Kategorie: Wszystkie | Beyond Fatima | Bliski Wschód | Geostrategia | Historia | Krótka historia sabotażu lotniczego | Millenium | Misc | Nephilim | Polityka Polska
RSS
czwartek, 23 czerwca 2011
Pietrozawodzk 2011 : glosa

Zastanawiałem się, czy rosyjscy eksperci jądrowi, którzy zginęli w dziwnej "katastrofie" pietrozawodzkiej pracowali w Buszerze. Miałem rację - co najmniej pięciu inżynierów znajdujących się na pokładzie Tupolewa brało udział w tym projekcie. Ktoś w Rosji coś sprząta...

wtorek, 21 czerwca 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 10: Pietrozawodzk 2011

mgla

Jeśli czytaliście Bieszanowa lub Mackiewicza, to wiecie, że Ruscy są niewolnikami schematów. Eksploatują do końca starą kliszę. Tak było zapewne i tym razem.

W Karelii, na ostatnim kilometrze przed rozpadającym się lotniskiem w Pietrozawodzku, rozbija się we mgle samolot Tu-134 (rok produkcji 1980) linii "Russ Air". Jak podają ultramainstreamowe media:

"Wśród ofiar wypadku Tu-134, który rozbił się i zapalił w północnej Rosji, są przedstawiciele trzech firm jądrowych - podał portal Newsru.com.

W wyniku tragedii zginęło niemal całe kierownictwo EDO HydroPress, który jest częścią Rosatomu - państwowej korporacji zarządzającej energetyką nuklearną w Rosji. Tu-134 lecieli też inni przedstawiciele firmy: zastępca dyrektora firmy i dwaj najważniejsi projektanci. Zginął również główny technolog OKBM i szef Atomenergomash. Wszyscy przedstawiciele firm jądrowych lecieli na spotkanie organizowane przez koncern Petrozavodskmash."

Firma EDO HydroPress projektuje i uczestniczy w budowie reaktorów nuklearnych. Ciekawe, czy w Iranie i Syrii też?

"- Wstępne dane sugerują, że błąd pilota był wyraźny: w złych warunkach pogodowych pilot gwałtownie skręcił w prawo i we mgle do ostatniej chwili wzrokowo poszukiwał pasa startowego, którego nie znalazł - oświadczył Iwanow we Francji, w czasie wspólnej wizyty z premierem Władimirem Putinem.

Iwanow, który nadzoruje lotnictwo w Rosji, ocenił, że katastrofa rosyjskiej maszyny, która wydarzyła się podczas próby lądowania, przy złej widoczności, przypomina katastrofę pod Smoleńskiem"

Iwanow jak widać bardzo dobrze nadzoruje rosyjskie lotnictwo - wrak jeszcze dymi, a on z drugiego końca Europy widział jak pilot wypatrywał przez okno pas startowy.

". - Maszyna zawadziła też o linię wysokiego napięcia, odcinając dopływ prądu do świateł pasa startowego, na którym miała wylądować, podaje szef portu lotniczego w Pietrozawodsku, Aleksiej Kuzmicki. Tę wersję wydarzeń potwierdził także jeden z wysokich rangą karelskich urzędników ds. bezpieczeństwa, Nikołaj Fiedotow. Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane, jednak rosyjskie agencje spekulują, że mógł się zepsuć system naprowadzania."

A jak podają niszowe media:

"Oto bowiem okazuje się, że samolot TU-134 nie mógł uszkodzić linii wysokiego napięcia, a tym samym przerwać dostawy prądu do lotniska i wyłączyć świateł na pasie, bo - jak podają władze regionu Karelii - przed pasem lotniska nie ma żadnej linii elektrycznej.

Co prawda MAK potwierdził, że oświetlenie pasa rzeczywiście na moment zostało wyłączone, ale - jak podaje korespondentka TVP Info - ten fakt wykluczono jako przyczynę katastrofy."

A jak podają światowe media:

"The first thing that the plane had contact with was a pine tree of about 15 meters high," said Alexander Neradko, head of the Russian Federal Aviation Agency on Russian state TV.

"This proves that the plane didn't break in mid-air but that all those destructions were inflicted to it as a result of that contact," he said.

Czemu Nieradko nagle zaczyna mówić o rozpadzie samolotu w powietrzu - wcale nie pytany o to? A kondolencje to złożył przed "katastrofą" czy dopiero po niej?

czwartek, 02 czerwca 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 9a : Smoleńsk 2010



Powyższa mapka pokazuje miejsce w którym, na 15 m wysokości nad gruntem doszło do zamrożenia pamięci komputera pokładowego FMS w rządowym Tu-154M 10 IV 2010 r. Informacje o tym zostały odczytane przez amerykańskiego producenta komputerów pokładowych i zostały zagrzebane w raporcie MAK. Zamrożenie pamięci na 15 m to wynik nagłego przerwania zasilania. Tak się akurat składa, że w tej samej chwili przestał działać również wysokościomierz i skończył się zapis czarnych skrzynek. To mniej więcej w tym miejscu jeden z rosyjskich świadków widział "oślepiający błysk", a później inny, świadek, kilkumetrowy płomień odchodzący od ogona Tupolewa. Kilka dni później "zupełnie przypadkowo" ktoś zadał sobie wiele trudu by wyklepać dyszę trzeciego silnika - znajdującego się właśnie przy płonącym ogonie samolotu. Na mapie widzimy też części samolotu zaznaczone odpowiednio 11.04.2010 oraz 12.04.2010 - to ta sama część statecznika, z analizy zdjęć satelitarnych widać, że została przez kogoś przeniesiona z okolicy miejsca zamrożenia pamięci FMS i "oślepiającego błysku" bliżej miejsca rozbicia się reszty Tupolewa.

