrażenia", to z pewnością potwarz."

środa, 19 maja 2010
NDH Tour 2010

Powyżej: ja z Martiną Driną, taką neo-ustaszowską Hanną Montaną:) 

Urlop miałem hardockorowy. Zobaczyłem Bośnię, Serbię i Chorwację, w taki sposób w jaki nigdy nie mają szansy zobaczyc tego zwykli turyści. 

Zacząłem od Belgradu i poznawania serbskich nacjonalistów. To ludzie o złotych sercach ale zarazem o porażającym poziomie intelektualnym. Od samego początku ja, moi koledzy i koleżanki słyszeliśmy teksty w stylu, że "Polacy to Serbowie przymusowo nawróceni na katolicyzm" lub, że cywilizacja serbska jest najstarszą na Ziemi. Tezy takie głosili kibole Crvenej Zvezdy z SNP 1389 (odpowiednik polskiego NOP). Razem z nimi (oraz przedstawicielami SPO - serbskiego odpowiednika PiS) pojechaliśmy na Ravną Gorę, czyli w miejsce powstania ruchu czetnickiego. Tam oczywiście niezły, rustykalny festyn. Rakija, piwo, świnie pieczące się na rusztach, muzyka (serbska piosenkarka w jednym z namiotów rozgrzewa publicznośc śpiewając skoczne nacjonalistyczne szlagiery i od czasu do czasu wtrącając teksty w stylu : "Pozdrawiamy naszych bohaterów Ratko Mladicia i Radovana Karadzicia!"). Na straganach oczywiście koszulki z czetnikami oraz nowszymi postkomunistycznymi "bohaterami", prawosławne dewocjonalia, kasety porno a nawet butelki rakiji z zatopionymi w nich krzyżami oraz ikonami świętych. Wielkie pomieszanie z poplątaniem pod hasłem "Serbowie nic się nie stało! Pół kraju nam zajeb*ło! Ale póki jest rakija nic się nie stało!". Po pijaku schodzę z Serbami do jaskini generała Draży, przy okazji objaśniając im na czym polega polska racja stanu i broniąc się przed próbami nawrócenia na prawosławie. Światopogląd tych ludzi jest naprawdę porażający. Choc zdarzają się głosy rozsądku - np. "Kapitan Dragan podczas wojny stworzył oddział za własne pieniądze i zbiedniał. Karadzic przed wojną był biedakiem. Teraz jego brat ma w Belgradzie drogą restaurację. Jak to się stało?" 

Vuk Draszkowicz, legenda serbskiej opozycji antymiloszewiczowskiej , mówił o Polsce na wiecu. O tym, że 9 maja w Moskwie nasi żołnierze maszerują na paradzie i stało się tak dlatego, że prezydent Kaczyński walczył o polskie interesy. Rosjanie nie pozwolili zaś na to, by serbscy żołnierze maszerowali na tej paradzie. Dlaczego? Bo serbscy politycy nie walczą o interesy narodu. Niestety niewielu Serbów rozumuje tak jak Draszkowicz. Dla większości Serbija będzie wielka nawet wtedy, gdy Albańczycy zajmą im przedmieścia Belgradu...

Dużo lepsze wrażenie zrobili na mnie Serbowie Bośniacy z okolic Srebrenicy. Gadałem z szefem lokalnego stowarzyszenia weteranów. "My tu z Muzułmanami żyjemy w zgodzie. Nie zależy nam na nowym konflikcie. Dym robią tylko przyjezdni". Zabrał nas na cmentarz islamski w Srebrenicy oraz na analogiczny serbski. Mało kto zdaje sobie sprawę, że oprócz muzułmanów byli masakrowani również Serbowie z okolicznych wiosek...

Sarajewo jest już innym światem. Nowoczesne miasto, niemal bez śladów wojennych zniszczeń, ze wspaniałą starówką, gdzie sąsiadują ze sobą meczety, cerkwie, kościoły i synagogi. Pań w hustach niemal się nie uświadczy. Tutejszy islam jest słowiański a więc letni i tolerancyjny. Gdy się dobrze przyjrzec można dostrzec przebłyski ekstremizmu - np. książki Sayida Kuttaba w księgarni islamskiej. Ten ekstremizm zdaje się byc jednak słabszy niż na Zachodzie Europy i jest on głównie efektem ingerencji "sponsorów" z Bliskiego Wschodu. 

Tożsamośc narodowa Bośniaków jest zresztą budowana z dziwnych elementów. Bohaterem narodowym (choc nie dla wszystkich) jest prezydent Alija Izetbegovic. Ojciec narodu, człowiek który obronił państwo w skrajnie trudnych warunkach i zaczął budowac w Bośni społeczeństwo łączące nowoczesnośc z islamskimi tradycjami. Widac też sporą jugonostalgię - marszal Tito jest nawet na torebkach z cukrem w restauracjach. Ale jest też nostalgia za faszystowskim Niezależnym Państwem Chorwackim (NDH). Turystów z politycznie poprawnych krajów może szokowac duża liczba nazistowskich pamiątek sprzedawanych na starówce (kupiłem reprodukcję listu gończego za Tito:). Zwykli Bośniacy dażą dużą estymą dywizję SS Handżar. No cóż, jedyne wojsko jakie mieli przed Aliją...


