poniedziałek, 13 czerwca 2011
Rumuńskie impresje
parlament

"Romania. Honor et patria"
            Przydrożne grafitti w Transylwanii

Jeśli sądzicie, że Rumunia to dziadowski kraj, w którym panuje głód, nie ma ciepłej wody a bosonodzy, śniadzi pasterze łapią turystów na organy - to jesteście idiotami. Właśnie wróciłem z Rumunii i mówię Wam, że to dynamicznie rozwijające się państwo jest naprawdę wspaniałym miejscem na spędzenie wakacji. Stosunkowo dobrze zachowana górska przyroda, zabytki będące architektonicznymi perełkami na skalę europejską, ciekawa kultura i historia tych ziem, dobre jedzenie, tani alkohol oraz ładne, szykowne dziewczyny - czego więcej chcieć?

Odwiedziłem m.in.: Hundedoarę (zamek Jana Hunyadi kontrastujący z położonym obok industrialnym kompleksem), Alba Julię, Sibiu (średniowieczno-secesyjne miasto z budynkami z "oczami"), Poienari (autentyczny zamek Vlada Tepesa), Bukareszt (bardzo chaotyczne miasto, z kilkoma secesyjnymi perełkami oraz największym budynkiem w Europie - masywnym, kapiącym luksusem, marmurowym Parlamentem zbudowanym w latach '80-tych przez Ceausescu - absolutny hit!), Sinaia (piękny zamek Peles - rezydencja króla Karola), Bran (królewska rezydencja w której bywał Marszałek), Braszow (odpowiednik Zakopanego ale z ładną starą architekturą), Cluj-Napoca (o nim niżej), Sigishoarę (miasto Vlada Dracul i Hermana Obertha), chłopsko-saskie twierdze w Prejmer i Rasnovie oraz nieco zapomniane miasto Oradea (pełne jednak monumentalnych budowli stworzonych przez wiedeńskich architektów).

Kraj poznawałem  nie tylko w ramach "standardowego" zwiedzania. W Bukareszcie miałem okazję spotkać się z moją mołdawsko-rumuńską przyjaciółką Aną (dziennikarką ekonomiczną) oraz z jej kolegami z bukaresztańskich redakcji. Odbyliśmy całkiem ciekawe i szczere rozmowy o naszych państwach. Oni byli np. zdziwieni, gdy powiedziałem im, że w Rumunii są lepsze autostrady niż w Polsce oraz zaskoczeni tym, co Donek wyprawia z kibicami. Miło budować autentyczną przyjaźń między narodami :)

Po "Paryżu Wschodu" moją wycieczkę oprowadzała pani Eugenia, miła rumuńska staruszka, odznaczona przez prezydenta Kaczyńskiego za wkład w budowanie relacji naszych narodów. Opowiadała jak wprowadzano w Rumunii komunizm i jak się on sypał - była represjonowana jeszcze jako dziecko, więc to były opowieści z pierwszej ręki. Co ciekawe podziela ona "oszołomskie opinie", o tym, że Ceausescu został obalony w wyniku sowieckiego spisku. Mały minus dla niej jednak, bo nie lubi generała Pacepy...

Wyjazd ten dał mi również okazję do zaobserwowania kilku ciekawych etnicznych zjawisk. Zdziwić nas może np. że w Siedmiogrodzie znajdziemy tak wiele pozostałości niemczyzny - w tym tablice w saskich kościółkach, na których widnieją nazistowskie orły (ale z krzyżem zamiast swastyki). Natomiast czasem bardzo kuriozalne, aczkolwiek w pełni zrozumiałe jest ciągłe odwoływanie się przez Rumunów w Transylwanii i Kriszanie do swoich praw do tych ziem. Tak więc widzimy tam rumuńskie flagi na każdym kroku, ale również "imperialną" rumuńską zabudowę postawioną  już w międzywojniu. Widać to szczególnie w Cluj-Napoca. Kilkaset metrów dalej od pięknej, "węgierski" katedry Archanioła Michała i pomnika króla Macieja Korwina znajduje się monumetalna (i również bardzo piękna) katedra prawosławna i pomnik chłopskiego powstańca Avrama Iancu. Pomiędzy nimi mamy budowle z imperialnymi rzymskimi symbolami i wilczycę kapitolińską. Burmistrz Cluja, nacjonalista Gheorghe Funar, wokół pomnika Macieja Korwina "zorganizował" przeszklone daszki w chodniku pokazujące, że kilka metrów pod spodem wykopano resztki rzymskiego forum a na domu urodzenia tego króla zawiesił tablicę, z której wynika, że Maciej Korwin był... Rumunem. Węgierscy nacjonaliści z kolei żartują sobie, że Funar to taki zaradny i gospodarny burmistrz, że musi być... Węgrem. 