A teraz przypomnijcie sobie co pisałem na ten temat, powołując się na własne informacje jakiś czas temu. Przeczytajcie dokładnie. Jeśli już to zrobiliście, przeczytajcie drugi raz. Przeczytajcie linki, które tam wstawiłem. Będziecie wszystko już rozumieli. Dopytujecie się o motyw - mówił o tym już Andriej Iłłarionow, były doradca Putina.

Ps. Zastanawiające, że kiedy np. Jarosław Kaczyński powiedział coś o "zdradzonych o świecie" to przez media przetoczył się ryk oburzenia, że sugeruje zamach. A gdy kilka tygodni temu Antoni Macierewicz otwartym tekstem, bez owijania w bawełnę mówił, że Tupolew rozpadł się w powietrzu, nikt nie dworował z jego "oszołomskich teorii", nikt się nie oburzał na jego "podłe oskarżenia". Dziwne prawda? Tak samo media nie zareagowały, gdy Macierewicz mówił (powołując się na prof. Marka Żylicza) o tajnym pakcie Tusk-Putin o przekazaniu śledztwa w całości czekistom. I nikt się nie zająknął z oburzenia...


sobota, 09 kwietnia 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 9 : Smoleńsk 2010

Jakiś czas temu Pan XX, bardzo dobrze poinformowany człowiek ze świetnymi kontaktami po wszystkich stronach najróżniejszych barykad, powiedział mi co się stało w Smoleńsku. Wersję, którą mi przedstawił aprobuje grupa ekspertów z Polski z zagranicy, ludzie z generalskimi szlifami i profesorskimi tytułami. Nie twierdzę, że jest ona absolutnie prawdziwa, ale daje do myślenia. 

Według niego, gdy Tupolew już po ścięciu brzozy zwiększał wysokość idąc na pełniej mocy silników, został zestrzelony. Jedna rakieta trafiła w jeden z silników, druga w chwilę potem eksplodowała mniej więcej w pobliżu kokpitu i prezydenckiej salonki. Zastosowano ten sam scenariusz jak w przypadku Tupolewa prezydenta Mozambiku Samory Machela. Najpierw próba zmylenia w zakresie nawigacji. Gdy to się nie udało, trzeba było zestrzelić...

Zatrzymajmy się na chwilę - ci, którzy tego jeszcze nie zrobili, niech przeczytają wywiad z Wasilijem Wasilenką, rosyjskim pilotem i kosmonautą, który brał udział w testach przeciwlotniczych rakiet z głowicami termobarycznymi. Zwróćcie uwagę, jak on opisuje skutki użycia tej broni.

To by tłumaczyło, dlaczego jeden z rosyjskich świadków - widział w momencie, gdy Tupolew zwiększał wysokość nad drogą "oślepiający błysk". To tłumaczy, dlaczego występujący na filmie "10.04.10" Rustam, robotnik z hotelu położonego przy lotnisku Siewiernyj widział odchodzący od ogona samolotu "płomień jak u komety". To tłumaczy  rozrzucenie szczątków wraku na znacznym obszarze, "słup ognia", którzy widzieli świadkowie, choć śledztwo ponoć pokazało, że nie doszło do eksplozji paliwa. To tłumaczy dlaczego obrażenia zabitych wyglądały jak po ogromnych przeciążeniach, choć ekspertyza prof. fizyki Mirosława Dakowskiego mówi, że przeciążenia wyniosły wówczas co najwyżej 4 G.To tłumaczy też dlaczego część ciał była pozbawiona odzienia, pomimo tego że były one "mało zmasakrowane" - ubrania zerwało podciśnienie występujące podczas eksplozji głowicy termobarycznej.

To tłumaczy również następującą scenę z Siewiernego opisaną przez Jana Tomaszewskiego, kuzyna prezydenta Kaczyńskiego: polskiego oficera mówiącego: "Oni mogą również ten drugi samolot zestrzelić!".

Co w takim razie z "filmem ze strzałami w lesie"? Czy dobijano rannych. Nie to rosyjska dezinformacja, choć film jest cennym dowodem. Wskazuje on, że rosyjscy mundurowi strzelali do osób, które znalazły się na miejscu zdarzenia - do potencjalnych rosyjskich świadków. Tutaj pojawia się inna kwestia - pierwsza karetka dojechała na miejsce "katastrofy" po 17 minutach. Teren otoczono kordonem OMON-owców i żołnierzy już w pierwszych minutach po katastrofie, w czasie, gdy kontrolerzy nerwowo szukali na ekranach radarów Tupolewa. Raport MAK mówi, że szybko zmobilizowano do tego zadania 180 żołnierzy. Kto ich postawił w stan gotowości i ściągnął zawczasu na miejsce szybciej niż ratowników medycznych?

