sobota, 02 lipca 2011
Dlaczego USA dialogują z Bractwem Muzułmańskim?

Amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton ogłosiła WZNOWIENIE dialogu z Bractwem Muzułmańskim. Bractwo powitało tę deklarację z zadowoleniem. Niektórzy oburzają się na to, że USA weszły w konszachty z "największym wrogiem naszej cywilizacji", czyli "islamofaszystami" (kretyńskie określenie). Problem jest taki, że USA wcale nie postrzegają islamskich fundamentalistów za swojego pierwszorzędnego, egzystencjalnego wroga. I mają poniekąd sporo racji.

Jeden z historyków zwrócił uwagę, że Północ prowadziła wojnę secesyjną z jedną ręką schowaną za plecami. Gdy Południe walcząc o przeżycie mobilizowało wszystkie zasoby, wielu młodych mężczyzn z Północy nie służyło w armii. Druga wojna światowa - dla europejskich potęg krańcowy wysiłek, była dla Stanów Zjednoczonych głównie czasem prosperity. Zimna Wojna? Śmiech na sali. Jak to ujął Robert Kiyosaki: Sowieci utrzymywali się przy życiu jedynie dzięki technologiom, które pozwoliliśmy im ukraść, a tak sami niczego nie potrafili wymyśleć...

A teraz spójrzmy na Bractwo Muzułmańskie, islamskich fundamentalistów, a nawet na cały świat islamu: Czy ta schyłkowa cywilizacja, zdolna jedynie do korzystania z wynalazków Zachodu, stanowi egzystencjonalne zagrożenie dla USA? Czy rozpieprzenie dwóch wieżowców w poważny sposób uszczupliło potęgę USA? Do ilu zamachów terrorystycznych doszło na amerykańskiej ziemi po 11 IX 2001 r.? Ilu żołnierzy trzymają w Afganistanie - śmiesznie mało i już się wycofują... Radykalny islam to problem dla Izraela, Indii, Rosji a przede wszystkim dla Europy Zachodniej - która się sama podkłada islamskim fundamentalistom w imię politycznej poprawności. Ale amerykańscy politycy nie postrzegają hydry muzułmańskiego terroryzmu jako stugłowego smoka, ale jak szczura. Są więc niezmiernie elastyczni w swojej bliskowschodniej polityce utrzymując na przemian dobre kontakty  z Izraelem jak i Arabią Saudyjską, Saddamem i Assadem, ajatollahami i świeckimi dyktaturami. To nie tylko polityka obecnej administracji - to się ciągnie od czasów Roosevelta.

Izrael, Grecja i Turcja razem

Inwestowanie przez rząd Netanyahu w stosunki z Grecją opłaca się: greccy komandosi zajęli statki "Flotylli Wolności" i nie pozwalają im odpłynąć z portu. Izrael uzyskał również wsparcia w walce z międzynarodowym lewactwem od Turcji. Tureckie wojskowe służby MIT (obecnie kontrolowane przez AKP), ostrzegły swoich ludzi z ruchu IHH, by nie robili żadnych antyizraelskich zadym. Tymczasem turecka policja kwestionuje to, że doszło do sabotażu na irlandzkim statku flotylii - wykryte uszkodzenia wystąpiły przed zawinięciem tego okrętu do tureckiego portu i miały jakoby rzekomo być efektem wypadku. Powstała więc bardzo egzotyczna koalicja: Izrael-Grecja-Turcja. Coś w stylu: Jews & Nazis Unt. and Win! :)

Apropos moich ostatnich doniesień z Iranu: państwowa irańska telewizja ocenzurowała niedawno wystąpienie prezydenta Ahmadinedżada. Nawet TuSSk by tego nie zrobił Kaczyńskiemu...

piątek, 01 lipca 2011
USA i Bractwo + Irański MAD + Niepotrzebna Flotylla

iranHillary Clinton biadając nad stanem węgierskiej demokracji powiedziała, że rząd USA WZNOWI stosunki z Bractwem Muzułmańskim. Później tłumaczyła się, że nie do końca wznowi, bo utrzymuje je sporadycznie od jakiegoś czasu... Jednocześnie dla picu przedstawiła plan reform w Syrii - już widzę, jak Assad go wdraża...