W Cluju sam lekko podgrzałem konflikt narodowościowy pytając kelnerki czy jest Rumunką czy Węgierską (chciałem po prostu podziękować jej w ojczystym języku). Jej mina była pełna oburzenia. "I'm a Romanian" - odparła. Uśmiechnęła się, gdy odpowiedziałem po rumuńsku "Dziękuję".

Ta obsesja Rumunów na temat ich rzymskiej przeszłości może nas śmieszyć, ale odegrała ona bardzo pozytywną rolę w historii. Dzięki niej rumuńskie prawosławie i co za tym idzie rumuński naród - nie reprezentuje takiej ciemnoty jak w Rosji, na Ukrainie czy w Serbii. Odwołując się do rzymskiej przeszłości - Rumuni nie mogą się wyrzec związków z Zachodem, na czym korzystają intelektualnie. W końcu, skoro Węgrzy uważają się za potomków Hunów...
Ps. Fotki z Rumunii będą sukcesywnie umieszczane na Facebooku, na moim profilu.
13:03, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (6) »
piątek, 03 czerwca 2011
Wyjazd do Rumunii

W weekend przekroczę granicę rumuńską ... i mam nadzieję, że nie zostanę internowany. Będę zwiedzał miasta Siedmiogrodu i częściowo Wołoszczyzny - w tym Bukareszt. W planach słuchanie rumuńskiego disco, przebijanie osikowym kołkiem Ceaucescu, picie mołdawskiego wina z gen. Pacepą, grillowanie z wetami Żelaznej Gwardii, wędrówki śladami Vlada Tepesa (może spotkam jakąś wampirzycę spragnioną mojej krwii - i nie tylko krwii :)
A na poważnie: Rumunia to jeden z najciekawszych krajów Europy i do tego mający silne związki z Polską. Plemiona wołoskie zasiedlały Karpaty aż po Śląsk Cieszyński, co wpłynęło na pojawienie się w góralszczyźnie rumuńskich słów (np. baca, limba, redyk) i zwyczajów. Polscy osadnicy też napływali do Rumunii - i stąd niektórzy wybitni rumuńscy artyści, politycy (np. Corneliu Zelenea Codreanu) i wojskowi mieli polskie pochodzenie. W Rumunii chętnie wypoczywał Marszałek Piłsudski, przyjaźnił się z rumuńską rodziną królewską i był honorowym dowódcą jednego z rumuńskich pułków. Co prawda w 1939 r. rumuńskie państwo podle potraktowało nasze władze ("Rumunia wchodzi do wojny z jednym sojusznikiem, a wychodzi zawsze z zupełnie innym" - mawiał Marszałek), to jednocześnie otoczyło opieką polskich uchodźców i przymknęło oko na ewakuację naszego złota i wojskowych kadr. Rumunia to również kraj, w którym Polska ma wielu przyjaciół - sam znam tam jedną polonofilkę.
A by przypomnieć łączące nas Rumunią akcenty - tutaj macie przedwojenny przebój "Piękne Rumunki".
Ja natomiast mam zgryz. Bardzo lubię zarówno Rumunów jak i Węgrów...
15:38, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 czerwca 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 9a : Smoleńsk 2010



Powyższa mapka pokazuje miejsce w którym, na 15 m wysokości nad gruntem doszło do zamrożenia pamięci komputera pokładowego FMS w rządowym Tu-154M 10 IV 2010 r. Informacje o tym zostały odczytane przez amerykańskiego producenta komputerów pokładowych i zostały zagrzebane w raporcie MAK. Zamrożenie pamięci na 15 m to wynik nagłego przerwania zasilania. Tak się akurat składa, że w tej samej chwili przestał działać również wysokościomierz i skończył się zapis czarnych skrzynek. To mniej więcej w tym miejscu jeden z rosyjskich świadków widział "oślepiający błysk", a później inny, świadek, kilkumetrowy płomień odchodzący od ogona Tupolewa. Kilka dni później "zupełnie przypadkowo" ktoś zadał sobie wiele trudu by wyklepać dyszę trzeciego silnika - znajdującego się właśnie przy płonącym ogonie samolotu. Na mapie widzimy też części samolotu zaznaczone odpowiednio 11.04.2010 oraz 12.04.2010 - to ta sama część statecznika, z analizy zdjęć satelitarnych widać, że została przez kogoś przeniesiona z okolicy miejsca zamrożenia pamięci FMS i "oślepiającego błysku" bliżej miejsca rozbicia się reszty Tupolewa.

A teraz przypomnijcie sobie co pisałem na ten temat, powołując się na własne informacje jakiś czas temu. Przeczytajcie dokładnie. Jeśli już to zrobiliście, przeczytajcie drugi raz. Przeczytajcie linki, które tam wstawiłem. Będziecie wszystko już rozumieli. Dopytujecie się o motyw - mówił o tym już Andriej Iłłarionow, były doradca Putina.