Równie ciekawa sprawa przedstawia się w przypadku polityki informacyjnej. W przypadku śmierci prezydenta Jelcyna rosyjskie media milczały przez cały dzień, bo nie dostały instrukcji jak ją komentować. O zamachach w moskiewskim metrze w marcu 2010 r. milczały przez kilka godzin. W przypadku Smoleńska już w pół godziny po katastrofie, gdy jeszcze dymiał wrak - mieli już gotową wersję o naciskach. Jak zaświadcza gen. Petelicki politycy PO otrzymali SMS-a z haniebną i szokującą instrukcją: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił".

Czemu jednak Tupolew zaczął spadać na wysokości 100 m, choć piloci nie mieli zamiaru lądować ("Odchodzimy")? Ta kwestia wciąż czeka wyjaśnienie, czy to sprawa awarii Tupolewa po ewidentnie spieprzonym remoncie w zakładach w Samarze, czy też to kwestia zmylenia pilotów. A może było tak jak sugeruje Siergiej Wierewkin, były zastępca kierownika lotnisko Wnukowo:

Człowiek, o którym wspominałem, powiedział coś dla mnie zagadkowego. 10 lat temu do lądowania podchodził na tym samym kursie Ił-76, z tego samego pułku lotniczego. I przed przyziemiem w dolinie położonej w obszarze podejścia nagle pojawiła się gęsta mgła. Samolot rozbił się. Gdy sprawa była badana, okazało się, że gdy w tej dolinie, czy raczej wąwozie, tworzy się gęsta mgła, w tym miejscu powstaje jakby dziura powietrzna. Dziób ostro pochyla się w dół i ciąg silników nie wystarcza, żeby znowu go podnieść. Samolot jeszcze leci, ale powoli jego pęd (siła nośna) gaśnie, maszyna zniża się. I zamiast podnosić się, leci się z coraz większym przyśpieszeniem do ziemi. Po tym dochodzeniu zostało wydane zalecenie, żeby we mgle nie przyjmować samolotów z tego kursu, tylko z przeciwnego.

Tragicznego dnia, 10 kwietnia, mogło się to powtórzyć?
- Tamten człowiek po prostu tak powiedział - taka dziwna mgła - nagle pojawia się i znika, czasem dosłownie po pół godziny wszystko jest jasne. Raport MAK wskazuje, że na wieży był pułkownik Krasnokutskij - były dowódca tego samego pułku. Wydaje mi się, że powinien pamiętać tamten tragiczny wypadek. Ale trzeba jego zapytać.

Ps. Rok temu, kiedy pisałem o możliwości złego naprowadzania Tupolewa, co poniektórzy się oburzali, że "przecież coś takiego wyszłoby na jaw", bo Rosjanie nam "przecież oddadzą czarne skrzynki". Minął rok, a skrzynek ni widu, ni słychu. Nie dają się nam do nich nawet zbliżyć. Co więcej, minister Miller podpisał w maju zeszłego roku porozumienie o tym, że skrzynki mają zostać w Rosji. O czym to świadczy?
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego: cz. 8 Samora Machel 1986

Kumple gen. Anodiny znaleźli się kiedyś w podobnej sytuacji, co Polacy. 19 października 1986 r. Tu-134A przewożący ich sojusznika, komunistycznego prezydenta Mozambiku Samora Machela rozbił się w górach RPA. Zginął prezydent i 34 innych oficjeli, 9 osób przeżyło. Komisja śledcza z RPA szybko orzekła, że Tupolew rozbił się we mgle z powodu błędu jego rosyjskich pilotów. Z ustaleniami komisji nie zgodzili się Sowieci - napisali własny raport, w którym stwierdzili, że prezydencki Tupolew rozbił się o zbocze góry w wyniku wysłania przez południowoafrykańskie służby błędnego sygnału naprowadzania radiowego.

samora machel

Po latach Hans Lauw, były agent służb RPA, przyznał się, że brał udział w zabójstwie Machela. Samolot prezydenta Mozambiku został skierowany na zbocze góry za pomocą "błędnego" sygnału nawigacyjnego. Spiskowcy mieli jednak plan B, na wypadek, gdyby piloci prezydenckiego Tupolewa zorientowali się, że są błędnie naprowadzani i zdołali poderwać maszynę. Planowano więc zestrzelić Tupolewa. Abdul Minty, wicedyrektor generalny MSZ RPA, potwierdził wersję Lauwa.

machel

Jak wykazały przesłuchania Komisji Prawdy i Pojednania w RPA, na dzień przed "katastrofą", w bazie wojskowej położonej najbliżej miejsca upadku Tupolewa doszło do tajnej narady, w której uczestniczył minister spraw zagranicznych RPA Pik Botha. Dzień później Botha, zapewniał jakim to był wielkim przyjacielem Machela. Z uwagi na politykę apartheidu nie ściskał się na miejscu tragedii z żadnym "czarnuchem".

