sobota, 30 października 2010
Chińsko-pakistańska wojna opiumowa przeciw Rosji?

W Afganistanie doszło do niecodziennej akcji. Siły specjalne USA spaliły cztery heroinowe laboratoria działając we współpracy z... rosyjskim Specnazem. Sowieci... eeee... rosyjscy specnazowcy pojawili się więc w Afganistanie po raz pierwszy od 1989 r., gdy CIA oraz pakistański ISI sprawiły, że spieprzali do Sowieckiego Sojuza z podkulonym ogonem. 

Wspólna akcja US Special Forces i specnazowców z rosyjskiej federalnej agencji antynarkotykowej jest operacją szokującą z kilku powódów. M.in. dlatego, że USA i wojska NATO jak dotąd przymykały oczy na afgański biznes narkotykowy. Od 2001 r., czyli wyrzucenia talibów z Kabulu, produkcja opium w Afganistanie bardzo szybko rosła. Towar szedł dalej do Azji Środkowej a stamtąd do Rosji i Europy Zachodniej. Zarabiali na tym zarówno lokalni watażkowie (w tym powiązani z afgańskimi władzami), talibowie, oficerowie ISI a byc może nawet gostkowie z CIA (nie znaleziono jednak na to dowodów). Tracili na tym najwięcej Ruscy - według szacunków rosyjskiego rządu, tylko w 2009 r. w Rosji zmarło 30 tys. osób z powodu afgańskiej heroiny. W ostatniej dekadzie opium z Afganistanu zabiło w Rosji 1 mln ludzi!
W całej historii jest jeszcze chiński ślad: ChRL nieoficjalnie wspierała talibów jeszcze na jesieni 2001 r. dostarczając im broń, amunicję a nawet "ochotników" z Sinkiangu. Głównym protektorem talibów od samego początku do dzisiaj jest pakistański wywiad ISI. Utrzymuje on dobre stosunki zarówno z CIA jak i chińskimi służbami. W trakcie Zimnej Wojny Pakistan był bliskim sojusznikiem ChRL (Indie w tym czasie trzymały z Sowietami, bo czuły się zagrożone przez Chińczyków, z którymi przegrały wojnę w 1962 r.). Czyżby więc Chińczycy i Pakistan prowadzili przez ostatnie dziesięc lat "wojnę opiumową" przeciwko Rosji, na którą przymykali oczy Amerykanie. A teraz, w związku z resetem zmienia się sytuacja?
piątek, 29 października 2010
Francja - ostateczny koniec mitu o mocarstwie


Powyżej: Czy ci żołnierze uważają Sarkozy'ego za ciotę, tak samo jak weterani Algierii uznawali za ciotę de Gaulle'a?

Osama bin Laden, czyli gostek, który jest już prawdopodobnie martwy od grudnia 2001 r., pogroził Francji zamachami. Efekt: francuski minister obrony Herve Morin, powiedział, że jego kraj zacznie się wycofywać z Afganistanu na początku 2011 r. Niesłychanie szybka reakcja! A Francuzi jeszcze się dziwią, że pół świata bierze ich za cioty (moim zdaniem niezasłużenie: pod Dien Bien Phu i w Algierii dali czadu. Ich polityka wobec Libanu w latach '80-tych była zaś dużo rozsądniejsza od amerykańskiej).

Widać, że Sarkozy jest pod ścianą. Kraj strajkuje, notowania w sondażach lecą w dół, nie chciał mieć jeszcze na głowie al-Kaidy. I pomyśleć, że kiedyś uważałem gostka za nadzieję europejskiej prawicy. I pomyśleć, że za taką nadzieję uważałem kiedyś też Radka Sikorskiego. Sic transit gloria mundi.
środa, 27 października 2010
Zecharia Sitchin (1920-2010). RIP

Zmarł Zecharia Sitchin. Wybitny specjalista od starożytnego Bliskiego Wschodu, znawca wymarłych języków mezopotamskich, jeden z pionierów paleoastronautyki. Autor niezapomnianej serii książek "Kroniki Ziemi" (przeczytałem większość jego prac i przyznam, że lektura niezapomniana). Niestrudzony tropiciel śladów bogów Anunnaki na Ziemi.

16:56, foxmulder2 , Nephilim
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 października 2010
Strefa Gazy - "aktywiści pokojowi" w akcji
Niedawno do brzegów Strefy Gazy przybił statek Viva Palestina 5 wiozący "pomoc humanitarną" oraz "aktywistów pokojowych". Tureccy aktywiści skorzystali z okazji i zrobili sobie na miejscu parę fotek z "pokojowymi działaczami" Jihadu Islamskiego. Poniżej jedna z tych fotek. Turecki "działacz antyimperialistyczny" w środku.