iran

Iran poczyna sobie coraz ciekawej rozwijając swój arsenał rakietowy. Brytyjskie MSZ ostrzegło, że Teheran ma już pociski zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych. Na jesieni zeszłego roku, według Izraelczyków, jakoby rzekomo dowiedział się o tym Putin. Powiadomił Obamę i Netanjahu, ale jednocześnie poprosił ich o milczenie w tej sprawie, bo za pomocą swoich resetowych magicznych zdolności przekona Irańczyków, by tych rakiet nie produkowali. Reset resetem, a Izrael już powoli zmienia strategię wobec Iranu. Puszczają do prasy przecieki, że plany ataku lotniczego na irańskie instalacje są odłożone ad acta, teraz trzeba stawiać na łodzie podwodne - czyli doktryna MAD.

A Flotylla sobie płynie (pomimo sabotaży Mossadu). Na jednym ze statków moja ulubiona aktywistka Ewa Jasiewicz (pozdrawiam! :). Tymczasem sami Palestyńczycy z Gazy wskazują, że dowożenie im pomocy przez jakieś lewackie stateczki mija się z celem. Strefa Gazy nie ma żadnego problemu z importem - ma natomiast zablokowany eksport, i tu jest pies pogrzebany...

środa, 29 czerwca 2011
Iran: Ahmadinedżad zagrożony

ahmadinejad

Powyżej: Politbiuro przed czystką?

W Iranie walka o władzę przybrała zaskakujący obrót: Ahamdinedżad może przestać być prezydentem. Wszystko za sprawą jego najbliższego politycznego powiernika, byłego szefa prezydenckiej kancelarii Esfandiara Rahima-Mashaee. Mashaee, podobnie jak Ahmadinedżad, były oficer służb wywiadowczych poważnie podpadł ajatollahom. Z jednej strony wykreował Ahmadinedżada na gwiazdorskiego, ludowego prezydenta cieszącego się autentycznym poparciem wielu Irańczyków, z drugiej  kreował politykę historyczną odwołującą się do "nacjonalistycznej" perskiej przeszłości Iranu. Miarka się przebrała, gdy Ahmadinedżad wyrzucił namaszczonego przez Khameneiego ministra wywiadu. Wówczas Mashaee stracił stanowisko i został oskarżony przez Najwyższego Przywódcę Duchowego o... czary oraz kontaktowanie się z dżinami. Teraz zaciska się wokół niego poważniejsza pętla - wsadzają jego ludzi do więzienia za korupcję. Celem tej kampanii jest Mahmud Sabourdżian vel Ahmadinedżad, gdyż zbytnio wybił się na samodzielność. 

A mnie ciekawi, jak teraz Ahmadinedżada będą przedstawiać media?

sobota, 25 czerwca 2011
Turcja oraz Izrael przeciw Syrii

Turcy dokonali niesamowitego zwrotu. Zaczęło się od tego, że odwołali swój udział w najnowszej "pacyfistycznej" flotylii płynącej do Gazy - tym samym zabijając całą imprezę. Później doszło do tajnych negocjacji turecko-izraelskich prowadzonych pod egidą USA. Teraz Turcja wznowiła współpracę militarną i wywiadowczą z Izraelem. Czemu to robi? Odpowiedź jest prosta: Syria. Turcy chcą w ciągu pół roku obalić Assada. Izrael się na to zgadza. Co więcej rząd Netanjahu zaakceptował turecki warunek mówiący o stworzeniu wspólnego rządu przez Fatah i Hamas.

Moim zdaniem Turcja mogłaby sobie samodzielnie poradzić z Syrią. Zwłaszcza w warunkach wewnętrznej rebelii w Syrii.

środa, 22 czerwca 2011
Syria i Libia: wieści z frontu

 W Syrii Assad zapewnia, że naród go kocha. I w ramach polityki miłości wojsko urządza obławy na uchodźców spieprzających do Turcji oraz kontynuuje brutalną pacyfikację miast, miasteczek i wsi na północy kraju. Co ciekawe do antyassadowskiej opozycji przyłączyły się nawet niektóre palestyńskie grupy. Nad północną Syrią latają tureckie śmigłowce - zarówno w ramach misji zwiadowczych jak i humanitarnych (zrzucają jedzenie i wodę uchodźcom błąkającym się po pustkowiu). Turecki rząd ostrzega Assada: masz mniej niż tydzień, by się poprawić. Do baz w Turcji napływają wojska innych państw NATO. Interwencja w tej chwili wydaje się mało prawdopodobna, Obama miękko traktuje Assada.