Ps. Zastanawiające, że kiedy np. Jarosław Kaczyński powiedział coś o "zdradzonych o świecie" to przez media przetoczył się ryk oburzenia, że sugeruje zamach. A gdy kilka tygodni temu Antoni Macierewicz otwartym tekstem, bez owijania w bawełnę mówił, że Tupolew rozpadł się w powietrzu, nikt nie dworował z jego "oszołomskich teorii", nikt się nie oburzał na jego "podłe oskarżenia". Dziwne prawda? Tak samo media nie zareagowały, gdy Macierewicz mówił (powołując się na prof. Marka Żylicza) o tajnym pakcie Tusk-Putin o przekazaniu śledztwa w całości czekistom. I nikt się nie zająknął z oburzenia...


środa, 01 czerwca 2011
Kaddafi za Assada + Kapitulacja Netanjahu
Pamiętacie jak jakiś czas temu libijski reżim oburzył się, że Kaddafiego zaczął ścigać MTK? Co wtedy powiedzieli Libijczycy? "Przecież Assad robi to samo i nikt go nie ściga". Czemu użyli tak kuriozalnego argumentu? Bo USA dogadały się z Rosją na zasadzie: Kaddafia za Assada. Czyli Kreml pozwoli Zachodowi obalić Kaddafiego (o ile oczywiście NATO skończy z minimalistycznym zaangażowaniem w Libii i zacznie robić coś konkretnego), a Zachód da spokój Assadowi. 

Syryjska rewolucja jest już i tak bliska smutnego końca. Wojsko i bezpieka tłumią rebelię w brutalny sposób (np. zamęczając dzieci w izbach tortur), przywódcy opozycji uciekli do libańskiego Trypolisu (bastionu Bractwa Muzułmańskiego) a Druzowie i chrześcijanie woleli się nie narażać i zachowywali się biernie...

Tymczasem w Izraelu dzieją się niezwykle interesujące rzeczy. NETANJAHU POPISUJE SIĘ ORATORSTWEM W KNESECIE I KONGRESIE MÓWIĄC, ŻE NIE ODDA NAWET PIĘDZI IZRAELSKIEJ ZIEMI, STAWI CZOŁA HAMASOWI ORAZ IRANU  ITP. TO WSZYSTKO LIPA POD PUBLICZKĘ. RZĄD NETANJAHU POSTĘPUJE DOKŁADNIE ODWROTNIE NIŻ MÓWI.

Według niedyskrecji izraelskich służb: Netanjahu przyjął egipski plan przewidujący otwarcie przejścia w Rafah  i zgodził się, by USA i Egipt doprowadziły do pojednania Fatahu z Hamasem. Egipskie służby obiecały mu, że będą kontrolować sytuację w Gazie i przy okazji Egipt weźmie na siebie aprowizację Strefy. To, że przy okazji Hamas sprowadza sobie tam duże partie rakiet,  Netanjahu już mniej obchodzi... Jak już wcześniej tutaj pisałem, Netanjahu zgadza się też na powstanie państwa palestyńskiego w granicach NIEWIELE odbiegających od linii rozejmowych z 1949 r. (kilkunastokilometrowe korekty to naprawdę kosmetyka). 

Również antyirańską retorykę izraelskiego rządu można tak naprawdę potłuc o kant d... Jak się bowiem dowiadujemy, tamtejsze rekiny biznesu dostarczają Irańczykom strategiczne materiały takie jak paliwo...

Antysemici bardzo się mylą. Żydzi nie są wcale mądrym narodem. Filosemici też są w błędzie. Semitom największe świństwa wyrządzają zazwyczaj nie antysemici, ale inni Semici.

niedziela, 29 maja 2011
Duńskie impresje


"Przeklęci Duńczycy!!!" - krzyczał w serialu "Królestwo" Larsa Von Triera pozbawiony poczucia humoru szwedzki lekarz. :)

W piątek (akurat w porze przyjazdu Obamy) wrócił z Kopenhagi do Warszawy. I naszły mnie następujące impresje (poza tym, że to miasto zdecydowanie nie na kieszeń przeciętnego Janka Bodakowskiego) :

Przede wszystkim zajefajna architektura. Mnóstwo XVIII w. budynków zaprojektowanych z fantazją - jak np. "kościana wieża" na siedzie senatu. Od wszystkiego bije jednak taki dziwny, protestancki chłód. Uczucie to diametralnie się jednak zmienia - gdy się napijesz razem z Duńczykami (o czym za chwilę).