A teraz wyobraźcie sobie, jak by zareagowali polscy koledzy tureckich "działaczy pokojowych", gdyby sobie podobną fotkę (ale nie z dżihadowcami, ale np. z działaczami amerykańskich ochotniczych milicji, lub nawet nie... z myśliwymi) zrobił jakiś "faszysta", "klerykał" lub "prawicowiec".
poniedziałek, 25 października 2010
Zwycięzca (recenzja filmu)

Obejrzałem "Vincere" (przetłumaczone na polski jako "Zwycięzca")  - film o Idzie Dasler, tajnej żonie Benito Mussoliniego. Dobrze zrobiony warsztatowo, zachwycający obrazem, dobrze oddający klimat epoki. Niestety smutny i jak dla mnie za bardzo melodramatyczny (dziewczyna mojego kumpla, po obejrzeniu powiedziała: "Nie lubię oglądac filmów o głupich laskach"). Powiem tylko, że kończy się wzmiankami o śmierci głównych bohaterów oraz o klęsce faszyzmu :(

"Zwycięzca" pokazuje mało znane oblicze włoskiego faszyzmu - jego korzenie: socjalistyczne i antyklerykalne. Na początku "Pan Benito Mussolini, syndykalista z Partii Socjalistycznej" udowadnia, że Bóg nie istnieje w sposób, przy którym Dawkins to cienias (Niestety Bóg istnieje i ma bardzo złośliwe poczucie humoru, o czym przekonał się później Duce). Później widzimy fascynującą drogę Mussoliniego od marksizmu do faszyzmu. Trzepot włoskich sztandarów i pieśń "Cudzoziemcy opuście Italię", młodośc, entuzjazm, terkot karabinów maszynowych na alpejskim froncie, woń jodyny we frontowym lazarecie...

 Widzmy też ogromne uwielbienie, jakim darzą go szerokie masy. Reżyser choc antyfaszysta nie mógł w żaden sposób tego ukryc. 
Ciekawa jest szczególnie scena powitania Mussoliniego na wystawie futurystów. Artyści ubrani w kolorowe koszule i śmieszne meloniki podejmują bohatera wojennego, bo uważają, że jego faszyzm to piękna idea służąca do zburzenia świata filistrów. Faszyzm to nowośc, młodośc, idea, seks, maszerujesz albo gnijesz!

Seks i faszyzm. To temat na osobny wpis. Porażają słowa zakonnicy skierowane do Idy: "Czego chcesz? Masz przecież dziecko z facetem, za którego tysiące kobiet chciałoby wyjśc. Albo zostac jego kochanką. Ty masz przynajmniej miłe wspomnienia". Istotnie - historycy doszukali się 162 kochanek Mussoliniego. Jakie to włoskie... ;)

I jeszcze jedna impresja - Krzysztof Kłopotowski zauważył ostatnio, że Janusz Palikot kroczy obecnie drogą Mussoliniego. Zabawnie byłoby zobaczyc za parę lat reakcję Kutza i Kory na to, że ich idol założył czarną koszulę, ogolił się na łyso a jego bojówki tłuką komunistów:) A na poważnie: Mussolini przynajmniej wystrzelał trochę mafiozów, zbudował parę kilometrów autostrad i odkopał Forum Romanum. Jedyne, co po sobie zostawi Palikot to niesmak i parę butelek po bełtach.

Ps. Faszyści zajebiście się ubierali. Muszę podłapac ich styl. Tylko gdzie kupic fajną czarną koszulę? Poniżej klip  dla złapania faszystowskiego klimatu (akurat wymieszano na nim włoskich faszystów z chorwackimi ustaszami).

20:48, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 października 2010
Wikileaks- irackie dokumenty


Assange umieścił na Wikileaks 400 tys. dokumentów dotyczących wojny w Iraku. Niby nic nowego, ale:

- Materiały pokazują skalę wsparcia Iranu dla irackich terrorystów (nie tylko szyickich). Dowiadujemy się tam m.in., że Hezbollah szkolił szyitów jak porywac amerykańskich żołnierzy. Mamy też wzmiankę o szokujących planach ataku chemicznego na Zieloną Strefę. Były również przypadki bezpośrednich starc irańsko-amerykańskich. Irackim terrorystom oczywiście pomagała również Syria. Teheranowi i Damaszkowi nie zależało na tym, by w Iraku był pokój. 

- Z dokumentów tych dowiadujemy się, że bomby podłożone przez irackich terrorystów zabiły 32 tysiące zwykłych Irakijczyków. Skala terroru była tak wielka, że Irakijczycy zaczęli w końcu współpracowac z USA. Wykorzystał to gen. Petraeus i to on jest zwycięzcą amerykańskiej fazy tej wojny. 

Poza tym mamy tam trochę o ekscesach nowych irackich służb, friendly fire, chaosu jaki wprowadzały PMC, starciach kurdyjsko-arabskich etc. (mnie rozczulił raport o tym jak amerykański żołnierz napisał pojmanemu terroryście na czole "Pussy":). 

Tutaj macie opracowania:

NY Times

Guardian

Der Spiegel

Al-Jazeera (bardzo ciekawe infografiki)
czwartek, 21 października 2010
Irak - irańsko-amerykańskie kondominium?


Iran tworzy nową koalicję rządową w Iraku - jak się można było spodziewać ze swoich agentów oraz sympatyków. Do nowego rządu wejdzie więc blok premiera al-Malikiego wraz z sadrystami. Tutaj muszę się uśmiechnąć, bo przed wyborami al-Maliki był wielkim kumplem Obamy. Ale, cóż sojusze w krajach arabskich są często budowane na piasku. Do śmiechu mi być jednak nie powinno. Iran już podpowiada Malikiemu, by pozbył się Amerykanów. Za takimi podpowiedziami idzie zwykle krwawa presja. Niezadowoleni są sunnici - były premier Allawi oskarża Teheran o to, że chce wywołać chaos na całym Bliskim Wschodzie.