Co ciekawe Meir Dagan, były szef Mossadu, wbrew licznym mędrkom uważającym, że obalanie Assada nie jest w interesie Izraela, twierdzi, że syryjski reżim należy obalić i zastąpić sunnicką władzą. Jeden z powodów: straci na tym Hezbollah oraz Iran. Uważam tak samo. W 2003 r. nie trzeba było bombardować Bagdadu tylko Damaszek. Saddam był politykiem, który mógł się z Zachodem dogadać. Assad jest gostkiem, który Zachód zwodzi.

Nasilają się pogłoski o szykowanym na jesień amerykańskim desancie w Libii. Byłby on z pewnością zabójczy dla sił Kaddafiego - bo na razie NATO angażuje się w wojnę jedynie czubkiem paznokcia. Ot z konfliktu wycofują się Włochy, które chyba tam żadnej akcji bojowej nie dokonały...

piątek, 17 czerwca 2011
The Michel Aoun Project - Aoun libańskim Giertychem?

Miłośnikom tematyki libańskiej polecam film dokumentalny "The Michel Aoun Project". Mimo, że wydawało mi się, że wiem o libańskiej wojnie domowej już dostatecznie dużo - po jego obejrzeniu uznałem, że to wciąż za mało. Autorzy sugerują szokującą tezę - generał Aoun od początku do końca był syryjskim agentem, który miał zniszczyć od środka obóz libańskich chrześcijan. Po roku 2005 r. zaczął wykonywać to zadanie ponownie, ale już z otwartą przyłbicą. Wyraźne analogię z prosowiecką, endecką rodziną G., która odgrywała podobną rolę na polskiej prawicy. Cały film do obejrzenia - tutaj. (Link podesłany przez życzliwego czytelnika).

Baj de łej - w Libanie mają właśnie najbardziej prosyryjski rząd od połowy lat '80-tych. Stronnictwo Aouna odgrywa w nim ważną rolę.
wtorek, 14 czerwca 2011
Turecka rozgrywa w Syrii + wakacyjne sprzątanie
akp

Jak się można było spodziewać AKP premiera Erdogana odniosła po raz trzeci z rzędu piorunujące zwycięstwo w wyborach - mimo, że straciła nieco miejsc w parlamencie i nie będzie w stanie samodzielnie zmienić konstytucji. I co się dziwić wciąż ogromnemu poparciu dla AKP - pod rządami tej partii Turcja bardzo dynamicznie rozwija się gospodarczo, ogrywa wszystkich dyplomatycznie, staje się na powrót bliskowschodnim liderem. Turkom podoba się też demontaż Głębokiego Państwa i umiarkowany konserwatyzm AKP. Krytycy AKP mówiący o pełzającej reislamizacji Turcji nie do końca mają rację. Partia ta jest kontrolowana przez ruch szejka Gullena, który reprezentuje klasycznego sunnickiego islamu, ale raczej różne dziwne prądy z jego obrzeża. Co ciekawe ruch Gullena był produktem Głębokiego Państwa, tureckie służby MIT używały go jako przykrywkę do swej zagranicznej działalności. Dlatego też działalność AKP nie została w porę powstrzymana przez wojsko. Kiedy ta partia doszła do władzy zaczęła pożerać Głębokie Państwo rozpętując lipną aferę Ergenekonu. Baj de łej - do tureckiego parlamentu dostała się spora grupka posłów oskarżonych o współpracę z Ergenekonem, niezły pretekst do czystek. 

AKP reprezentuje program neottomański. I to ma duże szanse na sukces. Dzięki sprowokowaniu masakry na Mavi Marmara Turcja może się przedstawiać jako główny obrońca Palestyńczyków. Kryzys w Grecji usunął zagrożenie z Zachodu a fala rewolucji osłabiła konkurentów ze świata arabskiego takich jak Syria czy Egipt. Turcy zaczynają też odbudowywać swoją pozycję na Bałkanach. 