Jako militarysta nie mogłem pominąć muzeum duńskiego ruchu oporu - mała placówka, bo sam ruch oporu był bardzo mały (więcej Duńczyków służyło w Waffen SS), ale bardzo fajna instytucja. Zobaczymy w niej nie tylko chałupniczo wykonany samochód pancerny (duńską wersję "Kubusia"), czy działko Madsena 20 mm, ale przede wszystkim widać tam jak należy prowadzić politykę historyczną. Duńczycy chwalą się swoimi nawet najmniejszymi osiągnięciami i jednocześnie rozdmuchują swoją martyrologię (!) w efekcie cały świat ma wrażenie, że w czasie wojny uratowali kilka milionów Żydów i mieli potężny ruch oporu. A co by było, gdyby Duńczycy zastosowali się do rad Cezarego Michalskiego?

Przy okazji mała ciekawostka: "Tysk" znaczy po duńsku "niemiecki". 

Najbardziej intrygującym miejscem w Kopenhadze jest jednak Wolne Miasto Christiania - zajęte w latach '70-tych przez hipisów. Niestety nie można tam robić zdjęć, ale widok jest naprawdę powalający - zioło sprzedawane na straganach, różni "klimatyczni" ludzie, murale, "klimatyczne" knajpy, jakieś bezpańskie psy, znaki typu "sikaj gdzie popadnie, tu jest to dozwolone" a przy wyjściu transparent "You are entering now the EU" :) W Christianii obowiązuje oddzielny reżim prawny. Jej główne zasady to : zero przemocy, zaero prywatnych samochodów, zero kurtek z symbolami gangów motocyklowych, zero broni palnej, zero kamizelek kuloodpornych, zero kradzionych rzeczy i... zero twardych narkotyków. W jednej z miejscowych galeryjek wisiały plakaty wymierzone w twarde narkotyki. W innej, na ekspozycji poświęconej Wolnemu Tybetowi mała wystawa... swastyk.

W okolicach Christianii, wyczaiłem natomiast barek przypominający klimatem warszawską "Bajkę"  i ściągający podobną klientelę. Tam właśnie miałem okazję napić się z Duńczykami - i przy okazji podpatrzeć ich kulturę picia. A więc: piwo, kieliszek wódki, piwo, kieliszek wódki... Miejscowi byli zdziwieni, że swój kieliszek wypiłem jednym haustem. Przy okazji uświadamiałem ich, że w raporcie MAK piszą kłamstwa ("Not the drunken general?") a za zamach Smoleński odpowiadają Ruscy ("Not your prime minister?"). 

Będąc w Kopenhadze narysowałem też karykaturę Mahometa. Na serwetce, w kebabownii. Fotkę tej karykatury oraz kilka innych fotek z Kopenhagi można obejrzeć u mnie na Fejsie.
15:48, foxmulder2 , Misc
Link Komentarze (3) »
środa, 25 maja 2011
Syria: bez komentarza
poniedziałek, 23 maja 2011
Kapitulacja Netanjahu

netanjahu


Obama przemówił do izraelskiej agentury lobby w USA, czyli organizacji AIPAC. Co w tym najciekawsze, rząd Izraela kazał AIPAC-owcom nie buczeć i nie krzyczeć "you suck!" podczas przemówienia amerykańskiego (p)rezydenta. 97 proc. sali dostosowało się do zalecenia i oklaskiwała Obamę, bo ponoć "posłuchał Netanjahu" i mocno zmodyfikował plan "pokojowy".

Na czym polegają te  modyfikacje? Obama powiedział, że granica izraelsko-palestyńska nie będzie w całości się pokrywała z liną rozejmową z 1949 r. (mylnie nazywaną "granicą Palestyny z 1967 r.), co w sumie wie każdy średnio rozgarnięty ekspert. Ponadto, Izrael obsadzi granicę palestyńsko-jordańską - to rzeczywiście duża zmiana. Po trzecie, Obama powiedział, że Hamas to organizacja terrorystyczna. AIPAC-owcy mu klaskali, z tego powodu, ale to przecież Obama (według Abbasa) stał za wejściem przez Fatah z koalicję z tymże samymi strasznymi terrorystami z Hamasu.

Wygląda więc na to, że Netanjahu zaakceptował przyszłe powstanie państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu i Strefie Gazy, tylko miał pretensję do kilku szczegółów. Tak samo postąpili Peres i Rabin w przypadku tragicznego procesu "pokojowego" z Oslo (efekt: druga Intifada), Barak w przypadku odwrotu z południowego Libanu (efekt: druga wojna libańska z 2006 r.), Szaron w przypadku odwrotu ze Strefy Gazy (efekt: operacja Płynny Ołów z 2008 r.). Z tej grupy Barak jest teraz ministrem obrony, Peres jest prezydentem, Rabin został zastrzelony (bo chciał się z tego wycofać), Szaron leży w śpiączce (po wypiciu kieliszka wina z Peresem i kilku aferach korupcyjnych). Zobaczymy co spotka Netanjahu: światowe splendory czy też... Oraz kiedy obecna faza procesu "pokojowego" zaowocuje wojną na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie.