Tutaj naszła mnie refleksja: Iran połyka właśnie Irak, czyli buduje sobie geopolityczny most przez Syrię nad Morze Śródziemne (Liban - na razie kondominium syryjsko-irańskie. Tutaj macie ciekawą historię dotyczącą wizyty Ahmadinedżada w Libanie. Czyżby Syria nie pozwoliła mu rzucić kamieniem w Izrael?) i nad granicę z Izraelem. Zacieśni współpracę z Turcją, to wejdzie nad Morza Egejskie i Czarne. Stamtąd będzie miał przełożenie na Bałkany i Kaukaz. Jakby się jeszcze dogadał z Pakistanem...

Oj, naprawdę żałuję Saddama. Kawał z niego był sukinsyna, ale przynajmniej to był nasz sukinsyn.

wtorek, 19 października 2010
Mamy w Polsce terrorystów (atak na biuro PiS w Łodzi)

Rano myślałem, że na 100 proc. dam dzisiaj na blogu wpis poświęcony atakowi terrorystycznemu na czeczeński marionetkowy "parlament" ( w którym przebywał akurat rosyjski minister spraw wewnętrznych, co kieruje podejrzenia na GRU), po południu okazało się jednak, że w Polsce też mamy terrorystów.

Mowa oczywiście o ataku na biuro PiS w Łodzi, w którym zginął Marek Rosiak [*], asystent europosła Wojciechowskiego. 

Wiele z tego, co mógłbym napisac na ten temat wyraził już w tekście na swoim blogu Rafał Ziemkiewicz. Zgadzam się z nim, że dzisiejsza tragedia to jeszcze nie koniec. Terrorystycznych pojebów mamy w Polsce sporo. Porównwanie do nagonki na Gabriela Narutowicza nakręcanej przez endecję jest również jak najbardziej na miejscu. Obraża ono jednak Eligiusza Niewiadomskiego. Choc zamach na prezydenta Narutowicza był aktem zbrodniczej głupoty a Niewiadomski miał problemy psychiczne, to bądź co bądź coś sobą reprezentował. Był zdolnym malarzem, wykładowcą w ASP, bohaterem wojennym... I targnął się na prezydenta symbolizującego wszystkie jego lęki. Tymczasem ten śmiec spod Częstochowy nic sobą nie reprezentował. Zawsze był mentalnym menelem, który postanowił zabic przypadkowych, Bogu ducha winnych ludzi. Niewiadomski zasłużył sobie na pluton egzekucyjny pod Cytadelą. Ryszard C. zasłużył tylko na to, by zostac przecwelonym przez garowników.

Ziemkiewicz wskazuje, że obecna władza nakręca kampanię nienawiści wobec opozycji, po to by ukryc swoją niekompetencję i bezczynośc. Bo przecież jak ludzie przestaną zajmowac się PiS i Jarosławem Kaczyńskim mogą zadawac niewygodne pytania. To uderza jednak w same struktury państwa. Władza jest zbyt słaba, by wprowadzic dyktaturę, ale zbyt mocna, by poniewierac inaczej myślącymi. Ostrzeżeniem powinny byc zdarzenia spod Krzyża na Krakowskim. Służby najpierw nie zdołały go przenieśc, kapitulując przed tłumem, później pozwalały na to, by "młodzi, wykształceni z wielkich miast" napuszczani przez sutenera-gwałciciela,  bili zbierające się tam babcie i dziadków (jedna ofiara śmiertelna - Jan Klusik [*]). Przed majem 1926 r. anarchizowały państwo niekonsekwentne w działaniu rządy Chjeno-Piasta. Wtedy znalazł się  Marszałek, który rozgonił to towarzystwo. Dzisiaj, no cóż...

Politycy miłościwie nam rządzącej Partii Miłości (tak jak islam to "religia pokoju") odwracają obecnie uwagę sztucznie oburzając się na słowa Jarosława Kaczyńskiego (czegokolwiek, by nie powiedział, zawsze to kogoś bulwersuje - istny naród filistrów). W 1922 r. endecy mieli dośc przyzwoitości, by zamknąc ryje na pewien czas po zabójstwie Narutowicza. Współczesnym politykom jadaczki chodzą na okrągło. Byc może dlatego, że ciapowaty PiS to nie zakapiorzy Piłsudskiego, którzy po morderstwie prezydenta Narutowicza planowali atak odwetowy - wykończenie przywódców endecji. Politycy Platformy mogą więc spac spokojnie w swoich łóżkach. Do czasu. Fortuna to kapryśna kobieta i może się zdarzyc w przyszłości, że to do nich ktoś będzie strzelał.(Nikogo do tego bynajmniej nie namawiam...)Niemiecka RAF powstała przecież, po tym jak policjant (jak się później okazało agent Stasi) zastrzelił bezbronnego studenta.


sobota, 16 października 2010
Afera Embraera czyli kicha Klicha

Jednym z bulwersujących wątków intryg wokół smoleńskiej katastrofy jest to, że najważniejsze osoby w państwie latały przez wiele lat niebezpiecznymi, przestarzałymi i często się psującymi maszynami sowieckiej produkcji. Nie wykluczone, że to właśnie awaria była przyczyną katastrofy rządowego Tupolewa 10 IV 2010 r. Czemu dopuszczono do tak skandalicznego zaniedbania? Powszechne tłumaczenie jest takie: tabloidy, populizm, kryzys, niechęc do szokowania społeczeństwa wydatkami, PiS też nie kupił nowych samolotów. Większośc z tych argumentów jest fałszywa. Przyczyną dla której nie doszło do zakupu nowych samolotów dla VIP-ów była prawdopodbnie chęc ukręcenia lodów.