Coś Wam to przypomina? Sowieckie służby bardzo dobrze zbadały tę katastrofę. Jednym z oficerów tych służb działającym wówczas w Mozambiku (wraz ze swym kumplem Wiktorem Butem) był obecny rosyjski wicepremier Igor Sieczyn, szef klanu "siłowików". Ta katastrofa mocno mu zapadła w pamięć...

Tutaj macie ciekawy film o zamachu na Samorę Machela.

niedziela, 03 kwietnia 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 7 : Zia ul-Haq 1988


17 VIII 1988 r. C-130 wiozący m.in. prezydenta Pakistanu gen. Zia ul-Haqa, szefa ISI i zarazem szefa sztabu generalnego Pakistanu gen. Akhtara Abdula Rahmana, amerykańskiego ambasadora w Islamabadzie Ghulama Arnolda Raphaela i szefa amerykańskiej misji wojskowej w Pakistanie gen. Herberta Wassoma, rozbił się wkrótce po starcie z małego lotniska wojskowego w Pendżabie. Zginęły osoby będące jednymi z głównych architektów antysowieckiej rebelii w Afganistanie. Katastrofy tej do dziś nie wyjaśniono. Amerykańscy śledczy sugerowali początkowo, że doszło do awarii C-130, później jednak się z tego wycofali. Pakistańscy śledczy zwrócili uwagę, na to, że sprawny samolot w pewnym momencie przestał być pilotowany, piloci zamilkli, w CVR słychać było tylko jak jeden z generałów woła ich po imieniu. Analitycy amerykańskiego ATF znaleźli na szczątkach kokpitu resztki materiału wybuchowego używanego w detonatorach. Pakistańczycy przyjęli więc hipotezę, że mała eksplozja rozpaliła w kokpicie gaz, który sprawił, że piloci stracili przytomność. 

Kto to zrobił? Podejrzenia padały na CIA, KGB, służby indyjskie, izraelskie,irańskie, ISI, klan Bhutto... Nigdy nic nikomu nie udowodniono.

Ps. Tutaj macie niepełną listę głów państw, które zginęły w dziwnych katastrofach lotniczych. Organizowanie takich "wypadków" to normalna praktyka służb specjalnych wielu krajów.
sobota, 26 lutego 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego - cz. 5 : Lockerbie

Kaddafi ma mnóstwo rzeczy na sumieniu, ale akurat w zamach nad Lockerbie został wrobiony. Prawdziwymi sprawcami tej masakry były irańskie służby specjalne i wynajęci przez nie terroryści Ahmeda Jibrila. Poniżej wklejam jeden z moich artykułów, który zniknął ze stron Polskiego Radia po "odzyskaniu" tej instytucji przez koalicję SLD-PO-Samoobrona-LPR-Prawica Rzeczpospolitej. Tekst ten został napisany w 2007 r.:

Cień nad Lockerbie

Zbrodnie na międzynarodowa skalę spotykają się zwykle z karą, wtedy gdy istnieje wola polityczna ich ścigania. W przypadku zamachu bombowego nad Lockerbie taka wola społeczności międzynarodowej znalazła się. Szybko wskazano winnego i za pomocą sankcji zmuszono libijskiego dyktatora do wydania sprawców, których skazano przed ,,międzynarodowym” sądem. Dzisiaj jednak, w związku z powtórnym przyznaniem głównemu oskarżonemu prawa do apelacji, w zachodniej i izraelskiej prasie pojawiają się wątpliwości, co do rzetelności śledztwa. Powraca też sprawa ,,syryjsko- irańskiego ogniwa” w zamachu.

21 grudnia 1988 r. potężna eksplozja wstrząsnęła szkocką miejscowością Lockerbie i zmieniła w kulę ognia amerykański samolot pasażerski linii Pan Am. Zginęło 259 pasażerów i członków załogi lotu 103 jak również 11 osób na ziemi. Dwa tygodnie wcześniej do amerykańskiej ambasady w Helsinkach zadzwonił niezidentyfikowany mężczyzna mówiący z arabskim akcentem i ostrzegł, że niedługo terroryści związani z organizacją Abu Nidala wysadzą w powietrze amerykański samolot lecący z Frankfurtu do Nowego Jorku. Na miejscu katastrofy śledczy szybko znaleźli rozerwaną walizkę Samsonite ze śladami semteksu. Znaleziono również szczątki radia Toshiba, w którym ukryty był detonator i resztki ubrań wyprodukowanych na Malcie. Ubrania zostały sprzedane przez maltańskiego handlarza Tony'ego Gauciego, który stał się głównym świadkiem oskarżenia. Zeznał on, że ubrania sprzedał arabsko wyglądającemu osobnikowi, w którym rozpoznał Abdelbaseta Ali Mohameda al-Megrahi – oficera libijskiego wywiadu i szefa ochrony libijskich linii lotniczych. Śledczy przedstawili teorię, że walizka z bombą dostała się na pokład lotu 103 z samolotu linii Air Malta. Wkrótce do zachodnich agencji wywiadowczych zgłosił się libijski dezerter, który zeznał, że zamachu nad Lockerbie dokonał a-Megrahi oraz inny oficer libijskiego wywiadu al-Amin Khalifa Fahimah. Dezerter opierał swe twierdzenia na dzienniku Fahimaha. Wiarygodność informatora była bardzo niska, choćby z tego względu, że doświadczeni szpiedzy nigdy nie zapisują wszystkich swoich poczynań w swych prywatnych dziennikach. Mimo to amerykańscy i brytyjscy śledczy przyjęli wersję dezertera za dobrą monetę. Doprowadziło to do oficjalnego oskarżenia libijskich agentów i skazania al-Megrahiego (Fahimah z braku dowodów został uniewinniony).