sobota, 21 maja 2011
Obama vs Izrael

Denerwuje mnie dziennikarska ignorancja. We wszystkich mediach można przeczytać/usłyszeć, że plan Obamy przewiduje powstania "państwa palestyńskiego w granicach z 1967 r.". Może by ktoś tym baranom wyjaśnił, że w 1967 r., ani nigdy wcześniej nie istniało żadne państwo palestyńskie? Słyszałem wypowiedź Obamy i mówił tam wyraźnie, że granice przyszłego państwa palestyńskiego powinny zostać oparte na "1967 lines". To też nieprecyzyjna definicja, ale nich mu będzie - jego plan i tak jest kretyński. Dlaczego tak sądzę? Bo przewiduje on, że Izrael zrzeknie się strategicznych terenów na Zachodnim Brzegu ("największej naturalnej bariery przeciwpancernej" jak się nieco na wyrost chwalą izraelscy generałowie) oraz kontroli nad granicą z Jordanią (gdzie haszymidzką dynastię może za parę lat szlag trafić i wówczas wolny korytarz od Iranu po Jerozolimę), wchodnich dzielnic Jerozolimy - i przekaże je w ręce Hamasu i jego koalicjantów z Hamasu. Obama twierdzi, że w jego planie państwo palestyńskie będzie zdemilitaryzowane. Czy on wraz z Brzezińskim na głowę upadli? Zdemilitaryzowane państwo na Bliskim Wschodzie?! Skutki polityki Obamy są jak na razie takie, że wszyscy bliskowschodni przywódcy mają w d... co mówi Obama.

A co do Netanjahu - nie wiem, czemu się oburza na plan Obamy. Do tego przecież dążyły kolejne amerykańskie oraz europejskie administracje przez ostatnie 20 lat. A godzili się na to izraelscy politycy.

W każdym bądź razie - Izrael będzie za chwile totalnie wyizolowany dyplomatycznie i zapędzony do kąta. Co będzie niebezpieczne dla Bliskiego Wschodu. A przyczynili się do tego mocno miejscowi sprzedajni politycy. A także liberalni amerykańscy Żydzi, którzy masowo głosowali na Obamę w 2008 r.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, poparł plan Obamy, choć byłoby bardziej wskazane, żeby siedział cicho albo zaprotestował i ubił jakiś deal z Izraelczykami (którzy desperacko szukają sojuszników...). No cóż, to gostek, który jednocześnie cenzuruje internet razem ze swoim kumplem Roehmanem Goertichem posługując się pałką "antysemityzmu".

Al-Awlaki jako bojownik o tolerancję

Anawar al-Awlaki, jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata jadł kolację w Pentagonie w styczniu 2002 r. Był tam zaproszony w ramach polityki "dotarcia do serc i umysłów muzułmanów" jako ekspert, który pomoże w USA zasypywać podziały między muzułmanami a całą resztą. Ponoć jego prezentacja wywołała wówczas furrorę.

niedziela, 15 maja 2011
Bleiburg - chorwacki Katyń

Zbliża się rocznica chorwackiego Katynia, czyli masakry w Bleiburgu. W tej austriackiej miejscowości Brytyjczycy przekazali komunistom Tity nawet do 300 tys. chorwackich, bośniackich, słoweńskich i węgierskich jeńców (a także grupę serbskich czetników) komunistycznym oprawcom. W marszach śmierci i masakrach, które były wynikiem zbrodniczej decyzji naszego "sojusznika" zginęli prawie wszyscy jeńcy przekazani komunistom. Część ruso- i serbofili się oburzy, że przecież chorwaccy ustasze byli zbrodniarzami. Problem w tym, że Bleiburgu zbrodniarzy był mniej niż promil - i to zbrodniarzy najniższej rangi. Reszta to chorwacka elita, patrioci broniący swojego państwa, zwykli żołnierze z poboru i cywile uciekający przed komunistami. Masowe groby tych ludzi są odkrywane w całej Jugosławii. Ale dawny system się broni. W postkomunistycznej Chorwacji np. "zaginęły" akta specjalnej komisji badającej w latach '90-tych sprawę tych masakr.

Tak wyglądały zeszłoroczne obchody bleiburskiej rocznicy. Byłem na nich, jak pewnie pamiętacie.

Wpis na facebookowym profilu jednego z Chorwatów: "Bleiburg=Katyn. Avenge both of them!"

15:50, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (5) »
Nakba i anty-Nakba

Arabowie wspominają dzisiaj Nakbę, a robią to szturmując granice Izraela. W Tel-Awiwie nawet jeden z nich "wpadł w drogowy" szał i próbował rozjeżdżać ludzi, jak rozbił auto to krzyczał "Allahu akbar!", ale jak policja go złapała, to ściemniał, że stracił kontrolę nad pojazdem... To wszystko oczywiście w ramach dyplomatycznej ofensywy Fatahu i Hamasu - uznali, że po śmierci bin Ladena warto przypomnieć światu o prawie Palestyńczyków do posiadania własnego państwa rządzonego przez Fatah i Hamas.