Już to wyjaśniam. W tym celu zacytuję kilka publikacji prasowych. Ponieważ zarzucano mi, że zbyt często cytuję "Nasz Dziennik", Macierewicza, "Gazetę Polską", to odwołam się tym razem do prasy umiarkowanie przychylnej rządowi - tygodnika "NIE", który jeszcze przed smoleńską katastrofą wielokrotnie alarmował o przekręcie wokół samolotów dla VIP-ów. 

Przypomnijmy chronologię: w 2007 r. ś.p. Aleksander Szczygło unieważnia przetarg na samoloty przygotowany przez swojego poprzednika Radosława Sikorskiego. Powód: poważne wady dokumentacji, czyli przetarg jest ustawiony. Plotki chodzą, że ustawiony pod brazylijskiego Embrarera, producenta, który lubi korumpowac komisje przetargowe. Szczygło szybko przygotowuje nowy przetarg. Tymczasem PiS przegrywa wybory i ... 

"Aleksander Szczygło, który zginął na pokładzie rozbitego tupolewa, nie miał sobie nic do zarzucenia. Jako ustępujący minister obrony narodowej przekazał następcy, Bogdanowi Klichowi, przygotowany przetarg na zakup samolotów średniego zasięgu. Dokumentacja była zapięta na ostatni guzik, wystarczył jeden podpis nowego ministra. Zamiast tego minister Klich swój szacowny podpis złożył pod decyzją numer 220 z 2 lipca 2009 r., którą powołał zespół mający na celu doprowadzenie do przejęcia przez 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego dwóch samolotów typu Embraer 17S LR. W punkcie 7 tego dokumentu Klich definitywnie rozprawił się z przetargiem: Traci moc decyzja Nr 427/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 21 września 2007 r. w sprawie wyposażenia Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w nowe samoloty do przewozu ważnych osób w państwie (Dz. Urz. MON Nr 18, poz. 192). Konsekwencją był totalny paraliż. Nikt w MON nie odważył się podpisać ostatecznej decyzji o wzięciu embraerów, mając zapewne świadomość, że jest to złamanie prawa o zamówieniach publicznych oraz działanie na szkodę skarbu państwa. Zespół więc wciąż obradował. Rozpaczliwie szukano możliwości zaspokojenia życzeń ministra, czyli ominięcia procedury przetargowej. Służyć temu miało powołanie przez Agencję Rozwoju Przemysłu spółki celowej ARP Fly, która miała spełnić funkcję pośrednika. Jednak prezes agencji w porę wycofał się z tego szemranego interesu. Wobec tego akcjami spółek skarbu państwa dofinansowano spółkę EuroLOT, żeby ta mogła kupić brazylijskie samoloty. Kosztowało to nas, podatników, około 200 min zł. Jak już EuroLOT stał się właścicielem dwóch embraerów 175, zaczęły się kombinacje, jak formalnie i zgodnie z prawem przekazać je do 36. SPLT. Zbierały się zespoły i inne mniej formalne gremia, dyskutowano o zastosowaniu trybu zamówień objętych tajemnicą państwową, o trybie negocjacji z jednym wykonawcą, o trybie zamówień w nagłych okolicznościach związanych z bezpieczeństwem państwa, lecz żaden z tych pomysłów nie był zgodny z prawem. Wreszcie postawiono na umowę dzierżawy lub leasingu (też bezprawną), która przez 4 lata kosztowałaby MON około 155 min zł. Sumując koszt akcji wpompowanych w EuroLOT z kosztem leasingu/dzierżawy, uzyskuje się 355 min zł - kwotę wystarczającą na zakup trzech nowych średnich samolotów dalekiego zasięgu. Jaki interes miałoby mieć państwo w dzierżawieniu na 4 lata za takie pieniądze samolotów, które na dodatek dla VIP-ów się nie nadają? Nic dziwnego, że trudno było znaleźć jelenia, który podpisałby się pod finalnym dokumentem - umową między MON a EuroLOT-em (lub LOT-em, który jest właścicielem EuroLOT-u). Szczególnie, że sprawie zaczęły się z bliska przyglądać co najmniej dwie służby specjalne. Sytuacja wydawała się bez wyjścia, aż tu nagle z nieba spadł... tupolew. Spotkanie odbyło się najprawdopodobniej na wniosek wiceministra Marcina Idzika lub samego ministra Klicha. W czasie gdy cała Polska nie mogła się otrząsnąć z szoku, kilku panów debatowało o tym, jak wobec nowych okoliczności skutecznie zakończyć deal i wreszcie kupić lub wydzierżawić embraery.  ("Twórcy katastrofy")

Embraer to dziwny wybór. Samolot ten ma mały zasięg - nie doleci nawet z Polski do Portugalii, niski pułap, mało reprezentacyjne wnętrza. A nade wszystko, w odróżnieniu np. od Tupolewów 154 nie może wlatywac w strefy działań wojennych takie jak Afganistan. 