Ciekawie zapowiada się turecka polityka wobec Syrii. Gdy syryjska rewolucja zaczęła przygasać, doszło do niespodziewanej eskalacji na północy. W mieście Jisr a-Shugur "nieznani sprawcy" zabili w zasadzce 120 agentów bezpieki i żołnierzy. Doszło do krwawej pacyfikacji miasta i jego okolic przez syryjski aparat przemocy. Turecki rząd przeprowadził antysyryjską ofensywę dyplomatyczną i... posłał siły specjalne do Syrii! W sposób wyraźny Turcja dokonuje destabilizacji konkurenta w walce o przywództwo na Bliskim Wschodzie. Assad, po dokonanych przez siebie masakrach, nie będzie miał już pola manewru w zwodzeniu Zachodu. Nie będzie mógł się również dłużej przedstawiać za granicą jako "obrońca arabskiego ludu". Będzie już tylko i wyłącznie wasalem Teheranu. 

Tymczasem w niebezpieczną grę zaangażowała się egipska junta:
rozpętała aferę szpiegowską wymierzoną w Izrael. Jednocześnie egispkie media straszą naród, że Żydzi trują ich skażonym ziarnem. A służby junty wysłały do Gazy delegację Bractwa Muzułmańskiego na rozmowy z Hamasem.

Z rzeczy, które wydarzyły, się gdy byłem w Rumunii (więc nie mam z nimi nic wspólnego), a są warte odnotowania:

Zginął Mohamed Fazul - bardzo zdolny terrorysta afrykańskiej al-Kaidy. Dziwna sprawa: zastrzelony został na checkpoincie przez somalijską armię, kontrolującą mały skrawek Mogadishu. Ciut wcześniej zginął somalijski minister spraw wewnętrznych - atak samobójczy dokonany przez jego własną kuzynkę. Ktoś zwija jakąś operację specjalną...

Zastrzelono również płka Jurija Budanowa - rosyjskiego wojskowego skazanego za brutalny gwałt oraz morderstwo w Czeczenii i zarazem bohatera rosyjskiej larkowskopodobnej skrajnej prawicy. Jeśli zastrzelili go autentyczni czeczeńscy patrioci, to im gratuluję, jeśli kadyrowcy, to oznacza, że Rosja traci kontrolę nad Północnym Kaukazem. Budanow miał pogrzeb z honorami wojskowymi.
środa, 01 czerwca 2011
Kaddafi za Assada + Kapitulacja Netanjahu
Pamiętacie jak jakiś czas temu libijski reżim oburzył się, że Kaddafiego zaczął ścigać MTK? Co wtedy powiedzieli Libijczycy? "Przecież Assad robi to samo i nikt go nie ściga". Czemu użyli tak kuriozalnego argumentu? Bo USA dogadały się z Rosją na zasadzie: Kaddafia za Assada. Czyli Kreml pozwoli Zachodowi obalić Kaddafiego (o ile oczywiście NATO skończy z minimalistycznym zaangażowaniem w Libii i zacznie robić coś konkretnego), a Zachód da spokój Assadowi. 

Syryjska rewolucja jest już i tak bliska smutnego końca. Wojsko i bezpieka tłumią rebelię w brutalny sposób (np. zamęczając dzieci w izbach tortur), przywódcy opozycji uciekli do libańskiego Trypolisu (bastionu Bractwa Muzułmańskiego) a Druzowie i chrześcijanie woleli się nie narażać i zachowywali się biernie...

Tymczasem w Izraelu dzieją się niezwykle interesujące rzeczy. NETANJAHU POPISUJE SIĘ ORATORSTWEM W KNESECIE I KONGRESIE MÓWIĄC, ŻE NIE ODDA NAWET PIĘDZI IZRAELSKIEJ ZIEMI, STAWI CZOŁA HAMASOWI ORAZ IRANU  ITP. TO WSZYSTKO LIPA POD PUBLICZKĘ. RZĄD NETANJAHU POSTĘPUJE DOKŁADNIE ODWROTNIE NIŻ MÓWI.