Niedawno w związku z drugą apelacją al-Megrahiego jego adwokaci przedstawili jednak dokumenty procesowe, które burzą oficjalną wersję. Okazuje się, że główny świadek – Tony Gauci początkowo nie rozpoznawał w libijskim agencie osoby, która zakupiła od niego ubrania. Na wskazywanych mu zdjęciach wskazywał egipskiego terrorystę Mohammeda Abu Talba – członka związanego z Syrią Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny. Ponadto ważne dowody przedstawione w sądzie były w odmiennym stanie niż w chwili ich znalezienia na miejscu zbrodni. Zniszczono w ten sposób koszule kupione rzekomo przez Libijczyka. Pojawiło się poważne podejrzenie manipulowania śledztwem. Adwokaci al-Megrahiego twierdzą, że amerykańskie i brytyjskie służby specjalne zatuszowały udział w zamachu Syrii i Iranu i wrobiły Libię. Czy rzeczywiście istnieją ślady wskazujące na Teheran i Damaszek? A jeśli istnieją, to jaki interes miały rządy państw Zachodu w ich zacieraniu?

Niezależne śledztwo w sprawie zamachu prowadziły również linie lotnicze Pan Am. Wynajęta przez nie firma detektywistyczna Interfor (kierowana przez rzekomego eks-agenta Mosadu Juwala Aviva) w raporcie z dochodzenia doszła do wniosku, że zamach został zlecony przez Iran i wykonany z syryjską pomocą przez Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Dowództwo Generalne Ahmeda Jibrilla. Motywem miała być zemsta za omyłkowe zestrzelenie irańskiego samolotu pasażerskiego przez krążownik USS Vincennes w lipcu 1988 r. Motywem współuczestnictwa Syrii miała być obecność na pokładzie lotu Pan Am 103 dwóch ważnych amerykańskich agentów : mjra Charlesa McKee i porucznika Mathew Gannona z DIA (amerykański wywiad wojskowy). Wracali oni z Bejrutu, gdzie kierowali dochodzeniem w sprawie porwanych przez Hezbollah Amerykanów. Przygotowywali też próbę ich odbicia. Na pokład lotu 103 spóźnił się ponadto amerykański ambasador w Bejrucie John McCarthy. Jego zabójstwo było by wielkim zwycięstwem propagandowym dla Syrii i Iranu, gdyż już dwukrotnie wcześniej wspierani przez te państwa terroryści dokonywali zamachów na libańską ambasadę USA. Innym ważnym ,,spóźnialskim” był minister spraw zagranicznych RPA Pik Botha.

Według znawcy spraw libańskich Mariusa Deeba operacja w Lockerbie była też odpowiedzią Syrii na oficjalne uznanie Izraela przez Arafata i sabotażem kontaktów między OWP a USA. Syryjski wiceprezydent Khaddam spotkał się wówczas z Ahmedem Jibrillem i innymi przywódcami palestyńskich radykałów. Razem wezwali do zastąpienia Arafata przez nowego przywódcę wiernego Syrii. 20-21 grudnia 1988 r. w hotelu Carlton w Bejrucie odbył się szczyt terrorystów. Omawiali reakcję wobec przyszłych kroków kierownictwa OWP.

Juwal Aviv uważa, że bombę na pokładzie lotu 103 umieszczono na lotnisku we Frankfurcie. Istniała tam silna komórka organizacji Jibrilla. Niektórzy z jej członków byli pracownikami lotniska. Grupę rozbił niemiecki Urząd ds. Ochrony Konstytucji. W trakcie przeszukania mieszkania jednego z terrorystów znaleziono bombę taką samą jaka ta, która wybuchła nad Lockerbie. Istnieje film z kamery przemysłowej, na którym widać jak bagażowi na frankfurckim lotnisku podmieniają czarną walizkę Samsonite na identycznie wyglądającą. Vincent Cannistraro, były szef operacji antyterrorystycznych CIA, zaangażowany również w śledztwo w sprawie lotu 103 uważa, że teoria ta jest bardzo prawdopodobna. Twierdzi jednak, że wobec niepowodzeń technicznych ludzi Jibrilla, Irańczycy zlecili zamach Libii. Inni wskazują również na bliskość pawilonu irańskiego i pawilonu linii Pan Am na londyńskim lotnisku Heathrow. W dzień zamachu w jego bagażowni doszło do profesjonalnie wykonanego włamania, którego do dzisiaj nie nie wyjaśniono.