Ponieważ embraery 175 mają wozić najważniejsze osoby w państwie, muszą być do tego dostosowane. Na Okęciu zapewne jakoś przemodelują wnętrze samolociku, żeby nie przypominało ikarusa. Pewnie da się wydzielić salonik VIP-owski, wyposażyć go w skórzane fotele i inne atrybuty władzy. Jednak przearanżowanie wnętrza to tylko kosmetyka. Najważniejsze, co muszą posiadać współczesne samoloty VIP-owskie, jest ukryte. To tajne systemy łączności oraz systemy bezpieczeństwa czynnego i biernego. Łączność powinna być satelitarna i szyfrowana. Zajmą się tym zapewne nasze służby. Systemy bezpieczeństwa to np. urządzenia ostrzegające przed ostrzałem rakietowym, systemy informujące i przeciwdziałające atakom elektronicznym, a nawet tak proste jak wyrzutnie flar, które skutecznie zapobiegają trafieniu przez rakiety prostszego typu. Takich systemów nie da się zainstalować na Okęciu ani w żadnym innym miejscu z wyjątkiem macierzystej fabryki embraera. Adres: Sao Jose dos Campos, Sao Paulo, Brazylia. Proszę sobie wyobrazić, jak dwa LOT-owskie samolociki lecą na drugą stronę Atlantyku (oczywiście z wieloma międzylądowaniami), gdzie przechodzą wielomiesięczną modernizację. Po jej zakończeniu wracają do kraju, latają 2 do 4 lat (MON zapewnia, że czarter z LOT jest rozwiązaniem przejściowym), a następnie wracają do LOT-u, co będzie się wiązało z koniecznością demontażu tych systemów. Chociażby ze względu na tajemnicę państwową. Zamieszanie i koszty ogromne. (...)  Wiceszef MON Marcin Idzik na jednej z konferencji prasowych zachwalał brazylijskie samoloty niczym najlepszy domokrążca. Pytany, jak wyobraża sobie lot cywilnym embraerem 175 w niebezpieczne rejony świata, np. do Kabulu, od razu znalazł rozwiązanie. Embraer może przecież dolecieć na najbliższe bezpieczne lotnisko, a stamtąd VIP-y zostaną przetransportowani maszynami wojskowymi. Kompromitacja! Proszę sobie wyobrazić, jak na lotnisko w Pakistanie leci embraer z premierem Tuskiem, a w ślad za nim jak cień podąża pusta wojskowa CASA. Na bezpiecznym lotnisku premier ma przesiadkę. Zamienia samolot o standardzie autobusu na statek powietrzny przeznaczony do wożenia zaopatrzenia i spadochroniarzy, w którym nie ma nawet kibla, i leci nim do Afganistanu. Ubaw po pachy!" ("Dziura w samolocie").

Bardzo lubię latac. Raz miałem okazję odbyc podróż na pokładzie Embraera (trasa Budapeszt-Belgrad) i to był jedyny raz, gdy w trakcie lotu czułem niepokój. To nie jest jakiś tragiczny samolot. Ale miałem po prostu wrażenie, że różne elementy kabiny pasażerskiej nie są dokręcone :) Natomiast jakiś czas temu leciałem z Budapesztu do Kiszyniowa nowiutkimi, fajnymi szwedzkimi Saabami rumuńskich linii Carpatair (polecam tego przewoźnika: dobre posiłki i ładne stewardessy). Siedziałem jak zwykle przy silniku - motor naprawdę pięknie grał. Zastanawiałem się: jak to jest, że małe rumuńskie, prywatne linie lotnicze stac na takie maszyny, a nasze VIP-y muszą się tłuc Tupolewami pamiętającymi Gorbaczowa, albo klichowskimi-dziadowskimi Embraerami. No jak to jest?


Powyżej: Komorowski i Sikorski na pokładzie CASy (poprzednio podałem błędnie Embraera sugerując się podpisem pod zdjęciem i fotelami o niskim standardzie) w drodze do Afganistanu. Był tam też Kilch, ale nie zmieścił się w kadrze.

Ps. czytam zajawki poniedziałkowego "NIE" a tam : Andrzej Rozenek składa doniesienie do prokuratury na ministra obrony Bogdana Klicha, którego podejrzewa o kilka przestępstw popełnionych w związku z leasingiem rządowych embraerów – „Donos na Klicha”.  Zwróccie też uwagę na grafikę:)
Ahmadinedżad (Sabourdżian) w Libanie, S-300 w Wenezueli

Powyżej: I'm bringing sexy back...The motherf*ckers don't know how to act...