Według niedyskrecji izraelskich służb: Netanjahu przyjął egipski plan przewidujący otwarcie przejścia w Rafah  i zgodził się, by USA i Egipt doprowadziły do pojednania Fatahu z Hamasem. Egipskie służby obiecały mu, że będą kontrolować sytuację w Gazie i przy okazji Egipt weźmie na siebie aprowizację Strefy. To, że przy okazji Hamas sprowadza sobie tam duże partie rakiet,  Netanjahu już mniej obchodzi... Jak już wcześniej tutaj pisałem, Netanjahu zgadza się też na powstanie państwa palestyńskiego w granicach NIEWIELE odbiegających od linii rozejmowych z 1949 r. (kilkunastokilometrowe korekty to naprawdę kosmetyka). 

Również antyirańską retorykę izraelskiego rządu można tak naprawdę potłuc o kant d... Jak się bowiem dowiadujemy, tamtejsze rekiny biznesu dostarczają Irańczykom strategiczne materiały takie jak paliwo...

Antysemici bardzo się mylą. Żydzi nie są wcale mądrym narodem. Filosemici też są w błędzie. Semitom największe świństwa wyrządzają zazwyczaj nie antysemici, ale inni Semici.

środa, 25 maja 2011
Syria: bez komentarza
poniedziałek, 23 maja 2011
Kapitulacja Netanjahu

netanjahu


Obama przemówił do izraelskiej agentury lobby w USA, czyli organizacji AIPAC. Co w tym najciekawsze, rząd Izraela kazał AIPAC-owcom nie buczeć i nie krzyczeć "you suck!" podczas przemówienia amerykańskiego (p)rezydenta. 97 proc. sali dostosowało się do zalecenia i oklaskiwała Obamę, bo ponoć "posłuchał Netanjahu" i mocno zmodyfikował plan "pokojowy".

Na czym polegają te  modyfikacje? Obama powiedział, że granica izraelsko-palestyńska nie będzie w całości się pokrywała z liną rozejmową z 1949 r. (mylnie nazywaną "granicą Palestyny z 1967 r.), co w sumie wie każdy średnio rozgarnięty ekspert. Ponadto, Izrael obsadzi granicę palestyńsko-jordańską - to rzeczywiście duża zmiana. Po trzecie, Obama powiedział, że Hamas to organizacja terrorystyczna. AIPAC-owcy mu klaskali, z tego powodu, ale to przecież Obama (według Abbasa) stał za wejściem przez Fatah z koalicję z tymże samymi strasznymi terrorystami z Hamasu.

Wygląda więc na to, że Netanjahu zaakceptował przyszłe powstanie państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu i Strefie Gazy, tylko miał pretensję do kilku szczegółów. Tak samo postąpili Peres i Rabin w przypadku tragicznego procesu "pokojowego" z Oslo (efekt: druga Intifada), Barak w przypadku odwrotu z południowego Libanu (efekt: druga wojna libańska z 2006 r.), Szaron w przypadku odwrotu ze Strefy Gazy (efekt: operacja Płynny Ołów z 2008 r.). Z tej grupy Barak jest teraz ministrem obrony, Peres jest prezydentem, Rabin został zastrzelony (bo chciał się z tego wycofać), Szaron leży w śpiączce (po wypiciu kieliszka wina z Peresem i kilku aferach korupcyjnych). Zobaczymy co spotka Netanjahu: światowe splendory czy też... Oraz kiedy obecna faza procesu "pokojowego" zaowocuje wojną na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie.