Dużo bardziej kontrowersyjne są inne stwierdzenia Aviva. W swym raporcie napisał on, że Gannon i McKee wpadli w Libanie na trop nielegalnych działań CIA związanych z operacją Iran-Contra. Grupka agentów miała zaangażować się w handel bronią i narkotykami z syryjskim biznesmenem Manzurem al-Kassarem (jego nazwisko pojawiło się również w raporcie z likwidacji WSI). Kanałem chronionego przerzutu heroiny z doliny Beekaa miało być lotnisko we Frankfurcie. W dniu zamachu terroryści podmienili walizkę z heroiną na walizkę z bombą. Oskarżenia te potwierdza Lester Coleman – były agent DEA (amerykańska agencja zajmująca się zwalczaniem handlu narkotykami). W swej książce ,,Trail of the Octopus” wskazuje on również na udział tajnych służb Iranu, Syrii i terrorystów Jibrilla w zamachu. Podmieniona walizka z heroiną towarzyszyła Khalidowi Jafarowi – powiązanemu z Hezbollahem heroinowemu kurierowi, który zginął w zamachu nad Lockerbie. Biuro DEA w Nikozji, które miało być rzekomo zamieszane w ochronę tego narkotykowego szlaku wyjaśniło jednak, że operacja przemytu na lotnisku we Frankfurcie była elementem policyjnej prowokacji przeciwko narkotykowym dilerom z Detroit. Czyni to jednak prawdopodobnym scenariusz zamachu przedstawiony przez Aviva i Colemana.

Co ciekawe pierwsze oskarżenia o udział w zamachu kierowane były przez zachodnie media głównie przeciwko Syrii i Iranowi. Sytuacja zmieniła się dopiero w listopadzie 1990 r., gdy 9 dni przed spotkaniem prezydenta Busha z syryjskim dyktatorem Hafezem al-Asadem, władze USA wydały międzynarodowe nakazy aresztowania libijskich agentów. Departament Stanu zaczął wówczas podejrzanie często oświadczać, że Syria i Iran nie miały nic wspólnego z zamachem nad Lockerbie. Moment na wydawanie takich oświadczeń był doskonale wybrany, gdyż administracja Busha przygotowywała się do ataku na irackie wojska okupujące Kuwejt. W opinii rządu USA Syria i Iran stały się wtedy ,,ważnym elementem antysaddamowskiej koalicji”. Administracja Busha miała ponadto o wiele bardziej dalekosiężne plany wobec tych krajów. Syria była dyplomatycznie urabiana do udziału w bliskowschodnim procesie pokojowym. We wrześniu sekretarz stanu James Baker wydał syryjskiemu rządowi zgodę na zgniecenie libańskiej rebelii generała Aouna. Jednocześnie Waszyngton stanowczo odradził Izraelowi dokonywanie jakichkolwiek kroków w obronie libańskich chrześcijan. Późniejsze wydarzenia związane z procesem pokojowym na Bliskim Wschodzie potwierdzają, że kolejne amerykańskie administracje uważały porozumienie z Syrią za ,,klucz do pokoju”. By je osiągnąć przymykano oczy na związki Syrii z Iranem i jej wspieranie terroryzmu. 
sobota, 05 lutego 2011
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 4 : Egypt Air 990

31 X 1999 r. samolot linii Egypt Air lot 990 rozbił się na Oceanie Atlantyckim około 100 km od amerykańskiego wybrzeża. Na pokładzie znajdowało się 33 oficerów egipskich sił zbrojnych, w tym dwóch generałów. Wracali ze szkoleń w USA. Jako oficjalny powód tej katastrofy podano... samobójstwo pilota. Jak wynika z zapisów czarnych skrzynek, w czasie, gdy kapitan udał się do toalety, stery przechwycił drugi pilot Gameel Al-Batouti, zmówił krótką islamską modlitwę ("oddaje się w ręce Allaha"), po czym celowo skierował samolot ku oceanowi. Sprawę zatuszowano kwalifikując ją jako samobójstwo zamiast jako zamach terrorystyczny przeciwko egipskiej generalicji. Wymyślono historyjkę o tym jak to Al-Batouti miał zostac zwolniony z pracy za molestowanie pokojówek w hotelach i postanowił się zemścic dokonując masakry... Egipska cenzura nie dopuszczała, by w krajowych mediach pojawiły się jakiekolwiek wzmianki o śmierci generałów w tym zamachu. W lutym 2000 r. zbiegł do Wielkiej Brytanii Hamdi Hanafi Taha, jeden z pilotów linii Egypt Air. Twierdził, że zna prawdę na temat tego zdarzenia. Azylu politycznego na Wyspach nie dostał...
sobota, 18 grudnia 2010
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 3 : Ethiopian Airways 961

W tym odcinku cyklu "Krótka historia sabotażu lotniczego" przyjrzę się bardzo dziwnej sprawie katastrofy samolotu Ethiopian Airlines lot 961 w listopadzie 1996 r. Pisałem już o tym, sześc lat temu w swoim artykule "Afrykańska al-Qaeda" zamieszczonym na portalu psz.pl: 