Pamiętacie wielki suckes administracji Obamy na froncie rosyjsko-irańskim? Jakiś czas temu, trąbiono, że Rosja nie sprzeda rakiet S-300 Iranowi. Irańczycy grozili, że poskarżą się na Ruskich do międzynarodowego trybunału arbitrażowego, rosyjscy generałowie sarkali, że Putin "zaprzedał się Żydom". To wszystko była prawdopodobnie maskirowka. Iranowi sprzeda bowiem S-300 pewnie Wenezuela. A skąd będzie miał te rakiety Chavez? Właśnie chce je kupic od Rosji...

Tymczasem ktoś pokazuje, że ma długie ręce. W czasie, gdy Ahmadinedżad vel Sabourdżian wybierał się do Libanu, ten ktoś wysadził w powietrze pokaźną częśc bazy rakietowej Imam Ali, w której stacjonują pociski balistyczne Szehab 3. 

Jak pewnie już w mediach widzieliście - wizyta Sabourdżiana w Libanie była niezłym pokazem siły (i całkowitej bierności Izraela). Iran udowadniał Syrii i całej reszcie, że jest silniejszym partnerem zarządzającym libańskim kondominium. Szokująca była pielgrzymka libańskich polityków, w tym wielu tych krzywo patrzących na rosnące wpływy Teheranu do tronu nowego Kserksesa. Był tam nawet legendarny przywódca Falangi Samir Geagea. Niespodziewanie postawił się Sabourdżianowi premier Saad Harriri, twierdząc, że Liban nie będzie częścią strategicznego bloku kierowanego przez Iran, bo nie ma sił na konfrontację z Izraelem. Słuszne słowa, ale jak długo Harriri jeszcze pożyje po czymś takim?
środa, 13 października 2010
Chińskie myśliwce... w Turcji


Chiny czują się coraz pewniej i wchodzą na Bliski Wschód. Podczas niedawnych manewrów Anatolijski Orzeł na tureckim niebie, po raz pierwszy w historii, pojawiły się Migi i Suchoje chińskich sił powietrznych. Amerykanów ani Izraelczyków na tych manewrach nie było. Wcześniej, te same chińskie samoloty bojowe tankowały paliwo w irańskiej bazie lotniczej. Robi się ciekawie - Chiny wchodzą nie tylko w miejsce, z którego wycofała się Ameryka, ale również na obszar, który Rosja od co najmniej 150 lat chciałaby uznać za swoją tradycyjną strefę wpływów (i co na szczęście nigdy jej się nie udało - do czego przyczynili się m.in. opisywani przeze mnie Polacy, którzy modernizowali Turcję).
wtorek, 12 października 2010
CASA - tajemnicza katastrofa



Ostatni Superwizjer - po prostu MUST SEE!!! Nowe szokujące fakty o katastrofie Casy pod Mirosławcem. Okazuje się, że śledztwo prowadzone przez wojskową komisję było całkowicie zmanipulowane. Ukarano Bogu ducha winnych kontrolerów gros winy zrzucając na poległych pilotów Casy. Konkluzje raportu nie zgadzały się z załącznikami przygotowanymi przez biegłych, którzy wykluczyli oficjalną wersję mówiącą, że załoga nagle przestała patrzeć na przyrządy pokładowe, rzuciła się do okien wypatrywać świateł lotniska i olała przechył samolotu.

Co więc spowodowało katastrofę? Prawdopodobnie awaria. Już wcześniej zdarzał się w tej Casie tzw. blackout - czyli nagle wysiadały wszystkie wskaźniki i oświetlenie w kabinie. Zapis z radarów pokazuje, jak nagle samolot, bardzo gwałtownie zbacza z kursu. Co ciekawe, czarna skrzynka przestała działać jeszcze w powietrzu na 14 s, przed upadkiem samolotu na ziemię!

Sprawa jest więc bardzo tajemnicza i Bóg jeden raczy wiedzieć czemu Klich tak mocno ją tuszował. Co ukrywano? Bratu poległego pilota, który podjął prywatne śledztwo grożono śmiercią.

Samoloty CASA zostały kupione dla WP w 2001 r., "z pominięciem procedury przetargowej". Wtedy,gdy ministrem obrony był obecny prezydent Bronisław Komorowski. Śledztwo w tej sprawie prowadziła prokuratura wojskowa. Z jakim skutkiem nie wiadomo.

Fragment pytań do Bronisława Komorowskiego przygotowanych przez Aleksandra Ściosa:

"18
. W jaki sposób, podpisując w 2001 roku umowę zakupu wojskowych samolotów transportowych CASA (za 211 mln. dolarów) od hiszpańskiego koncernu EADS zabezpieczył kwestię serwisowania tych maszyn w Polsce? W zamian za zamówienie spółki EADS CASA i Avia System Group kupiły wówczas większościowy pakiet PZL Warszawa-Okęcie. Miało tam powstać centrum serwisowe dla samolotów. Centrum to nigdy nie powstało, a samoloty musiały wszystkie przeglądy i naprawy przechodzić w Hiszpanii, co zwiększało koszty eksploatacji i ryzyko użytkowania maszyn. 25.02.2008 r., po katastrofie CASY (w której zginęło 20 oficerów WP) Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo, w trakcie którego badano czy nie doszło do korupcji przy zakupie samolotów oraz kwestie związane z wyborem dostawcy, zawarciem umowy i jej aneksowaniem. Jak zakończyło się śledztwo w tej sprawie?