sobota, 21 maja 2011
Obama vs Izrael

Denerwuje mnie dziennikarska ignorancja. We wszystkich mediach można przeczytać/usłyszeć, że plan Obamy przewiduje powstania "państwa palestyńskiego w granicach z 1967 r.". Może by ktoś tym baranom wyjaśnił, że w 1967 r., ani nigdy wcześniej nie istniało żadne państwo palestyńskie? Słyszałem wypowiedź Obamy i mówił tam wyraźnie, że granice przyszłego państwa palestyńskiego powinny zostać oparte na "1967 lines". To też nieprecyzyjna definicja, ale nich mu będzie - jego plan i tak jest kretyński. Dlaczego tak sądzę? Bo przewiduje on, że Izrael zrzeknie się strategicznych terenów na Zachodnim Brzegu ("największej naturalnej bariery przeciwpancernej" jak się nieco na wyrost chwalą izraelscy generałowie) oraz kontroli nad granicą z Jordanią (gdzie haszymidzką dynastię może za parę lat szlag trafić i wówczas wolny korytarz od Iranu po Jerozolimę), wchodnich dzielnic Jerozolimy - i przekaże je w ręce Hamasu i jego koalicjantów z Hamasu. Obama twierdzi, że w jego planie państwo palestyńskie będzie zdemilitaryzowane. Czy on wraz z Brzezińskim na głowę upadli? Zdemilitaryzowane państwo na Bliskim Wschodzie?! Skutki polityki Obamy są jak na razie takie, że wszyscy bliskowschodni przywódcy mają w d... co mówi Obama.

A co do Netanjahu - nie wiem, czemu się oburza na plan Obamy. Do tego przecież dążyły kolejne amerykańskie oraz europejskie administracje przez ostatnie 20 lat. A godzili się na to izraelscy politycy.

W każdym bądź razie - Izrael będzie za chwile totalnie wyizolowany dyplomatycznie i zapędzony do kąta. Co będzie niebezpieczne dla Bliskiego Wschodu. A przyczynili się do tego mocno miejscowi sprzedajni politycy. A także liberalni amerykańscy Żydzi, którzy masowo głosowali na Obamę w 2008 r.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, poparł plan Obamy, choć byłoby bardziej wskazane, żeby siedział cicho albo zaprotestował i ubił jakiś deal z Izraelczykami (którzy desperacko szukają sojuszników...). No cóż, to gostek, który jednocześnie cenzuruje internet razem ze swoim kumplem Roehmanem Goertichem posługując się pałką "antysemityzmu".

Al-Awlaki jako bojownik o tolerancję

Anawar al-Awlaki, jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata jadł kolację w Pentagonie w styczniu 2002 r. Był tam zaproszony w ramach polityki "dotarcia do serc i umysłów muzułmanów" jako ekspert, który pomoże w USA zasypywać podziały między muzułmanami a całą resztą. Ponoć jego prezentacja wywołała wówczas furrorę.

niedziela, 15 maja 2011
Nakba i anty-Nakba

Arabowie wspominają dzisiaj Nakbę, a robią to szturmując granice Izraela. W Tel-Awiwie nawet jeden z nich "wpadł w drogowy" szał i próbował rozjeżdżać ludzi, jak rozbił auto to krzyczał "Allahu akbar!", ale jak policja go złapała, to ściemniał, że stracił kontrolę nad pojazdem... To wszystko oczywiście w ramach dyplomatycznej ofensywy Fatahu i Hamasu - uznali, że po śmierci bin Ladena warto przypomnieć światu o prawie Palestyńczyków do posiadania własnego państwa rządzonego przez Fatah i Hamas.

Warto przypomnieć jednak Nakbie a rebours. Czyli wypędzeniu o wypędzeniu sefardyjskich Żydów z krajów arabskich. Dane ONZ 1949 r. mówią o 472 tys. palestyńskich uchodźcach. Jednocześnie kilkaset tysięcy sefardyjczyków (nieco przesadzone izraelskie dane mówią nawet o 820 tys.) zostało wypędzonych ze swoich domów i straciło majątki, trafiając do państwa Izrael, w którym aż do objęcia rządów przez Menahema Begina w 1977 r. byli traktowani jak obywatele drugiej katagorii. Wcześniej wielu z nich żyło się wśrod Arabów, według żydowskich historyków "lepiej niż w Europie Wschodniej". 99 proc. z wypędzonych sefardyjczyków nie myślało nawet wcześniej o żadnym syjonizmie, czy powrocie do Izraela. Były to głównie tradycyjne, religijne wspólnoty, lojalne wobec islamskich władców. Cierpieli za coś, czego nie popierali.

sobota, 14 maja 2011
Egipt: kandydat Bractwa i Koptowie

Bractwo Muzułmańskie ma swojego nieoficjalnego kandydata na prezydenta Egiptu. To Abdel Moneim Abdoul Fotouh, przewodniczący Egipskiego Stowarzyszenia Lekarzy i były członek władz Bractwa. Kilka miesięcy temu pisał w "Washington Post", że Bractwo nie jest wrogie USA, bo chce tylko walczyć z tyrańskimi rządami, tak jak Amerykanie.