"23 XI 1996 r. samolot etiopskich linii lotniczych lot nr 961 zmierzający z Adis Abeby do Nairobi został porwany a następnie rozbił się o powierzchnię morza u wybrzeży Komorów. Według jednej z wersji katastrofa nastąpiła w wyniku braku paliwa, według innej był to zamach samobójczy. Zginęło 127 pasażerów i członków załogi a 48 było poważnie rannych. Odpowiedzialnością za ten akt obciążono bliżej niezidentyfikowanych etiopskich studentów-dysydentów. Żaden z pozostałych przy życiu pasażerów nie rozpoznał ani jednego porywacza wśród zabitych i rannych. Izraelski serwis internetowy Debkafile dokonał jednak kilku zdumiewających odkryć związanych z powyższym incydentem. Porywacze nie pochodzili z Etiopii – byli członkami Al.-Qaedy i egipskiego Jihadu. Wśród pasażerów znalazł się amerykański konsul z Bombaju. Była tam również oficer CIA Leslie Ann Shedd, która pomimo młodego wieku (28 lat), była jednym z największych odkryć Agencji. Na pokładzie byli też przedstawiciele firmy Israeli Aviation Industries z ochroniarzami, szef ukraińskiego wywiadu wojskowego i zastępca szefa ukraińskich sił powietrznych. Grupa ta zmierzała na tajne spotkanie w hotelu King David w Jerozolimie. Terroryści dokonali porwania we wczesnej fazie lotu. W trakcie strzelaniny zginęła agentka CIA, izraelscy dyrektorzy i szef ukraińskiego wywiadu wojskowego. Rozbicie się samolotu było zaplanowane. Niedaleko planowanego miejsca upadku czekała flotylla łodzi rybackich. Po ,,katastrofie” ruszyła ona ,,na pomoc pasażerom” w praktyce wyławiając tylko porywaczy. Zadbano nawet o wyłowienie ciał martwych terrorystów. Akcja ratunkowa odbyła się pod dowództwem Abdallaha Mohameda Fazula – uznawanego za szefa operacji Al.-Qaedy we wschodniej Afryce. Fazul odegrał później ważną rolę w zamachach na ambasady. Gdy we IX 1998r. agenci FBI wkroczyli do jego domu na Komorach, zastali tylko komputery. Fazul został przez kogoś ostrzeżony i zniknął bez śladu. Rządy zainteresowanych państw całkowicie zatuszowały całą te historię."

Dodam również, że na pokładzie porwanego samolotu było więcej VIP-ów. M.in. przedstawiciel francuskiego MSZ oraz węgierski ambasador w Nairobi. Celami terrorystów byli jednak: agentka CIA, przedstawiciele IAI (zapewne zakamuflowani agenci izraelskiego wywiadu wojskowego) oraz szef ukraińskich wojskowych służb. Według Debki (czyli izraelskich służb) zmierzali oni do Jerozolimy - dosyc dziwną drogą: zebrali się w Adis Abebie, lecieli do Nairobi lub Lagos. Kogo odwiedzali po drodze? Etiopia jest dobrym punktem dla szpiegowania Sudanu (z którego w 1996 r. do Afganistanu wyniósł się bin Laden) oraz Somalii. Wspólna misja służb amerykańskich oraz izraelskich w Afryce, nie powinna nas dziwic. Ale co tam robili Ukraińcy? I to tak wysokiej rangi? Czy brali udział w serii spotkań dotyczących sprzedaży materiałów rozszczepialnych terrorystom oraz terroryzmu nuklearnego? Ukraińcy dosyc mocno współpracowali wówczas na tym polu z zachodnimi służbami i byli za to bardzo chwaleni...
sobota, 04 grudnia 2010
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 2 : Zawoja 1969 + Goleniów 1973

Powyżej: roztrzaskany An-24 pod Zawoją w 1969 r.

Katastrofa An-24 należącego do Lotu pod Zawoją w 1969 r. jest jednym z najbardziej tajemniczych "wypadków" lotniczych w polskiej historii. Oficjalny raport powtarza oczywiście stare komunały o błędzie pilota, ale nie wyjaśnia np. jak to się stało, że pilot przeoczył Kraków (gdzie miał lądowac) i poleciał dajej, nisko nad Beskidami, w stronę granicy? Czy samolot rejsowy lotu chciał uciec za granicę?

Nieco światła na tę historię relacja, którą usłyszałem od źródła, które nazwę "X". Jest to osoba znana, mająca szerokie i czasem niepokojące kontakty. Według niej kluczem do katastrofy pod Zawoją był jeden z pasażerów: Stanisław Tkaczow, ówczesny wiceprezes ZUS, wcześniej ambasador PRL w Ułan Bator. X zetknął się z nim organizując wyprawę do Mongolii. Tkaczow pomógł mu przy tym, ale nie bezinteresownie. W zamian otrzymał dokumenty sporządzone przez ojca X, dotyczące brata Tkaczowa. Brat Tkaczowa był ważną szychą w przedwojennym ruchu komunistycznym i zginął w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Został wysłany tam przez ojca X który, był... oficerem Oddziału II SG. Kompromitujące dokumenty zostały przekazane przez X na stacji kolejowej w Macedonii sekretarce Kazimierza Mijala, który w tym czasie w Albanii budował maoistowską opozycję wobec PZPR. Jak się okazuje Tkaczow chciał dołączyc do Mijala. Gdy więc samolot z Tkaczowem nie wylądował na lotnisku a zaczął leciec na południe, został zestrzelony przez sowieckie myśliwce. Zestrzelenie potwierdza prof. Y, który w LWP był pilotem myśliwca i widział z powietrza dymiący wrak An-24 pod zawoją, wkrótce po jego zestrzeleniu.