Zwiedziliśmy jeszcze Mostar, Medjugorje, Pale, "piramidy" w Visoko oraz wodospady Kravica. Potem udaliśmy się do Zagrzebia. Wspaniałego CK-Miasta o pięknej architekturze, czystego i w odróżnieniu od Belgradu nie pomazanego graffiti. Tam spotkaliśmy się z chorwackimi nacjonalistami. Zrobili oni na mnie jak najlepsze wrażenie. Doskonały poziom wiedzy historycznej, propolskośc, brak świra na punkcie Niemiec (przynajmniej takiego jak mieli Serbowie na punkcie Rosji), nieco makabryczne poczucie humoru, zamiłowanie do piosenek Thompsona i rakiji:) Z taką ekipą wybraliśmy się do Bleiburga w Austrii, "chorwackiego Katynia", czyli miejsca w którym Brytyjczycy przekazali komunistom Tity na rzeź 150 tys. Chorwatów, Serbów, Słoweńców, Bośniaków i Węgrów. 

Uroczystości w Bleiburgu były niezapomiane. (Szkoda tylko, że cały czas padało). Podczas przemówienia, szef organizacji dbającej o upamiętnieniu tej tragedii mówił dużo o Katyniu oraz cytował Czesława Miłosza. Modły, obok katolickich księży odprawiał imam, który stwierdził w pewnym momencie "Naszą zemstą będzie prawda". Na bleiburskim pomniku, obok krzyża widnieje przecież półksiężyc. Spotkałem na miejscu ustaszowskiego weterana z II wojny światowej. Był muzułmaninem. Chorwaci (z wyjątkiem tych z okolic Mostaru) uważają Bośniaków za swoich braci. W czasie wojny wódz ustaszów Ante Pavelic kazał postawic w Zagrzebiu wielki meczet "Opatrzności Bożej" o 50 m minaretach. Zburzyli go oczywiście titoiści... (Inna ciekawostka zasłyszana wśród ustaszów: żona Pavelicia była Żydówką, a 28 generałów NDH miało żydowskie pochodzenie - jaki ten świat daleki od stereotypów:)



Kulminacją wszystkiego było chóralne śpiewanie piosenek Thompsona z nowymi przyjaciółmi (po butli rakiji oraz kilku piwach) - a zwłaszcza Jasenovaca. Zainteresowała się nami nawet austriacka policja, ale wytłumaczyliśmy Frtizlom, że interweniują o jakieś 75 lat za późno :) Za dom spremni! Hrvatska do Zemuna! Bartoszewski je czetnicki zloczinac!


13:05, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (8) »
czwartek, 06 maja 2010
Wyprawa na Bałkany
a

Wyjeżdżam na klika dni do Bośni. Zahaczę również o Serbię i Chorwację. Taka wycieczka śladem historii. W programie m.in.: poznawanie słowiańskiego, bośniackiego islamu, wizyta na cmentarzu mudżahedinów w Sarajewie, zloty serbskich czetników i chorwackich ustaszów, grill z Ratko Maldicem i piwo z Thompsonem. Wrzuciłem do tego wpisu kilka klipów, byście wyczuli nastrój. Bylebym tylko po pijaku się nie pomylił i np. u Serbów nie zaczął śpiewac Jasenovaca lub Anicy...

Blog będę uzupełniał oczywiście dopiero po przylocie do kraju. Chyba, że zobaczycie moje zdjęcie w wiadomościach na czarnym tle, lektorka wyczyta moje nazwisko a w tle będzie leciec żałobna muzyka...


13:50, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (7) »
Ludzkie szczątki pod Smoleńskiem
Powyżej macie wczorajszą "Misję Specjalną", kolejny odcinek poświęcony smoleńskiej katastrofie. Najbardziej porażające są fragmenty dotyczące "uprzątnięcia" miejsca upadku Tupolewa. Do dziś są tam znajdowane rzeczy osobiste ofiar, ich paszporty a nawet fragmenty ciał!

 Co więcej, Tomasz Sakiewiecz, naczelny "Gazety Polskiej" pokazywał w programie m.in. tarczę ciśnieniomierza Tupolewa przywiezioną przez kogoś ze Smoleńska. Sakiewicz zaprezentował też znaleziony na miejscu katastrofy fragment urządzenia do wypuszczania podwozia - ważny dowód, który od wielu dni walał się w podsmoleńskim lesie. 

 To śledztwo to farsa...

Ps. Polecam też wywiad z Małgorzatą Wasserman w najnowszej "Gazecie Polskiej". Interesujący fragment o tym jak Rosjanie nalegali, by podpisała zgodę na spalenie ubrania swojego ojca. "Bo zabłocone, pokryte krwią i ropą strzępy...". Po tym jak podpisała, wydano jej jednak nienaruszone rzeczy ojca  - bilety  lotnicze, etui, różaniec i działający telefon. Czemu rzeczy były niezniszczone, skoro ubranie rzekomo było w strzepach? Skąd rosyjska prokuratura wiedziała, że to akurat rzeczy Zbigniewa Wassermana? Czemu wobec tego zależało im na spaleniu ubrania? Co chcieli ukryc? 
środa, 05 maja 2010
Skutki rywalizacji służb :)
 
1 , 2
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y