Warto przypomnieć jednak Nakbie a rebours. Czyli wypędzeniu o wypędzeniu sefardyjskich Żydów z krajów arabskich. Dane ONZ 1949 r. mówią o 472 tys. palestyńskich uchodźcach. Jednocześnie kilkaset tysięcy sefardyjczyków (nieco przesadzone izraelskie dane mówią nawet o 820 tys.) zostało wypędzonych ze swoich domów i straciło majątki, trafiając do państwa Izrael, w którym aż do objęcia rządów przez Menahema Begina w 1977 r. byli traktowani jak obywatele drugiej katagorii. Wcześniej wielu z nich żyło się wśrod Arabów, według żydowskich historyków "lepiej niż w Europie Wschodniej". 99 proc. z wypędzonych sefardyjczyków nie myślało nawet wcześniej o żadnym syjonizmie, czy powrocie do Izraela. Były to głównie tradycyjne, religijne wspólnoty, lojalne wobec islamskich władców. Cierpieli za coś, czego nie popierali.

sobota, 14 maja 2011
Egipt: kandydat Bractwa i Koptowie

Bractwo Muzułmańskie ma swojego nieoficjalnego kandydata na prezydenta Egiptu. To Abdel Moneim Abdoul Fotouh, przewodniczący Egipskiego Stowarzyszenia Lekarzy i były członek władz Bractwa. Kilka miesięcy temu pisał w "Washington Post", że Bractwo nie jest wrogie USA, bo chce tylko walczyć z tyrańskimi rządami, tak jak Amerykanie.

Dla kontrastu z tezami dra Fotouha, wywiad z mieszkającym w Polsce Koptem zamieszczony w "Naszym Dzienniku", gazecie idącej od jakiegoś czasu w neokonserwatywne klimaty. Na zachętę fragmenty:

"Żyjąc 1400 lat pod panowaniem muzułmanów, moi współbracia w Egipcie już tak do tego przywykli, że nawet nie odbierają takich zachowań jako prześladowania. Prawda jest jednak taka, że w Egipcie katolicy nie są uznawani przez władze za pełnoprawnych obywateli. Po latach dyskryminacji Koptowie przywykli do tego, że pewne zawody są tam zabronione dla chrześcijan, m.in. zawód lekarza ginekologa czy nauczyciela języka arabskiego. Dlatego też ja nie mogę wykonywać w Egipcie zawodu dyrygenta.
Jak chrześcijanie radzą sobie z taką dyskryminacją?
- Każda sytuacja ma jakieś dobre strony, bowiem zakaz wykonywania pewnych zawodów przez chrześcijan sprawił, że byli wręcz zmuszeni do zakładania własnej działalności gospodarczej. Dzięki temu, mimo że jesteśmy mniejszością religijną i społeczną, to właśnie chrześcijanie stanowią większość wśród przedsiębiorców - ok. 60-procentową - i płacą największą część podatków do budżetu. Ta silna pozycja chrześcijan w biznesie również bardzo denerwuje muzułmanów. Dlatego zdarza się, że chrześcijańscy przedsiębiorcy nękani są przez urzędników skarbowych, ale w związku z tym, że handel opiera się na zasadach międzynarodowych, nie ma poważniejszych przeszkód w jego prowadzeniu. Jednak to, że tak wielu chrześcijan jest przedsiębiorcami, nie oznacza, że są milionerami, ale dzięki swojej pracy mogą godnie żyć. Dzielą się też z innymi. W Egipcie problemem jest duża liczba analfabetów, sięgająca 52 proc. mieszkańców. Tylko 5 proc. społeczeństwa ma dostęp do internetu. Wśród chrześcijan nie występuje problem analfabetyzmu, bo pomagamy sobie nawzajem, także dostęp do internetu jest najbardziej rozpowszechniony wśród chrześcijan.
(...)
Prawda jest taka, że islam jest religią nietolerancyjną wobec innych religii. Muzułmanin jest bardzo miłym człowiekiem, dopóki nie jest zbyt religijny. A przecież w innych religiach, zwłaszcza w chrześcijaństwie, jest odwrotnie - im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym jest lepszy dla innych ludzi. Przed kilkoma dniami muzułmanie zaatakowali kościół w Kairze, bo rzekomo była tam przetrzymywana dziewczyna, która chciała rozwieść się z mężem chrześcijaninem i wyjść za muzułmanina, a w związku z tym przejść na islam. Koptyjscy duchowni dali jej schronienie, bo nie miała gdzie mieszkać, ale w budynku obok Kościoła, a mimo to muzułmanie spalili świątynię. Dla nich po prostu każdy powód jest dobry, by spalić kościół. W Egipcie często mówi się, że przemoc wobec chrześcijan jest inspirowana nie przez miejscowych muzułmanów, lecz przez "siły zewnętrzne". A czyż od czasu podboju Egiptu przez Arabów na nasz kraj ciągle nie oddziałują te same siły z zewnątrz? Przy takim nastawieniu zawsze jakiś powód do ataków na chrześcijan się znajdzie. Przed kilkoma dniami muzułmanie wyszli na ulice i okrzyknęli Osamę bin Ladena świętym, a następnie spalili kolejny kościół, żeby "uczcić" zabitego terrorystę... Znając zachowanie muzułmanów, dziwię się, że w Warszawie pozwolono na budowę meczetu."
czwartek, 12 maja 2011
Istota sanacji
Powyższe klipy, fragment filmu Ryszarda Filipskiego "Zamach stanu" (scenariusz ubeka Ryszarda Gontarza) przytaczam z okazji piłsudczykowskiego święta, czyli 12 maja, w 75-tą rocznicę zniszczenia sejmokracji przez wojska wierne Marszałkowi. Film ten pokazuje jak różnie można odbierać propagandę - komuniści chcieli w tym obrazie atakować Piłsudskiego, wskazując, że tępił "postępową lewicę". Większość osób, które go obejrzała (w tym autor tych słów) strasznie się jednak nakręciła, jaka to sanacja była fajna - bo tłukli komuchów. Na pierwszym video polecam fragment z konserwatystami od 3:50  wyjątkowo trafne słowa o endecji! Następnieo od 7:20, a na drugim od 5:50 - scena gdy policjanci ministra Składkowskiego pacyfikują komunistycznego posła Sylwestra Wojewódzkiego (jakiś krewny Kuby?). Co by nie powiedzić o Moczarowcach - znali się na kinie lepiej niż Wajda.