19. Dlaczego zakupu samolotów CASA dokonano bez zastosowania procedury przetargowej ?"

Katastrofa w Smoleńsku jest porównywana do katastrofy w Mirosławcu. Taka sama mgła, VIP-y na pokładzie, oskarżenia skierowane przeciwko poległym pilotom, pomówienia o naciskach pijanych VIP-ów na załogę, tuszowanie śledztwa oraz Bogdan Klich i Bronisław Komorowski w tle. No cóż, jak powiedział Pan prezydent, "polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły"...


Niechciany gość


Mahmud Saburdżian vel Ahmadinedżad nie jest mile widziany w Libanie. Przynajmniej przez sunnitów. W Trypolisie na ulicach mnóstwo plakatów wymierzonych w irańskiego prezydenta. Grozi mu śmiercią m.in. ... lokalny oddział al-Kaidy. A zwykli Libańczycy kupują coraz więcej broni. Niepokoi ich to, że kraj dryfuje coraz bardziej w stronę Teheranu - każde naruszenie delikatnej równowagi konfesyjnej jest tam przecież bardzo niebezpieczne.

Ahmadinedżada nie lubią też irańscy sunnici. Terroryści z Jandullahu porwali ostatnio pracownika irańskiego programu nuklearnego - grożą, albo zmusimy go do ujawnienia waszych sekretów, albo wy uwolnicie naszych więźniów.
niedziela, 10 października 2010
Katastrofa smoleńska: pół roku i wciąż jesteśmy w lesie

Pół roku po katastrofie smoleńskiej wciąż nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się w okolicach lotniska Siewiernyj. 

Nie znamy dokładnej daty "wypadku". Przez kilka tygodni mówiono nam, że doszło do niego o 8:56. MAK podał w końcu 8:41. W nocy z 10 na 11 kwietnia, polscy i rosyjscy prokuratorzy przyjęli wstępnie, że doszło do niej o 8:40. Przerwanie linii energetycznej sugeruje, że była to 8:39 albo nieco wcześniej. Zegarek gen. Błasika zatrzymał się o 8:38, czyli wtedy gdy według stenogramów MAK samolot znajdował się kilkasetmetrów nad ziemią a Błasik czytał kartę pokładową w kokpicie. 8:38 jako datę katstrofy podał wcześniej gubernator obwodu smoleńskiego. Tymczasem minister Szojgu mówił Putinowi, że samolot zniknął z radarów dopiero o 8:50.

Nie wiemy czemu TU-154M zaczął szybko schodzic ku ziemi, kilkaset metrów przed pasem lotniska, w chwilę potem, gdy drugi pilot powiedział "odchodzimy".

Nie wiadomo dlaczego rosyjscy kontrolerzy mówili wtedy załodze TU-154M, że jest "na kursie i na ścieżce".

Nie wiemy, czy w TU-154M doszło do awarii - a na taki scenariusz wskazuje częśc ekspertów. Miał się posypac silnik. Zespół posła Macierewicza ujawnił ostatnio istnienie zeznań mechanika z Okęcia, który mówił o wycieku ze środkowego silnika rankiem 10 kwietnia 2010 r. Drugi mechanik utrzymywał, że to była woda. Nie wiadomo, dlaczego nie zbadano tego incydentu. Nie wiadomo też, kto i dlaczego pozwolił po czymś takim wystartowac samolotowi, którego lot regulowała instrukcja HEAD.

Zespół Macierewicza doszedł również do zeznań rosyjskiego świadka mówiącego o "oślepiającym błysku" przy uderzeniu TU-154M w ziemię. MAK twierdzi, że na pokładzie samolotu nie doszło do eksplozji. Skąd więc ten błysk

 

Nie wiemy również, czy ktoś żył przez jakiś czas po katastrofie. Początkowo nasz MSZ i agencja Reutera, powołując się na źródła rosyjskie, donosiły o trzech osobach, które przeżyły upadek Tupolewa i zostały zawiezione do szpitala. Jeden z BOR-owców donosił o trzech karetkach, które odjęchały na sygnale z miejsca katastrofy. Istnieje relacja o telefonie jaki wykonał jeden z BOR-owców z Tupolewa, mówiąc, że jest ranny w nogi i "tutaj się dzieją straszne rzeczy". Nie wiadomo również, kto wkrótce po katastrofie włączył telefon posła Zbigniewa Wassermana, tak że ta komórka zalogowała się do rosyjskiej sieci i osoby na nią dzwoniące słyszały komunikaty po rosyjsku. 

Nie wiemy wreszcie, co przedstawia słynny film ze strzałami w lesie. Butle tlenowe zostały  wyciągnięte z wraku nienaruszone. Podobnie magazynki borowców. Kto tam strzelał i do kogo? ABW przyznała, że na filmie zarejestrowano słowa wypowiadane po rosyjsku i polsku. Nie podała jednak jakie to słowa. Wciąż pod tym względem jesteśmy w lesie... Smoleńskim lesie.

sobota, 09 października 2010
Mołdawskie impresje

Osoby, które odwiedzają mój facebookowy profil wiedzą już pewnie, że dopiero co wróciłem z Mołdawii, gdzie przebywałem w ramach Akcji Kontynentalnej. Odwiedziłem Kiszyniów oraz winne podziemia Cricova. Jakie wrażenia? Poza tym, że dobre wino?