Powyżej: warta przy trumnie ministra Wiesława Ociepki

Inną głośną peerelowską katastrofą lotniczą był upadek AN-24 w 1973 r. pod szczecińskim lotniskiem Goleniów. W nie do końca wyjaśnionej katastrofie zginęli m.in.: Wiesław Ociepka, minister spraw wewnętrznych PRL oraz Radko Kaska, minister spraw wewnętrznych Czechosłowacji. Sugerowano wówczas, że przyczynami "wypadku" były zła pogoda oraz to, że piloci byli pijani. Piotr Jaroszewicz twierdził jednak przed śmiercią, że Ociepka wykrył w resorcie nadużycia finansowe na ogromną skalę. Postanowiono go więc uciszyc. 

I tutaj ciekawostka dla ISM-owców: za ministra Ociepki płk Leonard Łukaszuk przestał byc zastępcą szefa gabinetu politycznego ministra spraw wewnętrznych. Funkcję tą pełnił od 1967 r. Dziwnym trafem w 1973 r. (jeśli wierzyc Wikipedii), przeszedł w stan spoczynku. A jego minister w stan wiecznego spoczynku...

sobota, 20 listopada 2010
Krótka historia sabotażu lotniczego cz. 1 : Bejrut 1977

Jeszcze przed Smoleńskiem zbierałem dane o "katastrofach" lotniczych, będących zatuszowanymi zamachami oraz o zamachach terrorystycznych na transport lotniczy przypisywanych nie tym sprawcom, co trzeba. Nie uwierzycie ile było takich przypadków. Tak narodził się pomysł cyklu: krótka historia sabotażu lotniczego. Inauguruje go sprawa bliska moim zawinteresowaniom badawczym, czyli:

Bejrut, 1977

Katastrofa peerelowskiego samolotu transportowego An-12 (lot LO 6883) pod libańską stolicą. Tutaj macie o tym dobry artykuł z "Newsweeka". W skrócie: lot był realizowany przez wojskowych, samolot był tylko przemalowany w barwy PLL Lot. Na pokładzie gostkowie ze służb Kiszczaka oraz 12 ton "cielęciny", czyli broń dla palestyńskich radykałów lub Druzów tow. Junblatta.


Rankiem 13 maja 1977 r. podczas przygotowaniu się do lądowania na lotnisku Beirut International samolot zniknął z radarów a jego dymiące szczątki znaleziono na ziemi. Po zdawkowych badaniach peerelowska komisja ogłosiła przyczyny katastrofy: trudne warunki atmosferyczne i brak rozeznania załogi w terenie, czyli to co nam się wmawia apropos Smoleńska.

Jak czytamy jednak w Newsweeku: 

" Prawdziwą wersję tego, co wydarzyło się w Bejrucie, poznał tylko syn majora Kowalika. Tuż po śmierci ojca wstąpił do Szkoły Orląt w Dęblinie. Gdy ją ukończył w 1981 roku, wysłano go do Świdwina. – Przeniesienie do Krakowa wywalczyłem dopiero w 1990 roku – opowiada Zbigniew Kowalik. – Już nie było kogo i o co pytać. Nikt nie kojarzył mojego nazwiska. Takich, którzy słyszeli o wypadku, było ledwie kilku.

Kowalik odnalazł jednak paru emerytowanych oficerów. Jeden z nich opowiedział, że w piwnicach budynku biur pułkowych jest pomieszczenie, w którym składa się dokumenty do zniszczenia. Podobno widziano tam akta z Bejrutu. Zbigniew Kowalik potajemnie dostał się do pokoju pełnego akt. Przesiedział tam kilka godzin. Ale się opłaciło. Znalazł teczkę z napisem: ŚCIŚLE TAJNE DO ZNISZCZENIA.

Wypełniały ją zdjęcia i szkice wykonane tuż po katastrofie w Bejrucie, świadczące o tym, że trudne warunki atmosferyczne nie mogły być jej przyczyną. Zbigniew Kowalik usłyszał od jednego z oficerów, że samolot został trafiony w silnik. Dlatego mógł tracić wysokość i zejść z kursu. Analiza szczątków wraku wykazała, że strzelano z broni, którą wcześniej sprzedaliśmy libańskim bojówkom. Prawdopodobnie trafiła do Libanu na pokładzie zestrzelonej później maszyny."

Nie sądzę, by samolot z flotylii Kiszczaka zestrzelili Palestyńczycy czy Druzowie. Przecież wiózł broń dla nich. Raczej nie zrobiła tego też Syria. Kto więc to zrobił? Falangiści? Sunnici? Mossad? Służby Saddama? Abu Nidal? Tego się chyba nigdy nie dowiemy...

W następnym odcinku: Zawoja i relacja świadka, do której dotarłem.
Zakładki:
Ciekawe strony - moje i moich przyjaciół
FAJNE BLOGI - wybór należy do Ciebie
Geostrategia, globalna polityka etc.
Katolicyzm
Konspiracjonizm, millenaryzm, ufologia (LINKI WYŁACZNIE W CELACH EDUKACYJNYCH!)
Polskie Radio
X
Y