Dla kontrastu z tezami dra Fotouha, wywiad z mieszkającym w Polsce Koptem zamieszczony w "Naszym Dzienniku", gazecie idącej od jakiegoś czasu w neokonserwatywne klimaty. Na zachętę fragmenty:

"Żyjąc 1400 lat pod panowaniem muzułmanów, moi współbracia w Egipcie już tak do tego przywykli, że nawet nie odbierają takich zachowań jako prześladowania. Prawda jest jednak taka, że w Egipcie katolicy nie są uznawani przez władze za pełnoprawnych obywateli. Po latach dyskryminacji Koptowie przywykli do tego, że pewne zawody są tam zabronione dla chrześcijan, m.in. zawód lekarza ginekologa czy nauczyciela języka arabskiego. Dlatego też ja nie mogę wykonywać w Egipcie zawodu dyrygenta.
Jak chrześcijanie radzą sobie z taką dyskryminacją?
- Każda sytuacja ma jakieś dobre strony, bowiem zakaz wykonywania pewnych zawodów przez chrześcijan sprawił, że byli wręcz zmuszeni do zakładania własnej działalności gospodarczej. Dzięki temu, mimo że jesteśmy mniejszością religijną i społeczną, to właśnie chrześcijanie stanowią większość wśród przedsiębiorców - ok. 60-procentową - i płacą największą część podatków do budżetu. Ta silna pozycja chrześcijan w biznesie również bardzo denerwuje muzułmanów. Dlatego zdarza się, że chrześcijańscy przedsiębiorcy nękani są przez urzędników skarbowych, ale w związku z tym, że handel opiera się na zasadach międzynarodowych, nie ma poważniejszych przeszkód w jego prowadzeniu. Jednak to, że tak wielu chrześcijan jest przedsiębiorcami, nie oznacza, że są milionerami, ale dzięki swojej pracy mogą godnie żyć. Dzielą się też z innymi. W Egipcie problemem jest duża liczba analfabetów, sięgająca 52 proc. mieszkańców. Tylko 5 proc. społeczeństwa ma dostęp do internetu. Wśród chrześcijan nie występuje problem analfabetyzmu, bo pomagamy sobie nawzajem, także dostęp do internetu jest najbardziej rozpowszechniony wśród chrześcijan.
(...)
Prawda jest taka, że islam jest religią nietolerancyjną wobec innych religii. Muzułmanin jest bardzo miłym człowiekiem, dopóki nie jest zbyt religijny. A przecież w innych religiach, zwłaszcza w chrześcijaństwie, jest odwrotnie - im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym jest lepszy dla innych ludzi. Przed kilkoma dniami muzułmanie zaatakowali kościół w Kairze, bo rzekomo była tam przetrzymywana dziewczyna, która chciała rozwieść się z mężem chrześcijaninem i wyjść za muzułmanina, a w związku z tym przejść na islam. Koptyjscy duchowni dali jej schronienie, bo nie miała gdzie mieszkać, ale w budynku obok Kościoła, a mimo to muzułmanie spalili świątynię. Dla nich po prostu każdy powód jest dobry, by spalić kościół. W Egipcie często mówi się, że przemoc wobec chrześcijan jest inspirowana nie przez miejscowych muzułmanów, lecz przez "siły zewnętrzne". A czyż od czasu podboju Egiptu przez Arabów na nasz kraj ciągle nie oddziałują te same siły z zewnątrz? Przy takim nastawieniu zawsze jakiś powód do ataków na chrześcijan się znajdzie. Przed kilkoma dniami muzułmanie wyszli na ulice i okrzyknęli Osamę bin Ladena świętym, a następnie spalili kolejny kościół, żeby "uczcić" zabitego terrorystę... Znając zachowanie muzułmanów, dziwię się, że w Warszawie pozwolono na budowę meczetu."
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y