1) Przebywałem w gronie dziennikarzy z naszego regionu. Większośc z nich (podobnie jak piarówki) to Rumunii i Rumunki. Wrażenia jak najlepsze. Dziennikarka największego rumuńskiego dziennika okazała się nie tylko polonofilką, ale również posiadaczką bardzo politycznie nie poprawnych poglądów. "Mołdawia powinna się połączyc z Rumunią w ramach Unii Europejskiej. Jesteśmy przecież tym samym narodem. Nawet rosyjskojęzyczni Mołdawianie często czują się Rumunami" - bardzo się więc ucieszyła, gdy przetłumaczyłem jej SMS-a wysłanego przez mojego kumpla: "Niech żyje zjednoczona Rumunia!". 
A teksty jakie słyszałem o Cyganach i Sarkozym (również od Węgrów :), to po prostu coś pięknego :) Miałem wrażenie, że tylko my cackamy się z polityczną poprawnością. Reszta regionu ma ją głęboko w d... 

2) Rumuni i Mołdawianie to bracia. Ale jednak nieco się różniący. Piarówka z Bukaresztu powiedziała mi: "Ludzie tutaj, jeśli chodzi o wygląd są mieszanką pół na pół Rosjan i Rumunów". (Rzeczywiście: dużo rosyjsko-ukraińskiej krwi płynie w żyłach tych ludzi. Widac to szczególnie po kobietach. Wolę pełnokrwiste Rumunki:).
Czasem Rumuni śmieją się z mołdawskiego dialektu, pełnego archaizmów. Ta sama szykowna dziewczyna od PR opowiedziała mi jak kiedyś jej agencja organizowała w Kiszyniowie konferencję, na której zgodnie z państwowym protokołem musiał pojawic się tłumacząc przekładający z... rumuńskiego na mołdawski. Gostek na trybunie mówił więc "Zebraliśmy się tutaj, by..." a tłumacz tłumaczył to na "Zebraliśmy się tutaj, by..." :) 

3) Młodzi Mołdawianie są antykomunistami. O co nietrudno po rządach Władimira Woronina. Problemem jest jednak to, że dużo młodzieży jest na emigracji i nie może głosowac. Tymczasem ludzie starsi głosują tam tak samo jak emeryci resortowi (chodzi o resort przy Koszykowej...) w Polsce. Dlaczego tak robią? Bo telewizja robiła im przez lata wodę z mózgu.Dopiero teraz, gdy demokraci zdobyli media publiczne (równocześnie blokując ludności dostęp do publicznych mediów rumuńskich!), sytuacja zaczęła się zmieniac na niekorzyśc komunistów. Pomyślec co się stanie, gdy nasi "młodzi, wykształceni, z wielkich miast" z Krakowskiego przejdą na emeryturę...Resortową.

4) Na konferencji, którą nawiedziłem przemawiał były francuski premier de Villepin. Mnóstwo fajnych ogólników o Unii Europejskiej (z którymi się całkowicie zgadzam), ale na koniec tekst o tworzeniu "wspólnej przestrzeni z Rosją, krajami Meghrebu etc.". Dlaczego UE miałaby się wiązac z krajami o skrajnie odmiennych standardach cywilizacyjnych? Bo zdaniem de Villepina Unia nie będzie mogła konkurowac z Chinami, jeśli nie będzie miała marne 500 mln mieszkańców zamiast 1 mld. 
Starszy, zabawny i podobny do gen. Pacepy rumuński reporter zwrócił mi uwagę na jedną rzecz: "W pewnym momencie, gdy de Villepinowi zadano pytanie o rozszerzenie NATO, na sali słychac było szmer oburzenia. Gdy de Villepin powiedział, że NATO złe, słychac było westchnienie ulgi:)." Dodał również: "Ci ludzie mają dziwny kompleks. Trudno im rozmawiac po rumuńsku. Mówią, pa ruski, pa ruski! A ja im wówczas: fuck off!".

 

A teraz impresje czysto turystyczne:

 1. Kiszyniów - to pod względem architektury dziwne miasto. Mieszanka socrealizmu z secesją i małomiasteczkową rumuńską architekturą. Czasem się jednak zdarzają bardzo nowoczesne budynki. Dużo parków, jeszcze więcej kantorów, na targowiskach obok obrazów sowieckie ordery. Z pamiątek - polecam słodycze (robią bardzo dobre) i alkohol. 

 2. Winne podziemia Cricova - coś po prostu niesamowitego. Człowiek nie może sobie wyobrazic, ze coś takiego zbudowano za Sowieta. 60 km tuneli z doskonałym winem. To właśnie tam Jurij Gagarin spędził dwa dni nie wychodząc na powierzchnię - póki go nie wynieśli. Widziałem w Cricovej m.in. osobistą kolekcję win Władimira Putina. Warto pojechac do Mołdawii, chocby po to, by zobaczyc te piwnice :)

A ja już się napaliłem na Rumunię :)


19:03, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y