 Rządy sanacji były bardzo pięknym okresem, choćby dlatego, że patrioci tłukli wówczas różnych moskiewskich sk...synów. Dzisiaj niestety jest odwrotnie, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni. Jak mówi piłsudczykowska pieśń:

"Nadejdą czasy/gdy te kut*sy, będą przed nami na baczność stać/ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem Ruskich po gębach prać" :)
18:10, foxmulder2 , Historia
Link Komentarze (12) »
środa, 11 maja 2011
Tajemnice willi bin Ladena + Sojusz z Bractwem

saleh

Powyżej: Amrullah Saleh, szef afgańskiego wywiadu, który w 2007 r. namierzył bin Ladena w willi w Abbotabadzie

Cztery lata temu afgańskie służby ustaliły, że Osama bin Laden mieszka w willi w Abbotabadzie. Powiadomiły o tym prezydenta Pakistanu gen. Perveza Musharrafa. On wyśmiał podsunięty mu trop. W tej historii jest jednak jedna zadziwiająca rzecz - ISI nie ewakuowała bin Ladena z "willi szczęścia", choć nawet afgańskie służby potrafił go tam zlokalizować. Co tam afgańskie służby! W 2008 r. dziennikarka CNN Christiane Amanpour stwierdziła, że według jej informatorów Osama żyje sobie spokojnie w willi w Pakistanie. Wcześniej pojawiały się raporty, że Mułła Omar, mieszka w podobnej willi w Quetta lub w Karaczi. Amerykanie przyciskają teraz do muru Pakistańczyków, by im wydali Omara, al-Zawahiriego i el-Adela. Może by spytali Afgańczyków albo zrobili prasówkę?

Krótki przegląd wiadomości z Bliskiego Wschodu:

Obama, a raczej ludzie pociągający za szunereczki u jego rękawów, stawia na porozumienie USA z Bractwem Muzułmańskim. To dlatego koniukturaliści i złodzieje z Fatahu porozumiały się z Hamasem. Obama dążył już do współpracy z Bractwem od początku swojej kadencji. To dlatego zdecydowano się na obalenie Mubaraka. Pytanie tylko po co? Bush jeden wie, a Netanjahu jest pewnie na skraju zawału lub innej śpiączki.

W Libii kicha totalna. I to nie tylko z powodu wyjazdu Sikorskiego. Kaddafi się gdzieś schował i go trudno trafić, a działania NATO są jakieś niemrawe.

Hamas ma przesunąć kwaterę główną z Damaszku to Gazy, na co zielone światło daje Egipt. Wysłannik Assada grozi w mediach wojną Izraelowi.

wtorek, 10 maja 2011
Nuklearna rozgrywka z bin Ladenem cz. 3 - "Let one happen..."



Kto w tej rozgrywce był Jokerem, kto Harveyem Dentem, a kto Mrocznym Rycerzem? Łukasz Czajka typuje Busha jako trzecią z tych postaci... Moim zdaniem Osama był Two Face'em. Tylko Putin nie pasuje do bycia Jokerem - wyobrażacie sobie jak mówi: "Why so serious?".

Kolejna poszlaka w sprawie atomowej rozgrywki, której uczestnikami były służby USA, Rosji oraz al-Kaida.

11 lub 12 VIII 2001r. uwięziony w Toronto amerykański obywatel Delmart Vreeland przekazał strażnikom notatkę w zamkniętym i opieczętowanym pojemniku. Mieli go otworzyć, gdy w wyznaczonym czasie nie zgłosi się po niego odbiorca. Gdy 14 IX 2001r. Kanadyjczycy otworzyli pojemnik, ich oczom ukazała się odręcznie spisana notatka z ostrzeżeniami przed zamachami terrorystycznymi. Na długiej liście celów znalazło się WTC. Opatrzone to było komentarzem: ,,Let one happen, stop the rest!”

   Vreeland czekał w areszcie na ekstradycję do USA za fałszowanie kart kredytowych. Twierdził jednak, że jest agentem Wywiadu Marynarki Wojennej i  został w tę sprawę wrobiony. US Navy przyznała, że Vreeland w niej służył, ale w 1986r. i został szybko wyrzucony. Miał być też wielokrotnym przestępcą. On z kolei przyznawał się jedynie do jazdy po pijanemu. Twierdził, że wrócił z Moskwy z tajnej misji związanej z programem ,,Gwiezdnych Wojen” i szpiegowaniem rosyjskich naukowców z Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Gdy dowiedział się, że w 8 dni po jego aresztowaniu w dn. 10 XII 2000r. zmarł jego przyjaciel Mark Bastien- pracownik ambasady kanadyjskiej w Moskwie i agent CSIS, stwierdził że został on otruty, co później wykazała sekcja zwłok. Ostatecznie przekonał kanadyjski sąd, gdy jego adwokaci 10 I 2002r. zadzwonili z sali sądowej do dyspozytorki Pentagonu a ona potwierdziła, że por. Delmart Vreeland ma tam swoje biuro i jeszcze podała numer wewnętrzny do niego. Vreeland został wypuszczony z aresztu i zyskał tymczasowy azyl.

    Skąd wiedział o zamachach na WTC? Powoływał się na wykradziony przez jednego z amerykańskich agentów list Udaja Husajna do Władymira Putina. A właściwie ostatnią stronę tego listu. Jest on napisany po rosyjsku przez osobę nie znającą dobrze tego języka – pomieszane czasy, wtrącenia angielskich terminów, ale wziętych z brytyjskiego angielskiego, czyli inaczej mówiąc, to prawdopodobne, że mógł ona zostać napisany przez osobę o umysłowości Udaja. Nosi ona datę 9 VI 2000r. W liście tym jest mowa o tym, że ,,nasi bracia w wierze” przeprowadzą zamachy w USA. WTC, Pentagon i Three Mile Island ,,nie zostaną chybione” a pozbawieni śladów Amerykanie oskarżą Osamę. Chiny przystąpią do WTO a Rosja uzyska korzyści w Europie. ( Udaj mógłby jeszcze dodać: Amerykanie napadną na mój kraj, rozwalą mnie za pomocą rakiet Hellfire a ciało pokażą telewizji.) Mowa jest tam jeszcze o "tych bombach atomowych, co zostały przekazane terrorystom, choć oficjalnie zostały skradzione" oraz o tym, że Mark Bastien zginie a Delmart Vreeland będzie miał zszarganą reputację.

      Bardzo dziwny list.  Niektórzy sugerują, że to fałszywka przygotowana dla zysku przez Vreelanda. Inni sądzą, że zrobił on to, by za pomocą kontrolowanego niszczenia reputacji ocalić własne życie. Jednakże wiele innych twierdzeń Vreelanda zostało pozytywnie zweryfikowanych, choć były one dziwne. Wiedział on o zamachach na WTC – a plan ten poznał w Moskwie. Oznacza to więc, że w Moskwie wiedziano o tym co ma nastąpić.

      Czy list Udaja do Putina wskazuje na związki Iraku z Al.-Qaedą? Zauważmy, że Udaj nazywa terrorystów ,,naszymi braćmi w wierze” (dziwne sformułowanie, gdyż Udaj był... ateistą) a nie ,,naszymi ludźmi”. Wiele dowodów rzekomej współpracy Iraku z Al.-Qaedą zostało z łatwością obalonych. Bardzo jest jednak prawdopodobne, że Irak miał swoich agentów w Al.-Qaedzie, którzy donosili Saddamowi o działaniach tej nie darzonej przez niego ufnością organizacji. Z tego źródła mógł Udaj zaciągnąć swą wiedzę.

Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y